Przejdź do treści

8 faktów o płodności – wiedziałaś?

płodność

Płodność często wydaje się być pomijanym tematem. Oczywiście do momentu, kiedy okazuje się, że stanowi problem. Warto jednak wiedzieć o niej więcej.

8 faktów o płodności, które warto znać:
1. Jest to temat zarówno mężczyzn, jak i kobiet

Jeśli jesteśmy w związku i mamy problemy z zajściem w ciążę, to staje się to problemem pary, a nie każdego z osobna. Niektóre dane wskazują, że w jednej trzeciej związków zgłaszających się po pomoc w kwestiach płodności, trudności dotyczą czynnika męskiego. W jednej trzeciej jest to czynnik kobiecy, a w pozostałych 33 procentach jest to czynnik mieszany.

2. Zajście w ciążę może zająć dłuższą chwilę

Nawet jeśli oboje partnerów jest zdrowych, młodych i płodnych, warto dać sobie chwilę na poczęcie dziecka. „Każdego miesiąca, zdrowa pod względem płodności para ma tylko 20 proc. szans na zajście w ciążę” – słowa endokrynologa dra Thomasa Molinaro cytuje “BuzzFeed”.

3. Jeśli planujesz rodzicielstwo po 35 roku życia – przemyśl to

Czasami życie układa się tak, że dopiero ładnych kilka lat po 30-stce mamy szansę na bycie mamą i tatą. Nieraz jednak świadomie odkładamy tę decyzję na później. Warto jest wtedy wiedzieć, czy w naszym przypadku jest to dobra opcja. Badajmy się!

Mam 35 lat i chcę być mamą… >>> PRZECZYTAJ

4. Ile czasu mamy się starać?

Jeśli jesteście poniżej 35-ego roku życia, zanim zasięgniecie porady specjalisty, dajcie sobie rok na spokojne starania o ciążę. Jeśli jesteście powyżej tego wieku, poszukajcie pomocy już po pół roku. Jest to bowiem granica, po przekroczeniu której płodność zaczyna szybciej spadać, pojawia się większe ryzyko poronień oraz chorób genetycznych.

5. Płodność zależy od wielu czynników

Wiek jest zdecydowanie jednym z najważniejszych z nich. Szalenie istotne są oczywiście także kwestie zdrowotne. Wszelkie przebyte infekcje, choroby, operacje, przyjmowane leki. Zdarza nam się jednak zapominać o wpływie stylu życia na naszą płodność. Palenie, chroniczny stres, alkohol, inne używki, śmieciowe jedzenie – warto dbać o siebie, by później móc zadbać o przyszłego malucha.

6. Historia twojej rodziny, może wiele powiedzieć o tobie

Czynniki genetyczne mogą mieć znaczenie także w kwestii płodności. Jeśli twoja mama weszła w menopauzę będąc około 40 roku życia, czy nawet wcześniej, może być to dla ciebie sygnał ostrzegawczy odnośnie własnej płodności. Podobnie, jeśli miała ona problemy z donoszeniem ciąży, czy cierpi na endometriozę, warto wspomnieć o tym lekarzowi.

7. Jeśli chcesz zamrozić swoje jajeczka, najlepiej zrób to jeszcze przed 30-stką

Statystyki mówią, że prawie 20% jajeczek pobranych od kobiet poniżej trzydziestego roku życia, uda się zapłodnić po rozmrożeniu. W przypadku starszych kobiet (i jajeczek), szansa na macierzyństwo przy zastosowaniu tej metody maleje do 10%” – pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ].

8. Technika idzie do przodu, ale nie należy w nią ślepo wierzyć

Pojawia się coraz więcej dostępnych metod zarówno antykoncepcji, walki z niepłodnością, czy też ratowania zagrożonych ciąż. Lekarze są w stanie doprowadzić do prawdziwych cudów [zobacz jeden z nich >>> TUTAJ]. Warto jednak pamiętać, że nie na wszystkie problemy znajdzie się „techniczne” rozwiązanie. Nie chodzi tu tylko o ograniczenia związane z rozwojem medycyny, ale także o psychikę. Odgrywa ona niezwykle ważną – w wielu przypadkach kluczową – rolę w kwestiach płodności.

