Przejdź do treści

9 rzeczy, których nie powinno mówić się bezdzietnej koleżance

620.jpg

Kiedy rozmowy schodzą na temat ciąży i rodzicielstwa, każdy jest ekspertem. Słyszy się rady, które mają pomóc rozwiązać wszystkie związane z bezpłodnością problemy. Są jednak rzeczy, których mówić się nie powinno. Oto część z nich.

Musisz się bardziej starać!

Jedną z najczęstszych rad jest: Więcej praktyki! Wydaje się to przecież całkiem logiczne i rozsądne. Powinno dać rezultaty, bo im więcej razy próbuje się strzelić gola, tym większa szansa trafienia do bramki.

Powinnaś się zrelaksować

Wyluzuj się, nie od razu Kraków zbudowano. Po co ten pośpiech? Uda się, jeśli przestaniesz się tak na tym skupiać. To jednak nie zawsze możliwe.

Weź moje dzieci

Naprawdę, sprawdzisz jak to jest użerać się z tymi maluchami. Częściej oczywiście mówi się to żartem, ale żadna kobieta zmagająca się z niepłodnością nie chce tego usłyszeć.

Co z tymi bliźniętami?

Nie boisz się  mieć bliźniaków? Nawet zdrowa para może się zastanawiać nad tą kwestią,  przypadku tej, która stara się bez skutku, wiąże się jednak raczej z trudną decyzją o zastosowaniu In vitro.

Ile to będzie cię kosztować?

Czy to nie za drogie? Pytanie o finanse jest dość osobiste, do tego, czy mamy nie traktują swoich dzieci jako kogoś bezcennego? In vitro oznacza tak samo koszty finansowe, jak i emocjonalne.

Kiedy sobie odpuścisz?

To pytanie jest jak cios w brzuch.  Zadawanie go przypomina o może wielokrotnym niepowodzeniu i wymusza przyznanie do bolesnej klęski.

A może pies zamiast?

Najgorszy możliwy komentarz – posiadanie psa czy kota nie równa się posiadaniu dziecka, nawet jeśli traktuje się te zwierzęta jak członków rodziny.

Kto ma problem?

Pomijając fakt, że nie na miejscu jest pytać: “Które z was ma problem?”, nikt nie chce czuć się wybrakowanym. Czasami wszystko wydaje się idealne, a i tak dziecko się nie pojawia.

Moja ciąża to wpadka

Opowiadanie o przypadkowym zajściu w ciążę nie pomaga – przepraszanie również.

 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Min. Radziwiłł powołał Konsultanta Krajowego dziedzinie położnictwa i ginekologii. Kim jest?

prof. Krzysztof Czajkowski

Nowy Konsultant Krajowy ds. położnictwa i ginekologii powołany przez Ministra Zdrowia dr Konstantego Radziwiłła w dniu dzisiejszym. Nowym Krajowym Konsultantem w dziedzinie położnictwa i ginekologii został Prof. Krzysztof Czajkowski zastąpił na tym stanowisku prof. Stanisława Radowickiego. Obaj są od lat związani z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym i szpitalem położniczym przy ul. Karowej.

Prof. Krzysztof Czajkowski jest ginekologiem-położnikiem oraz specjalistą perinatologii z ponad 35-letnim doświadczeniem zawodowym. Zainteresowania naukowe i kliniczne profesora skupiają się wokół patologii ciąży oraz aspektów etycznych w embriologii i położnictwie. Opinie pacjentek na portalu znanylekarz.pl są różnorodne, od negatywnych (za kwestionowanie wskazań do porodu poprzez cięcie cesarskie i brak podejścia do pacjentek) do pełnych zachwytu.

