Przejdź do treści

9 najgłupszych tekstów o in vitro. Które z nich usłyszałaś?!

Przedstawiamy zwycięską 9-tkę najgłupszych tekstów o in vitro. Ludzie naprawdę to powtarzają!

To dziecko na pewno jest twoje?

Cóż… Jestem jedyną osobą, która o nie dba, przewija, zmienia pieluchy, wyciera wymiociny, usypia, budzi się w nocy, aby je nakarmić. Mam więc nadzieję, że jest moje… Oczywiście nie mam zamiaru dzielić się z tobą informacją czy użyliśmy nasienia dawcy lub komórek dawczyni. I chyba niegrzecznie z twojej strony byłoby o to pytać, bo to chyba nie twój interes, prawda?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naszą koleżankę ktoś zapytał na imprezie, czy nie boi się, że nie pomylili zarodków. Naprawdę.

Nigdy nie zrobię sobie in vitro. Nie chce pogrywać z Bogiem.

Dokładnie wiem, co masz na myśli. Cieszę się, że nie muszę bawić się w Boga. Jestem mu wdzięczna, że w natłoku milionów ważnych spraw pamiętał o moim dziecku. Pomyśl o wszystkich drobnych odkryciach medycznych, latach studiów, badań, wielkich umysłach – czy to nie jest zasługą Boga? Czy dziecko nie jest największym darem boskim?

Czy jeśli ktoś nie wierzy w Boga nie może być beneficjentem jego błogosławieństwa? Zresztą przeczytaj sobie wywiad dlaczego Bóg chce in vitro ( do przeczytania tutaj…)

 

To jest normalne? (W odniesieniu do bliźniaków i trojaczków)

Dotknij mojego dziecka, zobacz jest zupełnie normalne. A kiedy są zmęczone lub głodne brzmią, aż nazbyt realnie.

 

Czy to dziecko jest z probówki?

Zwrot „dziecko z probówki” powstał w 1978 roku i wyszedł z powszechnego użycia już dwa lata później. Rozumiem, że chciałeś spytać czy poddałam się zabiegowi in vitro? Otóż, tak, miałam szczęście i mogłam skorzystać ze wspaniałych osiągnięć w dziedzinie medycyny, które pozwoliły mi na leczenie wyniszczającej mnie choroby – niepłodności.

Wydaje mi się, że niegrzecznie jest mawiać szczegóły poczęcia z obcymi ludźmi. A czy ty chcesz mi opowiedzieć historie ze swojej sypialni?

 

Jeśli Bóg chciałby, żebyś miała dziecko, zaszłabyś w ciążę naturalnie

Cóż… Nie mam zdolności przewidywania, co Bóg chciał zrobić. Jednak jestem absolutnie pewna, że brał udział w stworzeniu mojego dziecka.

Czy to Bóg nie chciał, aby medycyna się rozwinęła?

Stosowanie nowych technologii jest ryzykowane dla ludzkiego organizmu. Nie myślisz o długoterminowych zagrożeniach dla swojego zdrowia i zdrowia twojego dziecka

In vitro u ludzi jest wykonywane od blisko 40 lat. Badania na zwierzętach trwają już ponad 80 lat… Mimo wszystko oczywiście, że się o to martwię. Wiem, że tak naprawdę chciałeś spytać, dlaczego byłam tak okrutna dla siebie, aby zastosować in vitro?

Jeśli mnie tak dobrze znasz to powinieneś wiedzieć, że jestem wojowniczką i czarne scenariusze odsuwam od siebie, jak najdalej. Dobrze mieć „przyjaciół”, którzy przypominają mi o zmartwieniach.

Dlaczego zapłaciłeś za dziecko?

Miałeś szczęcie, że urodzenie twojego dziecka pokrywa państwo. In vitro przez wiele lat nie było finansowane z publicznych pieniędzy i przez chwilę było a teraz znowu nie jest. Tylko dzięki pieniądzom mogę mieć najcenniejszego człowieka w sowim życiu.