Inspiracja: „BuzzFeed”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Obie strony psychoterapii – jak to jest być pacjentem, jak to jest być terapeutą

psychoterapia

Nie ma wątpliwości, że psychoterapia jest skuteczną formą leczenia wielu zaburzeń psychicznych. Również tych, o których myślimy, że dotyczą jedynie ciała. Pomaga poradzić sobie z traumą, stratą, kryzysem. Badań potwierdzających tę tezę jest wiele, choć jednocześnie są one trudne do przeprowadzenia. Nancy McWilliams, psychoanalityczka i nauczycielka zawodu mówi, że psychoterapia działa prewencyjnie. Pozwala przerwać krąg nadużyć i krzywd przechodzących z pokolenia na pokolenie. Ale jak zbadać, czy pacjent aktualnie będący w terapii, ofiara przemocy, sam przestanie stosować przemoc wobec swoich bliskich? Byłyby to badania bardzo trudne.

Wiemy, że psychoterapia działa. Wiemy, że pacjenci zauważają poprawę komfortu życia, usunięcie lub wyraźne ograniczenie występowania objawów, zmieniają się ich relacje z ludźmi, poprawia się samoocena. A mimo to dla wielu osób psychoterapia nie jest leczeniem z wyboru. Ba, czasami w ogóle w ogóle nie jest brana pod uwaga, pomimo ewidentnych wskazań.

Człowiek z człowiekiem

Bardzo ciekawa dyskusja rozgorzała kilka dni temu na stronie jednego z ośrodków psychoterapeutycznych. Zapytano czytelników, dlaczego psychoterapia grupowa nie jest terapią pierwszego wyboru wśród pacjentów, pomimo dowodów na jej skuteczność. Dyskusja, pokazała, że przede wszystkim nie mamy zaufania do siebie wzajemnie. Jakimś zaufaniem darzony jest terapeuta, ale nie drugi człowiek w grupie. Dalej w toku dyskusji pojawiły się sugestie, że grupa pogłębia poczucie wstydu wynikające z bycia w terapii. Jednocześnie nie wierzymy, że w grupie może wydarzyć się coś dobrego. Spodziewamy się raczej ataków, poniżania i naruszania zasady poufności. Terapia indywidualna jest stawiana w opozycji jako ta, która jako jedyna ma potencjał leczący. Tylko terapeuta w kontakcie indywidualnym może naprawdę pomóc pacjentowi.

W Internecie można znaleźć mem przedstawiający kilkanaście rysunków twarzy terapeuty – na każdym jest taka sama, niezależnie od tego, czy terapeuta jest zadowolony, smutny, rozdrażniony, czy boli go pięta. Być może tak właśnie czują się pacjenci – terapeuta jest niemy, czasem tajemniczy, zdecydowanie pozbawiony poczucia humoru i osobowości. Nie sprzyja to budowaniu poczucia bezpieczeństwa i zaufania.

Inna fantazja jest taka, że przecież terapeuta jest takim samym człowiekiem jak pacjent. Może zdradza żonę, albo jest w szóstym związku, sam przeszedł depresję albo nie radzi sobie z nałogowym paleniem papierosów. Jak więc może komukolwiek pomóc?

Nawet więc jeśli dowody na skuteczność psychoterapii, czy to jako narzędzia leczącego, czy wspierającego są niezaprzeczalne, nadal budzi ona wiele wątpliwości. Wiele z nich wiąże się z osobą terapeuty. Co więc dzieje się w gabinecie i dlaczego?

Po drugiej stronie

Większość terapeutów nie bez powodu dba o to, żeby pacjent jak najmniej o nim wiedział. Nie tylko dlatego, że troszczy się o swoją prywatność i granice w terapii. Chodzi również o to, żeby stworzyć pacjentowi przestrzeń dla jego spraw. Terapeuta, który dzieli się historiami ze swojego życia, nawet jeśli ma to uzasadnienie w kontekście rozmowy, może pacjenta przytłoczyć i de facto odebrać mu przestrzeń terapeutyczną.

Dla niektórych pacjentów ważna jest na przykład orientacja seksualna terapeuty. Pewna homoseksualna pacjentka, niepogodzona ze swoją orientacją seksualną, poczuła się bardzo zdradzona, kiedy dowiedziała się, że jej terapeuta jest w związku z mężczyzną. Miała żal do terapeuty, ale przede wszystkim poczuła się mocno zaniepokojona faktem, że jest on „pogubiony we własnej seksualności, jak więc może jej pomóc”. W gruncie rzeczy były to jednak lęki pacjentki, która sama czuła się pogubiona i niepewna siebie.