Nominacja ta wydaję się być kolejnym etapem (po zaprzestaniu publicznego finansowania IVF, wprowadzeniu obowiązku posiadania recepty na antykoncepcję awaryjną i próbami całkowitego zakazu aborcji) wojny przeciwko kobietom prowadzonej przez ministra Radziwiłła ze wsparciem całego rządu Beaty Szydło. Wyrażamy jednak nadzieję, że nowy Konsultant Krajowy prof. Krzysztof Czajkowski wykaże się poszanowaniem etosu zawodu lekarza i będzie kierował się zasadami medycyny opartej na faktach, oraz będzie dążył do poszanowania praw reprodukcyjnych Polek.

 

Kim jest Konsultant Krajowy

Konsultantów krajowych powołuje minister zdrowia spośród specjalistów z poszczególnych dziedzin:
  • medycyny,
  • farmacji,
  • innych dziedzin, które mają zastosowanie w ochronie zdrowia.
Minister może poprosić o wskazanie kandydatów:
  • towarzystwa naukowe o zasięgu krajowym, które zrzeszają specjalistów w danej dziedzinie,
    odpowiednie samorządy zawodów medycznych.
Zadania konsultantów krajowych
  1. inicjują krajowe badania epidemiologiczne oraz oceniają metody i wyniki tych badań;
  2. prognozują potrzeby zdrowotne w swojej dziedzinie;
  3. doradzają, jak realizować zadania, które wynikają z Narodowego Programu Zdrowia i innych programów zdrowotnych;
  4. opiniują wnioski o skierowanie pacjenta do leczenia lub badań diagnostycznych poza granicami Polski;
  5. opiniują i doradzają przy zadaniach realizowanych przez Centrum Egzaminów Medycznych, Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych oraz Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Instynkt macierzyński – prawda i mit

instynkt macierzyński

Ludzkość nie przetrwałaby, gdyby nie instynkt, zwłaszcza macierzyński. Kobiety zachodzą w ciążę, rodzą, karmią piersią. Instynkt macierzyński przyspiesza w pewnym momencie; podporządkowuje sobie inne życiowe cele, a niemożność jego realizacji wywołuje bolesne uczucia. Kiedy wreszcie dziecko się rodzi, kobieta karmi je piersią, taka jest naturalna kolej rzeczy. Wieź z dzieckiem pojawia się również instynktownie, bo matka biologiczna jest predystynowana do tego, by kochać, chronić i dbać o swoje dziecko.

Instynkt jest biologiczny; podlega wpływom hormonów oraz innych zjawisk zachodzących w organizmie oraz na styku człowiek-środowisko zewnętrzne.

Czy tak rzeczywiście jest? Instynkt jest definiowany jako zachowanie automatyczne, nieodwracalne, wywoływane przez środowisko biologiczne, nie jest wyuczalny i w zasadzie nie podlega modyfikacji na drodze uczenia się, jest wreszcie typowe dla określonego gatunku.

Ale przecież nawet w tak podstawowym obszarze, wspólnym dla wszystkich gatunków, jak rozmnażanie się, nie ma rzeczy pewnych i powtarzalnych. Wiele matek nie jest w stanie – z wyboru, niechęci lub ogromnych trudności – karmić piersią, przeżywa wczesne macierzyństwo bardziej jak konieczny do przejścia etap, nieprzyjemny i naznaczony ogromnym zmęczeniem. Wiele nie kocha swoich dzieci od pierwszego dnia; czasami potrzebują wielu miesięcy, żeby poczuć coś do swojego dziecka.

A jeśli macierzyństwo byłoby zależne przede wszystkim od instynktu, to co z kobietami, które nie decydują się na dzieci? Które nie czują, że chcą być matkami i wybierają inne sprawy w życiu ponad rodzicielstwo? Na ile więc macierzyństwo jest doświadczeniem instynktowym?

Biologia czy świadomy wybór?

Psychologia dla opisania działań instynktownych sięga po termin „popęd”. Jest to znaczna różnica; już Freud mówił popędzie śmierci i życia. W tym rozumieniu macierzyństwo byłoby pragnieniem życia właśnie. Ale dążeniem ku życiu będzie również dbanie o własne samopoczucie, o odpowiednią ilość i jakość snu, odpoczynek. To wszystko zwykle nie idzie w parze z wczesnym macierzyństwem.