Masz, co chciałaś, więc przestań narzekać. (Słyszysz to, kiedy skarżysz się, jak każdy rodzic)

Dziękuję za wsparcie. Jak każdy rodzic mam prawo się denerwować, mam prawo być czasem zmęczona, mogę mieć czasem dość…

Nawet kiedy moje dziecko z in vitro płacze przez całą noc, nawet jeśli ciągnie mnie za włosy, nawet kiedy rano nadeptuje na klocek lego to nadal uznaje swoje dziecko za błogosławieństwo.

Dlaczego nie adoptowałaś?

A ty, dlaczego nie?

Czy o czymś zapomnieliśmy?
Weronika Tylicka
POLECAMY:

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Świąteczna dżungla

święta i niepłodność
fot. Fotolia

Święta to czas szczęścia, serdecznych życzeń, dobrych początków i nowej energii. Z drugiej strony, jest to również okres podsumowań i zderzenia z niespełnionymi marzeniami. Wszystko wokół mówi nam o radości płynącej z narodzin. Jakże trudno jest sobie z tym poradzić, trwając w wielkiej niewiadomej i oczekiwaniu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas długich starań o dziecko zmagamy się nie tylko z własnymi uczuciami, lecz także z całą masą bodźców płynących z zewnątrz – począwszy od emocji innych ludzi, przez nietrafione komentarze, po przekaz docierający z mediów, reklam i idealnych zdjęć znajomych na Facebooku.

Boże Narodzenie to w tym kontekście szczególny okres. Kulturowo związany z silnym poczuciem bliskości, wybaczania, więzi rodzinnych. Obrazek wielopokoleniowej rodziny, koniecznie z biegającymi dookoła maluchami, może wpędzić nas w jeszcze większy żal i poczucie straty – kolejny utraconych nadziei, szans, umykającego czasu.

Zobacz także: 5 porad, jak przeżyć święta z niepłodnością

Święta i niepłodność – jak przetrwać ten czas?

Niestety nie wszyscy są w stanie to zrozumieć. Warto pamiętać, że brak empatii nie zawsze musi wynikać ze złych intencji. Nie zmienia to jednak faktu, że – niezależnie od przyczyny – boli tak samo. Komentarze zamartwiającej się babci: „Kochani, ja bym tak chciała, żeby wam się w końcu udało” – należą do kategorii tych przyjemniejszych.

Aluzje wścibskiej kuzynki: „Moja sąsiadka właśnie urodziła synka, a jest w tym samym wieku co wy” – sprawiają, że robi się coraz mniej miło. Niewybredny żart wujka: „Może trzeba nauczyć was, jak to się robi?” – najczęściej przelewa czarę goryczy. Nagle okazuje się, że cała rodzina siedzi w waszej sypialni, towarzyszy wam podczas wizyt lekarskich i każdemu do pełni szczęścia brakuje tylko WASZEGO dziecka.

6 porad jak przetrwać święta w staraniach o dziecko

Święta mogą być prawdziwą szkołą życia dla pary mającej problemy z zajściem w ciążę. Dobrze jest nie zapominać wtedy, jak wielki jest nasz wpływ na to, czego doświadczamy. Zaopiekujmy się sobą w tym szczególnym okresie, a może uda nam się zakosztować prawdziwej magii.

Zobacz także: Wystarczająco dobre święta podczas starań o dziecko – radzi terapeuta

1. Skup się na tym, co dobre i pozytywne

Nawet jeśli z ust mamy padają trudne komentarze, a za oknem zamiast białego puchu siąpi szara mżawka, zawsze możemy znaleźć obok coś dobrego. Co ważne – da się to wytrenować. Wyszukiwanie pozytywów powinno wejść nam w nawyk, a zacząć można od prawdziwych drobiazgów. Ładnie udekorowany stół – cieszy oczy. Pyszne potrawy – mogę się dziś najeść za cały rok. Odświętna sukienka – w końcu mam okazję, by ją założyć.