Pacjenci często zastanawiają się, czy są lubiani przez swoich terapeutów. Nic w tym dziwnego, każdy z nas ma wrodzoną potrzebę akceptacji. Rzeczywistość jest jednak taka, że każdy terapeuta ma swoje ograniczenia. Musi jednak być ich świadom i odpowiednio działać. Dlatego też złotym standardem w pracy psychoterapeutycznej jest regularna superwizja. Jeśli terapeuta wie, że ma trudność w pracy z określonym typem pacjentów, musi wziąć za to odpowiedzialność i być może skierować do innego specjalisty.

Siła emocji

Emocje terapeuty to jego najważniejsze narzędzie pracy. To, jak się czuje z pacjentem, co go porusza w słyszanej historii, rodzaj emocji, jakie pojawiają się w sesji w terapeucie – wszystko to jest bardzo ważne dla procesu terapeutycznego. Czy jednak terapeuta powinien je ujawniać, a jeśli tak, to jakiej formie? Z jednej strony pacjenci chcieliby wiedzieć, co czuje ich terapeuta, z drugiej jednak mają potrzebę być w rękach osoby silnej i zdecydowanej, zdolnej do zaopiekowania się. Ujawnienie więc uczuć przez terapeutę mogłoby zwyczajnie przestraszyć pacjenta. Dlatego też większość terapeutów uczy się nie pokazywać swoich emocji i szukać wsparcia dla siebie na przykład w superwizji. Jednocześnie czasami trudno jest je powstrzymać. Towarzyszenie kobiecie, która poroniła lub urodziła martwe dziecko, bycie z osobą, która długo zmaga się z niepłodnością może wywoływać widoczne emocje w terapeucie. Podobnie jak trudno ukryć radość, kiedy pacjentowi rodzi się dawno wyczekiwane i upragnione dziecko. Czy jednak wtedy trzeba te emocje szczególnie ukrywać?

Terapia jest leczeniem, dlatego musi opierać się na konkretnych zasadach. Ale jest też spotkaniem dwojga ludzi. Terapeuta stara się wycofać swoje potrzeby i opinie na rzecz rozwoju i swobody pacjenta. Ale jest też człowiekiem i może zdarzyć się tak, że ujawni osobiste informacje oraz emocje. Co to będzie znaczyło dla pacjenta i procesu terapii zawsze warto omówić. Można wówczas dojść do bardzo ciekawych wniosków.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rezerwa jajnikowa (II) Dojrzewanie płciowe

rezerwa jajnikowa

W pierwszym artykule z serii „Rezerwa jajnikowa” omówiliśmy jak powstają jajniki w okresie życia płodowego. Tym razem opowiemy o tym co dzieje się pomiędzy narodzinami, a osiągnięciem wieku rozrodczego, czyli końcem okresu dojrzewania.

Rodzi się dziewczynka, a w jej jajnikach znajduje się kilka milionów pęcherzyków pierwotnych, tj. oocytów I rzędu, których liczba sukcesywnie się zmniejsza niezależnie od braku cyklu miesiączkowego, gdyż obumierają one na drodze programowanej śmierci komórki (apoptozy). W okresie noworodkowym widoczny jest jeszcze wpływ matczynych hormonów płciowych, co może objawiać się trądzikiem noworodkowym i tzw. wyciekiem noworodkowym, czyli nieznacznym krwawieniem z pochwy będącym w istocie krwawieniem z odstawienia, tj. endometrium pozbawione matczynych estrogenów złuszcza się. Przez kolejne kilka lat nie dzieje się nic, organizm dziewczynki pozbawiony jest wpływu hormonów płciowych.

Figure-1-Theoretical-model-of-sexual-development-The-model-above-distinguishes

Aby możliwe było uzyskanie przez dziewczynkę pełnej dojrzałości płciowej, a co za tym idzie nabycie zdolności reprodukcyjnych, konieczny jest rozwój trzech osi gruczołów hormonalnych: zależnej od nadnerczy, od przysadki i hormonu wzrostu, oraz przysadki i jajników.