Kilka lat temu widzami wstrząsnął film Musimy porozmawiać o Kevinie. Wstrząsnął nie tylko dlatego, że pokazuje okrutną zbrodnię, ale również dlatego, że przełamuje tabu macierzyństwa. Okazuje się, że oprócz miłości, matka może do dziecka żywić wiele innych uczuć. Może go zwyczajnie nie lubić, nie rozumieć, czuć się nim przytłoczona i zmęczona, może czuć, że wraz z jego narodzinami znalazła się w potrzasku. Matka może zupełnie nie radzić sobie z płaczem dziecka. Może być wreszcie tak głęboko nieszczęśliwa, że fantazjuje o śmierci własnej lub dziecka. Czasami te fantazje realizuje.

Próbując wytłumaczyć to zjawisko, chętnie sięgamy po terminy medyczne. Mówimy wówczas o depresji lub nawet psychozie poporodowej, które w skrajnych przypadkach wymagają interwencji lekarskiej i hospitalizacji. Te skrajne przypadki pokazują jednak zwielokrotnioną rzeczywistość, z która radzi sobie większość młodych matek. Emocje, których doświadczają są często bardzo nieprzyjemne i wywołują ogromne poczucie wstydu i porażki. Matki zaczynają się zadręczać myślą, że nie kocha swojego dziecka, że na nie nie zasługuje i że z pewnością coś z nią jest nie tak. Nie mają pojęcia, że inne kobiety podobnie przechodzą początki macierzyństwa i że można jednocześnie odczuwać złość, irytację i zmęczenie oraz miłość.

Popęd a przyjemność

Wydaje się, ze skoro coś jest wrodzone, to jest naturalne i w związku z tym musi być dobre dla człowieka. A skoro jest dobre, to powinno również być źródłem przyjemności. A tak przecież nie jest. Nawet jeśli macierzyństwo jest zjawiskiem w części instynktownym lub popędowym, to wcale nie musi wiązać się z przyjemnością czy radością. Oprócz biologii jest jeszcze psychika, doświadczenia, historia, które również determinują to, jak funkcjonujemy na co dzień, jak przeżywamy macierzyństwo.

Wydaje się, że najbardziej skrajnym dowodem na to, że macierzyństwo w relatywnie niewielkim stopniu jest zależne od instynktu są bardzo intensywne próby regulowania własnej płodności. Źródła donoszą, że już w starożytności kobiety starały się planować swoje macierzyństwo sięgając choćby po aborcję. Dopiero ostatnie dziesięciolecia zaowocowały realnymi i bezpiecznymi środkami antykoncepcyjnymi, z których kobiety chętnie i świadomie korzystają. Czyżby więc rozwój technologii zaburzył nasz instynkt, czy może raczej dzieci pojawiały się jako skutek życia seksualnego, niekoniecznie chciany? I paradoksalnie to rozwój antykoncepcji wymusił podejmowanie świadomych i przemyślanych decyzji. Okiełznanie biologii pozwoliło też zobaczyć, czym naprawdę jest macierzyństwo – kombinacją wielu czynników, mieszanką wielu uczuć, nauką i adaptacją, zdolnością do przystawania się i akceptacją zmian. Nie pojawia się z dnia na dzień, nie ma więc powodu oczekiwać od siebie zbyt wiele.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

co jeść przed i po transferze

Transfer zarodków jest jednym z ostatnich elementów leczenia in vitro. Najczęściej odbywa się 3 dni po pobraniu komórek jajowych. Wokół tego szczególnego etapu pojawia się wiele pytań, które mają na celu zwiększenie skuteczności terapii. W końcu jeśli można lepiej o siebie zadbać, dlaczego tego nie zrobić? Jednym z komponentów wsparcia leczenia jest żywienie.