2. Zapewnij sobie masę atrakcji

Stosowanie strategii ucieczkowych nie jest na dłuższą metę dobrą metodą rozwiązywania problemów, ale może podczas tych kilku dni warto zapewnić sobie dodatkowe, pochłaniające czas i uwagę atrakcje? Rano śniadanie z rodziną, w południe spacer w parku, w porze obiadu odwiedziny u znajomych, po południu koncert kolęd na miejskim rynku, wieczorem gorąca kąpiel, przygotowany zawczasu ulubiony film i moc planów na kolejny dzień.

3. Spędzaj czas z właściwymi ludźmi

Pozwól sobie na powiedzenie „NIE”. Jeśli czujesz, że zostałaś zaproszona przez mało wrażliwą ciotkę tylko po to, aby mogła wypytać cię o sytuację rodzinną, zawodową, materialną… nie rób sobie tego. Jeśli wiesz, że nie ominą cię pytania o dziecko, odpuść. Nie musisz na siłę spełniać czyichś oczekiwań, szczególnie jeśli ponosisz przy tym tak ogromne koszty.

Zobacz także: Bez cudu pod choinką – niepłodność i święta

4. Odetnij się od mediów

Czasami dobrze jest zrobić sobie przerwę od zewnętrznego świata. Na co dzień dopływają do nas tysiące informacji, których mózg nie jest w stanie na bieżąco przetrawić. Co więcej, jeśli kojarzą się z trudnymi przeżyciami i bombardują nas z każdej strony, łatwo mogą zrobić nam prawdziwą krzywdę. Wspomniane już wyidealizowane reklamy, stereotypowo przedstawiana perfekcyjna rodzina, uśmiechnięte przyszłe mamy w strojach „pań Mikołajek” – STOP!

5. Skup się na swoich potrzebach

Zapytaj samą siebie: czego właściwie potrzebuję, żeby poczuć się lepiej? Dobra książka – proszę bardzo. Kubek kakao – nie ma problemu. Cisza i spokój pod ulubionym kocem – robi się. Daj sobie przestrzeń na małe przyjemności. W dużej mierze to one budują wielki spokój.

6. Nie ukrywaj emocji

Pewien rodzaj obojętności bardzo dobrze sprawdza się w trudnych sytuacjach, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak udawanie, że coś cię nie denerwuje, nie rani, nie boli szybko może odbić się czkawką. Duszone łzy i tak znajdą w końcu ujście, często w najmniej oczekiwanych sytuacjach. A najpiękniejsze jest to, co ze sobą niosą – wielką ulgę. Pozwól sobie na nią.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Dieta przy PCOS – co jeść i czego unikać? Radzi dietetyk

dieta przy PCOS
fot. Pixabay

Zespół policystycznych jajników czyli PCOS często wiąże się z problemami z utrzymaniem prawidłowej mas ciała. Powolny metabolizm i niepohamowany apetyt nie sprzyjają utrzymaniu zgrabnej sylwetki. Dieta przy PCOS – co jeść i czego unikać? Radzi dietetyk Emilia Kołodziejska.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wypróbowałaś już dziesiątki diet, zastosowałaś wszystkie „magiczne” sposoby a waga nadal ani drgnie?

Zobacz także: 3 podstawowe pytania o PCOS – kto, dlaczego, jak?! Znasz odpowiedzi?

Dieta przy PCOS – jak powinna wyglądać?

W zespole policystycznych jajników często występują zaburzenia metabolizmu glukozy, insulinooporność i hiperinsulinemia. Ponadto mogą występować zaburzenia metaboliczne w zakresie gospodarki tłuszczowej i otyłość.