Około 7. r.ż. kora nadnerczy rozpoczyna wzmożoną produkcję androgenów nadnerczowych: dehydroepiandrosteronu (DHEA), siarczanu dehydroepiandrosterostronu (DHEA-S) i androstendionu (AND). Proces ten nazywa się adrenarche i trwa przez cały okres dojrzewania. Działanie androgenów manifestuje się głównie pojawieniem się owłosienia łonowego (pubarche) oraz pachowego, zmianami skórnymi jak trądzik młodzieńczy oraz nadmierną potliwością. Wzmożone wydzielanie androgenów przez nadnercza poprzedza wzrost stężenia gonadotropin i późniejszą aktywację osi podwzgórze-przysadka-jajniki, jednakże oba mechanizmy nie są ze sobą bezpośrednio związane i mogą odbywać się równolegle.

Jednocześnie lub w trakcie adrenarche pojawia się tzw. skok wzrostowy (somatarche), zależny od hormonu wzrostu (GH) i insulinopodobnego czynnika wzrostu (IGF-1), którego najłatwiej dostrzegalnym symptomem jest bardzo gwałtowne wyrastanie z butów (kości stóp są bardziej wrażliwe na działanie GH niż kości długie). Układ hormonu wzrostu jest zależny i zintegrowany z osią podwzgórze-przysadka-jajniki (HPO). Wzrost poziomu estrogenów powoduje zwiększone wydzielanie GH, co jest bezpośrednią przyczyną tzw. pokwitaniowego skoku wzrostowego.

Najważniejszy gracz, oś podwzgórze-przysadka-jajniki rozpoczyna swoje działania na ok. 2 lata przed pojawieniem się pierwszych symptomów pokwitania. Podwzgórze pulsacyjnie wydziela gonadoliberynę (GnRh), która łączy się z receptorami w przednim płacie przysadki syntetyzującym i gromadzącym gonadotropiny: hormon luteinizujący (LH) i folikulostymulujący (FSH). Początkowo proces ten ma miejsce tylko w czasie snu, później również w dzień, by po kilku latach pulsacyjne wydzielanie GnRh, a co za tym idzie gonadotropin osiągnęło częstotliwość i amplitudę jak u dorosłej kobiety w wieku reprodukcyjnym.

FSH jest odpowiedzialne za stymulację rozwoju pęcherzyków jajnikowych począwszy od rozpoczęcia okresu pokwitania. Stymulacja i wydzielanie FSH prowadzi do przekształcenia androgenów w estrogeny dzięki aktywności aromatazy w jajnikach. Wydzielanie progesteronu wzmaga się wraz z postępem procesu pokwitania i prowadzi do podziałów komórkowych oraz dojrzewania pęcherzyków. Podziały mitotyczne prowadzą do powiększenia warstwy komórek ziarnistych, a także zwiększenia objętości płynu międzykomórkowego bogatego w inhibinę B oraz FSH. Liczba receptorów LH zwiększa się proporcjonalnie do liczby komórek oraz podatności jajników na stymulację przez LH, co z kolei powoduje wzmożoną produkcję progesteronu i androgenów. Zwiększający się poziom estrogenów moduluje pracę podwzgórza zwiększając pulsacyjne wydzielanie GnRh, co prowadzi do szybkiego wzrostu poziomu gonadotropin (szczególnie LH) w mechanizmie sprzężenia zwrotnego. Kiedy estrogeny wzmacniają wydzielanie LH, inhibina hamuje wydzielanie FSH. Od połowy do końca okresu dojrzewania stężenie LH osiąga najwyższy poziom, co powoduje skokowy wzrost estradiolu prowadzący do pierwszej miesiączki. Cykle początkowo są bezowulacyjne, a owulacja pojawia się po ustabilizowaniu osi dodatniego sprzężenia zwrotnego kiedy wzrastający poziom estrogenów powoduje pik LH w połowie cyklu. Cykle owulacyjne powinny pojawić się po ok. 2 latach od pierwszej miesiączki, jednakże zmienność osobnicza jest w tej kwestii duża.

Klinicznymi symptomami rozwoju płciowego zależnego od osi HPO są głównie cechy zależne od estrogenów. Najwcześniej pojawia się typowo kobieca budowa ciała z tkanką tłuszczową w okolicach bioder, ud i piersi oraz zmiany dotyczące układu rozrodczego: rozwój zewnętrznych narządów płciowych, pojawienie się mlecznej wydzieliny i śluzu z pochwy, jak również estrogenizacja endometrium umożliwiająca jego złuszczenie się podczas miesiączki.

W kolejnej, 3. już części tej serii omówimy fizjologię cyklu miesiączkowego.

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)