Zadaliśmy pytanie specjalistce:

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

„Należy ograniczyć kofeinę, laktozę, gluten, ostre przyprawy, cukry proste. Zaleca się spożywanie dużej ilości płynów (ok. 2 litry dziennie) oraz wysokobiałkową, dobrze zbilansowaną dietę” – odpowiedziała nam dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Żywienie – warto o nie dbać

Przede wszystkim należy podkreślić, że zbilansowana dieta ważna jest nie tylko w czasie około transferowym, ale podczas całego okresu starań o ciążę. Nawiązując do wypowiedzi ekspertki postanowiliśmy przybliżyć konkretne zagadnienia:

Dieta bez glutenu

Brak tolerancji glutenu, czyli białka znajdującego się np. w pszenicy, jest cechą charakterystyczną choroby zwanej celiakią. Jest to choroba immunologiczna, która może wiązać się także z innymi objawami, związanymi m.in. z układem rozrodczym. „Związek pomiędzy płodnością i celiakią nadal zastanawia lekarzy, tak samo jak unikanie glutenu w staraniach. Stephanie M. Moleski z Thomas Jefferson University Hospitals w Filadelfii odkryła jednak, że chore na celiakię częściej borykają się z niepłodnością, komplikacjami w ciąży i rodzą mniej dzieci niż kobiety zdrowe. Schorzenie zwiększa też ryzyko poronień, przedwczesnego porodu i wymusza cesarskie cięcie. Portal Furtherfood.com pisze jeszcze o innych, równie niepokojących wynikach badań. Te wskazują, że nadwrażliwość na gluten wiąże się z brakiem miesiączki, endometriozą czy niską wagą noworodków” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Kofeina

Badania wskazują, że zbyt duże spożycie kofeiny utrudnia nie tylko zajście w ciążę, ale i jej utrzymanie. Co więcej, okazuje się, że nie jest to tylko kwestia spożyci kofeiny przez przyszłą mamę, ale też jej partnera.

W jednym z badań analizie poddano 344 pary, które były w ciąży. „Wnioski były zatrważające – 98 zakończyło się przerwaniem, a to połączono z sięganiem po kofeinę przynajmniej trzy razy dziennie. Ryzyko utraty płodu rosło aż do ponad 70 proc.” – pisaliśmy >>KLIK<<. Jeśli zaś chodzi o zmniejszenie prawdopodobieństwa zajścia w ciążę, inny eksperci wskazują, iż kofeina: „obniża aktywność mięśni w jajowodach, których zadaniem jest przemieszczenie jajeczek z jajników do macicy„. Stąd też pojawiają się wnioski mówiące o dłuższym czasie, jakiego kobiety spożywające duże ilości kofeiny, potrzebują na zajście w ciążę. Pamiętajmy przy tym, że kofeina to nie tylko kawa, ale też herbata, kakao, cola.

Dietetyczne wskazówki

Wspomniana już wyżej dieta wysokobiałkowa (istotne jest spożywanie co najmniej 60-70 g białka dziennie) pomoże organizmowi produkować zdrowsze komórki jajowe, ale wpłynie także na większą ich ilość. Skąd czerpać białko? Chude mięso i ryby, fasola, soczewica, tofu, jajka.

Warto też pamiętać o żywności, która bogata jest w wapń. Znajdziemy go m.in. w jogurtach, migdałach, serach, czy warzywach takich jak rzepa, czy szpinak.

Podstawą jest również odpowiednie nawodnienie: „Zaleca się picie 2 litrów płynów dziennie, co pozwoli utrzymać odpowiednie nawodnienie organizmu, dzięki czemu szanse na udany zabieg wzrosną” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Zobacz też:

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Wakacje… ale nie od zdrowej diety! Jak zadbać o jadłospis maluszka?

jadłospis

Wakacje to czas, kiedy trudno oprzeć się pokusom – szczególnie, jeśli chodzi o kaloryczne przekąski. Najczęściej pozwalamy sobie i swoim dzieciom na wiele ustępstw od prawidłowej diety. Podczas urlopu powinniśmy jednak zwrócić szczególną uwagę na to, co spożywają najmłodsi członkowie rodziny. Jakie zdrowe przekąski zaproponować maluchowi? Jak planować posiłki na urlopie? Na te oraz inne pytania związane z żywieniem najmłodszych odpowiadają edukatorzy żywieniowi programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.