Insulinooporność stwierdza się nawet u 50 proc. pacjentek z PCOS. Natomiast ryzyko rozwoju cukrzycy typu II jest 3-7-krotnie zwięk­szone. Prawdopodobnie w tej grupie kobiet rośnie również ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

U kobiet z PCOS dosyć często stwierdzana jest otyłość i zespół metaboliczny. Należy więc dążyć do uzyskania prawidłowej masy ciała. Zalecana jest zdrowa dieta oparta na zasadach piramidy zdrowego żywienia z wysokim spożyciem błonnika i niską zawartością nasyconych kwasów tłuszczowych i kwasów tłuszczowych trans. Osoby z PCOS powinny odżywiać się tak jak osoby z cukrzycą typu II, a więc dieta powinna być oparta o produkty o niskim indeksie glikemicznym.

Prawidłowa dieta i utrzymanie prawidłowego stanu odżywienia powinny stanowić podstawę terapii dla kobiet z PCOS.

Zobacz także:  Czy zmiana diety pomoże mi radzić sobie z PCOS?

Czego powinny unikać kobiety z PCOS?

Należy unikać cukrów prostych, kwasów tłuszczowych trans oraz nadmiaru nasyconych kwasów tłuszczowych.

Czy rezygnacja z glutenu jest konieczna przy PCOS?

Celiakia może powodować zaburzenia płodności. Dlatego, kobiety z PCOS powinny poddać się badaniom w kierunku celiakii i nietolerancji glutenu. Jeśli wynik jest pozytywny, to dieta bezglutenowa jest jak najbardziej wskazana.

Jeśli natomiast wynik jest negatywny, radziłabym zacząć od wprowadzenia na początku jedynie zdrowego żywienia. Jeśli to nie pomoże, wówczas można przejść na dietę bezglutenową i sprawdzić czy nastąpiła poprawa. Rezygnacja z glutenu na samym początku zmiany diety, bez badań nie jest wskazana.

Czy i w jakim stopniu dieta może wpłynąć na komfort życia osób z PCOS?

Zmniejszenie insulinooporności poprzez zmianę stylu życia lub zastosowanie leków normalizuje czynność wewnątrzwydzielniczą i metabolizm prowadząc do wznowienia cyklów menstruacyj­nych i owulacji.

Dieta i ćwiczenia poprawiają poziomy FSH, SHBG, całkowitego testosteronu, androstenodionu u kobiet z PCOS.

Zrównoważona dieta, zwiększona aktywność fizyczna i utrzymanie prawidłowego BMI przyczyniają się do obniżenia ryzyka niepłodności u kobiet.

Ograniczenie kalorii prowadzi również do zmniejszenia hiperandrogenizmu i poprawia funkcję menstruacyjną, owulację i płodność poprzez zmniejszenie wolnego wskaźnika androgenów, wolnego lub całkowitego testosteronu i wzrost SHBG.

Zobacz także: Ćwiczenia przy PCOS. Jak skutecznie zawalczyć o sylwetkę

Jak długo trzeba stosować odpowiednią dietę, żeby zauważyć pozytywne efekty?

Jest to bardzo indywidualna kwestia. Należy podkreślić, że zmiana nawyków żywieniowych na zdrowsze, musi być stała. Nie może to być dieta stosowana przez jakiś czas. Pierwsze pozytywne efekty w postaci poprawy samopoczucia powinny być widoczne po około 3 miesiącach.

Czy istnieją suplementy/składniki mineralne, które poprawią stan osoby chorej PCOS?

Wśród przeciwutleniaczy stosowanych w leczeniu PCOS często wymienia się koenzym Q10 (ubichinon) o działaniu przeciwzapalnym i kwas foliowy, jako jeden z koenzymów biorących udział w metabolizmie homocysteiny. Źródłem kwasu foliowego są zielone warzywa, suche rośliny strączkowe, produkty pełnoziarniste, wątroba i jaja.

Niektóre badania sugerują, że witamina D i wapń mogą wpływać na konwersję testosteronu do estrogenów w komórkach ziarnistych, a zatem mogą one normalizować poziom androgenu i estrogenu u pacjentek z PCOS, prowadząc do lepszego dojrzewania pęcherzyków i owulacji.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Staraliśmy się o dziecko 9 długich lat. Wreszcie nam się udało

para-niepłodność-in vitro-ciąża po transferze

Monika z mężem starali się o dziecko przez 9 długich lat. Wreszcie – po tylu badaniach, diagnozach, zmianie lekarza, po kolejnym transferze… udało się! „Mamy nasz mały, wymarzony cud” – poznaj historię Moniki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nasze starania o dziecko, były dość typowe. Pewnie jak u tysiąca innych par. Poszliśmy do lekarza w swoim mieście, który sugerował, że to dopiero początki, że mamy się nie przejmować i starać się zajść w ciążę. Wszystkie wyniki były w normie i słuchaliśmy naszego lekarza starając się o ciążę przez dwa lata. A ciąży nadal nie było.

Zmiana lekarza, złe wyniki badań

W tym czasie na jaw wychodziły pierwsze odchylenia od normy wyników badań. Wyszło mi w wynikach badań podwyższone TSH i niedoczynność tarczycy.

Wzięłam leki, które unormowały wyniki badań, ale w ciążę dalej nie zachodziłam. Postanowiliśmy zmienić lekarza. Trafiliśmy w ręce wspaniałego człowieka z ogromną wiedzą i cudownym podejściem do pacjenta. Kolejne badania, konsultacje i ciągła nadzieja, że może tym razem się uda. I nic. Mijały miesiące, te zamieniały się w lata, a dziecka dalej z nami nie ma. Lekarz kieruje nas do kliniki leczenia niepłodności we Wrocławiu. Jedziemy pełni nadziei, że teraz, kiedy zajmą się nami specjaliści, wszystko będzie dobrze.

Lata starania zaprowadziły nas do kliniki leczenia niepłodności

I znowu od nowa badania, diagnoza i … po dwóch miesiącach konsultacji lekarz proponuje nam in vitro. Udało się zakwalifikować do rządowego wówczas dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego. Ogarnęła nas wielka radość oraz naprzemiennie: smutek i obawy, płacz, a nawet depresja.

Zobacz też: Jak wybrać klinikę leczenia niepłodności

Wsparcie męża było nieocenione… szczególnie po nieudanym transferze

Dobrze, że mam kochanego męża, z którym od początku się wzajemnie wspieraliśmy.  Razem płakaliśmy i razem wstawaliśmy pełni nadziei na lepsze jutro. Mąż był przy mnie również wtedy, gdy jeździłam do kliniki, na pierwsze zastrzyki. Była ich ogromna ilość. Był ból i miałam huśtawki nastrojów. A mój mąż zawsze był ze mną. Wspierał jak umiał dobrym słowem.

Kiedy podchodziliśmy do pierwszego transferu miałam pełne przekonanie, że wszystko się uda. Byłam pewna, że to jest ten dzień, ta chwila i ten moment. Potem było 10 dni oczekiwania  na wynik. 10 dni dla mnie zamieniły się w 10 lat. Kiedy wreszcie nadszedł oczekiwany dzień cała w skowronkach odebrałam wynik… niestety negatywny. Wszystko pękło jak bańka mydlana. Czułam się wtedy strasznie. Płakałam kilka dni. Nie mogłam zrozumieć; dlaczego ja? Dlaczego innym się po prostu udaje zajść w ciążę. Modliłam się i pytałam Boga: dlaczego?

Lekarz kazał zrobić chwilę przerwę od stresu, wizyt lekarskich i leków. Tylko co z tego, skoro to nadal bolało tak bardzo. Każde święta, urodziny, spotkanie z bliskimi, którzy składając życzenia, mówili nam, aby tym razem się udało. Wybuchałam od razu płaczem. Widząc to, rodzina i przyjaciele przestali w ogóle poruszać temat dziecka.