Ustępstwa w diecie a kształtowanie nawyków żywieniowych

Latem rodzice i opiekunowie często przymykają oko na zasady zdrowego żywienia i godzą się na wiele ustępstw w diecie swoich dzieci. Częste podjadanie oraz odstępstwa od prawidłowej diety mogą jednak wykształcić u dziecka nieprawidłowe nawyki żywieniowe, które mogą prowadzić m.in. do otyłości.

Drobne ustępstwa nie muszą oznaczać kształtowania złych nawyków żywieniowych, jeśli występują naprawdę sporadycznie. W przypadku, gdy codzienna dieta dziecka jest urozmaicona i prawidłowo zbilansowana, nie ma się czego obawiać. Ważna jest rozmowa i codzienna edukacja w zakresie prawidłowego żywienia, dzięki której dzieci poznają konsekwencje złego odżywiania oraz dowiedzą się, jak powinny wyglądać zdrowe posiłki” – podkreśla Katarzyna Popielewska, edukator żywieniowy programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.

Dajmy dobry przykład

Z badania Instytutu Matki i Dziecka „Kompleksowa ocena sposobu żywienia dzieci w wieku od 5. do 36. miesiąca życia – badanie ogólnopolskie 2016 rok” wynika, że niemal 2/3 niemowląt niekarmionych piersią otrzymuje te same posiłki, co reszta rodziny. Co więcej, dieta 88% dzieci starszych – po 1. roku życia – jest zbyt uboga w warzywa, natomiast otrzymują one posiłki dosalane (83%) i nadmierną ilość cukru (75%)1. Dieta dziecka w dużym stopniu zależy od jadłospisu rodziców.

Kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych u dzieci jest kluczowe dla ich zdrowia teraz i w przyszłości. Łatwiej przekonać malucha do jedzenia warzyw i owoców, jeśli są codziennie obecne na rodzinnym stole. Regularne ich spożywanie oraz wykluczenie z diety wysoko przetworzonych produktów (słodyczy, słonych przekąsek, dań typu fast food) może zapobiec chorobom dietozależnym, takim jak: cukrzyca, nadciśnienie tętnicze czy otyłość. Dlatego, by dać swoim dzieciom dobry przykład, rodzice powinni spożywać wartościowe posiłki – również podczas wakacji” – radzi Maria Paluczek, edukator żywieniowy programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.

Czym zastąpić niezdrowe przekąski?

Zdrowy rozsądek to najlepszy doradca. Podczas pobytu w wakacyjnych kurortach trudno uniknąć deseru w postaci lodów lub gofrów. Jeżeli decydujemy się na kupno dziecku gofra, zrezygnujmy ze słodkich posypek, bitej śmietany czy syntetycznych polew, a w zamian zaproponujmy świeże owoce. Tłuszcze trans, zawarte w hamburgerach, hot-dogach czy pizzy, również należy ograniczyć w diecie malucha do minimum.

„Produkty z dodatkiem soli, cukru, konserwantów, sztucznych barwników czy tzw. polepszaczy smaku zachęcają do spożycia ładnym opakowaniem, kolorem i smakiem. Z powodu łatwego dostępu, braku możliwości przygotowywania wartościowego posiłku czy pod presją próśb rodzice kupują tego typu artykułu spożywcze dziecku, a tym samym przyzwyczajają je do słonego i słodkiego smaku. Między innymi dlatego takie przetworzone, kaloryczne produkty warto zastąpić zdrową, naturalną przekąską w postaci orzechów, bakali, świeżych lub suszonych owoców. By ugasić pragnienie, dziecko zawsze powinno pić wodę” – dodaje Maria Paluczek.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.