Wstaliśmy jak Feniks z popiołów gotowi na kolejny transfer

Po kilku miesiącach smutku i żalu, pozbieraliśmy się na nowo, by spróbować po raz kolejny. Przed drugim transferem było już łatwiej, bo wiedzieliśmy jak to wszystko wygląda: badania i cała procedura w dniu transferu. Dlatego była spokojnam po powrocie do domu. Jednak po 10 dniach, kiedy nadszedł czas na wyniki, czułam się niepewnie. Bałam się bólu i rozczarowania, dlatego po wyniki pojechał sam mąż. Kiedy zadzwonił z płaczem i powiedział: „Mamusiu, wynik jest pozytywny, będziemy mieli dziecko”… płakałam razem z nim ze szczęścia. Teraz, opowiadając to, płaczę po raz kolejny. Wreszcie się udało. Po 9 latach starań. Tyle wizyt lekarskich, tyle łez, niepokoju, bólu, rozpaczy. Ale nie poddaliśmy się i walczyliśmy o to, co dla nas w życiu było i jest najważniejsze… nasze upragnione dzieciątko. Nasze upragnione oczko w głowie, nasz skarb, dar od Boga, nasz mały cud, który mamy z pomocą lekarzy.

 Teraz jestem spełnioną kobietą. Mam dom, rodzinę; męża i synka, których kocham nad życie, i wiem jedno: zawsze jest nadzieja. Po tylu latach starań najwyższa nagroda teraz mnie przytula i szepcze do ucha: „Mamo”.

PS: Dziękujemy wszystkim, którzy nas w tym czasie wspierali i nam pomagali.

Oprac. Aneta Grinberg-Iwańska

POLECAMY:

Moje życie po transferze – historia pewnego obłędu

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Ciche cierpienie, czyli niepłodność w święta

niepłodność i święta
fot. Fotolia

Święta to czas rodzinny. Bywa on trudny i emocjonalnie wyczerpujący, ale jest też bardzo często wyczekiwany. Spotykamy się wówczas z dawno niewidzianymi osobami, siadamy wspólnie do stołu, słuchamy historii, śmiejemy się. Potem zwykle mamy dość i jesteśmy zmęczeni (zwłaszcza jeśli to my zapraszamy rodzinę), ale i tak za rok powtarzamy cały rytuał – i będziemy na niego czekać z pewną ekscytacją. Sprawa się komplikuje, jeśli zmagamy się z jakimiś trudnościami – zwłaszcza tak osobistymi, jak niepłodność.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak więc przetrwać ten czas? Jest na to kilka sposobów – może okażą się dla was pomocne.

Zaplanuj odpowiedzi

Lubimy planować – to nam daje poczucie kontroli. A to właśnie utrata kontroli jest tak bolesna w niepłodności. Dlatego warto mieć przygotowanych garść odpowiedzi na pytania o plany związane z dziećmi. Warto też pamiętać, że mamy prawo do prywatności i zachowania dla siebie intymnych szczegółów. Mamy też prawo odmówić rozmów na określony temat.

Wybierz, z kim spędzisz święta

Nie na wszystkie spotkania i imprezy świąteczne trzeba iść. Przymus jest tylko wewnętrzny, można sobie więc z nim poradzić. Jeśli spodziewamy się, że w danym miejscu spotkamy ludzi szczególnie ciekawskich albo pozbawionych empatii, bądź podejrzewamy, ze zostaniemy zbombardowani pytaniami lub będziemy przebywać w towarzystwie młodych mam i ich dzieci, nie mamy obowiązku tam iść. Pewnie część osób takie zachowanie odbierze jako niegrzeczne, a ktoś inny powie, że nadmiernie skupiamy się na sobie, że trzeba wyluzować i żyć dalej. Warto się jednak zastanowić, w jakim punkcie niepłodności jesteśmy. Jeśli jest nam szczególnie trudno, ponieważ nie powiodła się kolejna procedura, zawiódł lek lub zakończyła się długo wyczekiwana ciąża, wspólne cieszenie się będzie niemal niemożliwe. A wychodzenie na firmową wigilię w sytuacji poważnego kryzysu psychicznego może wynikać z tendencji masochistycznych. Przymus, by okazywać radość, może doprowadzić do stanu przeciwnego.

Znajdź sprzymierzeńców

Mogą to być ludzie wystarczająco empatyczni, by zrozumieć, czym jest niepłodność, lub też inne osoby zmagające się z tą chorobą. Być może będzie łatwiej przetrwać ten świąteczny czas z ludźmi myślącymi podobnie.

Zerwij z tradycją

Tradycja ma to do siebie, że można ją zmieniać. Można ustalać własną, właściwą dla danej rodziny. Być może jest to dobry czas, żeby zapoczątkować własne zwyczaje, niezależnie od tego, czy zmiany będą rewolucyjne czy zaledwie kosmetyczne. Ważne, że mogą pomóc nam cieszyć się świątecznym czasem.

Bliscy i znajomi – pamiętajcie o empatii

Mogą nam pomóc przetrwać trudny czas. Ich rola bywa nieoceniona, dlatego tak ważne jest, by wiedzieli, co i jak mówić.

  1. Przede wszystkim nie należy minimalizować problemu – nawet jeśli problemem jest niepłodność wtórna. To bardzo ważne, żeby powstrzymać się przed komentarzami typu: „W życiu są gorsze nieszczęścia. Jesteście zdrowi i młodzi”. Bardzo trudno zrozumieć, jak złożona i bolesna jest niepłodność, dopóki samemu się jej nie doświadczy w jakiejś formie.
  2. Dobre rady bywają szczególnie irytujące. Osobie udzielającej porad może wydawać się, że ma dość wiedzy lub doświadczenia. Może mieć nawet jak najlepsze intencje, jednak cokolwiek powie niepłodnej osobie lub parze, ta najpewniej już to omawiała z lekarzem prowadzącym lub czytała na ten temat. I zapewne nie zadziałało lub jest dopiero w planach. Dobrymi radami, oprócz irytacji, można też wywołać poczucie winy w rozmówcy. Bo przecież nie dość się stara, bo gdyby zrobił X, Y lub Z pewnie miałby już dziecko.
  3. Wakacje i relaks pomagają w codzienności, pozwalają odpocząć, ale nie poprawiają płodności. A w każdym razie na ten moment nie ma na to przekonujących dowodów naukowych, więc i takie rady nie mają sensu.
  4. Porównywanie własnych problemów zdrowotnych do niepłodności jest nie tylko nietaktowne, ale też okrutne. Może się to wydawać dobrym sposobem na wsparcie, bo rzeczywiście niepłodność nie jest chorobą śmiertelną. Można z nią żyć, można nawet prowadzić życie ciekawe i być spełnionym. Ale kiedy się z nią zmagamy, jest źródłem ogromnego cierpienia, poczucia wstydu, samotności i odmienności.
  5. Wspierać można słowem, ale można też obecnością. Zwykłym komunikatem: jestem, jeśli mnie potrzebujesz. Myślę o tobie. Waga tych słów jest nie do przecenienia, podobnie jak świadomość, że jesteśmy w czyichś umysłach i sercach.

Chyba właśnie temu służą święta – pamiętaniu o sobie wzajemnie. A życie pisze różne scenariusze. W tym roku święta mogą być przygnębiające, mogą przebiegać w atmosferze porażki i beznadziei, ale nie wiemy, co wydarzy się za tydzień czy miesiąc. Nie jest to banalne pocieszanie się. Tak po prostu się dzieje, że leczenie zaczyna działać. Nawet osobom, które najmniej się tego spodziewają, zdarzają się ciąże spontaniczne. Dlatego w te i każde kolejne święta warto mieć nadzieję.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami