Przejdź do treści

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

Poronienie to jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu kobiety, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Najczęściej do poronienia dochodzi w pierwszych 12 tygodniach ciąży, a wśród przyczyn wymienia się np. wady genetyczne zarodka, wiek kobiety, czy czynniki o podłożu immunologiczne. Oto 7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Krwawienie w czasie ciąży nie zawsze oznacza poronienie

Poronienie najczęściej objawia się krwawieniem, skurczami i bólami podbrzusza. Jednak krwawienie we wczesnym etapie ciąży nie musi od razu oznaczać utraty ciąży. Jedynym sposobem, aby poznać źródło krwawienia, będzie wizyta u lekarza.

2. Zdiagnozowanie poronienia może potrwać kilka dni

Czasami lekarze są w stanie stwierdzić poronienie przed wystąpieniem objawów. W pierwszych tygodniach ciąży specjalista może zlecić badanie krwi dla zbadania poziomu hormonu hCG. Jest to hormon gonadotropiny kosmówkowej, produkowany przez kobiecy organizm w trakcie ciąży. Jeżeli jego poziom nie podnosi się lub obniża, niestety może być to oznaką poronienia.

Nawet jeżeli zauważasz u siebie symptomy poronienia, lekarze często nie są w stanie potwierdzić diagnozy w jeden dzień. W celu wykrycia poronienia lekarz może zlecić dodatkowe badania krwi oraz USG, które pomoże zlokalizować ewentualne skrzepy.

3. Ciąża pozamaciczna nie musi zakończyć się zabiegiem

Jeżeli ciąża pozamaciczna nie zostanie w porę usunięta, grozi to bardzo poważnymi konsekwencjami. Może to skończyć się krwotokiem wewnętrznym i niezbędna jest interwencja lekarza. Jednak jeżeli ciąża ektopowa (czyli pozamaciczna) zostanie szybko rozpoznana i nie grozi pęknięciem, wtedy zabieg nie jest koniecznością. W takim przypadku stosuje się leczenie farmakologiczne.

4. Poronienie może przebiegać bezobjawowo

Czasami dziecko przestaje się rozwijać w łonie matki, jednak bezpośrednie objawy poronienia, takie jak skurcze czy krwawienie, nie są zauważalne. Wtedy mamy do czynienia z poronieniem zatrzymanym. W tym przypadku kobieta zazwyczaj dowiaduje się o utracie ciąży podczas badania USG.

5. Proces poronienia może trwać kilka dni

Wbrew powszechnej opinii, poronienie w pierwszym trymestrze ciąży trwa przeważnie dłużej niż jeden dzień. Czasami od śmierci płodu do pojawienia się objawów poronienia może minąć nawet tydzień! Krwawienie może na początku przybrać postać plamienia, a potem przekształcić się w obfite, trwające kilka dni krwawienie. Należy przy tym pamiętać, że u każdej kobiety proces ten wygląda inaczej.

6.Silne skurcze

Wiele kobiet opisuje, że wczesne poronienie porównywalne jest do bolesnej miesiączki. U części pań dodatkowo mogą wystąpić silne bóle pleców, które uniemożliwiają wykonanie codziennych czynności.

7. Co z płodnością?

U niektórych kobiet owulacja może pojawić się dwa tygodnie po poronieniu, natomiast u innych mogą upłynąć miesiące. Zależy to od indywidualnych uwarunkowań organizmu i nie da się przewidzieć, kiedy powrócą cykle menstruacyjne.

Zobacz także:

8 najczęstszych przyczyn utraty ciąży

Poronienie – czy jest jakiś „złoty środek”?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: verywell.com

 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach: „Czterokrotnie byłam w ciąży i nie udało mi się urodzić”

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach
fot. Instagram @magazyngala

Katarzyna Skrzynecka udzieliła ostatnio wywiadu, w którym opowiedziała o macierzyństwie, miłości do męża i życiu rodzinnym. Gwiazda wyznała również, że przed narodzinami siedmioletniej dziś córeczki, czterokrotnie poroniła.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katarzyna Skrzynecka wraz z córką Alikią pojawiły się na okładce ostatniego wydania magazynu „Gala”. Skrzynecka została mamą po 40 roku życia, a córeczka było długo wyczekiwanym dzieckiem.

Zobacz także: Poronienie w social mediach

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach

Alisia urodziła się, gdy skończyłam 40 lat. Wcześniej czterokrotnie byłam w ciąży i nie udało mi się urodzić dziecka. Alisia była wyczekiwana i wymarzona. Nigdy nie straciłam nadziei – ujawniła na łamach Gali Skrzynecka.

Alikia jest rezolutną i inteligentną dziewczynką – zapewnia mama. Aktorka przyznała, że rozmawia ze swoim dzieckiem na wiele poważnych tematów. Wśród nich pojawiają się badania prenatalne, czarne marsze, czy homoseksualizm. Alikia to jedyne dziecko Katarzyny Skrzyneckiej i Marcina Łopuckiego.

Zobacz także: Bezdzietne gwiazdy. Dlaczego nie mają dzieci?

Mąż na medal

Przy okazji aktorka pochwaliła swojego męża Marcina za całkowite poświęcenie dla rodziny. Skrzynecka przyznaje, że to on głównie zajmuje się domem, robieniem zakupów i gotowaniem.

– Gdyby nie pomoc Marcina i jego absolutne oddanie rodzinie, nie byłabym w stanie pracować tak intensywnie – przyznała aktorka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gala

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Poronienie w social mediach

Wpis na instagramie o poronieniu, opatrzony zdjęciami z okresu ciąży /Ilustracja do tekstu: Poronienie w social mediach
Instagram: @JenBretty

Zamieszczenie informacji o stracie – nietypowy coming out, przerwanie tabu czy zwyczajny sposób na poradzenie sobie z trudną sytuacją?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dla jednych utrata dziecka jest przeżyciem bardzo intymnym. Z pękniętym sercem wolą wylewać tony łez w samotności lub w objęciach partnera czy przyjaciółki. Ale coraz częściej w sieci można spotkać osoby, które o poronieniu opowiadają otwarcie i odważnie. Po co?

O poronieniu w social mediach – odważne łamanie tabu

JenBretty, kanadyjska vlogerka  na YouTube oraz na Intagramie napisała o poronieniu:

– Nie ma prostego sposobu, aby o tym porozmawiać. Może dlatego większość ludzi tego nie robi? Wiem, że nikomu nie jestem winna żadnych wyjaśnień. Robię to tylko dla siebie, bo poczułam potrzebę porozmawiania o tym.

Poronienie – zdaniem vlogerki – nie powinno być cichą walką z własnymi łzami. Tematem tabu. A niestety najczęściej tak właśnie jest – pisze JenBretty.

– Wiem, że żaden wpis nie byłby w stanie przekazać bólu i pustki, które odczuwałam w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Zajęło mi trochę czasu, zanim doszłam do tego etapu. Ale wiem, że warto o tym mówić , bo dotyczy to bardzo wielu osób. Dokładnie 1 na 4 ciąże – podaje statystyki. – I nie powinnyśmy cierpieć samotnie. Nie ma znaczenia, czy nosiłaś dziecko 2 tygodnie, 12 tygodni, czy 20 tygodni. Masz prawo do smutku i do otwartego mówienia o tym – dodaje vlogerka.

Jej wpis na Instagramie polubiły dziesiątki kobiet. W komentarzach dziękowały za niego i opisywały własne, podobne doświadczenia. Film na YouTubie o poronieniu wyświetliło prawie 30 tys. osób, a polubiło ponad 2 tys. z nich.

POLECAMY TEŻ: Poronienie: one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

O poronieniach w sieci na różnej płaszczyźnie

Na Facebooku tworzą się specjalne grupy kobiet, które poroniły. Choć są to grupy zamknięte, bardzo intymne wpisy może zobaczyć wiele osób…

Do jednej z grup dołączyła kolejna mama po stracie, która napisała:

„Właśnie dowiedziałam się, że mój synek w brzuchu nie żyje. Jego serduszko właśnie przestało bić. Jestem w 28. tygodniu ciąży. Dostałam tabletkę na zatrzymanie hormonów ciążowych, a jutro mam się stawić w szpitalu na wywołanie porodu. Strasznie się boję tego, co będzie. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Ból rozrywa mi serce, ciągle płaczę i nie wiem, jak wytłumaczyć to, co się dzieje, mojemu niespełna 3-letniemu dziecku”.

W komentarzach kobieta „dostaje tony serc”, lajków i wiele słów wsparcia.

Poronienie a wsparcie dla kobiet po stracie

Może to rzeczywiście działa? Czy opisanie w social mediach pomaga poradzić sobie z tak trudnym tematem, jakim jest strata?

– To jest fantastyczny pomysł – mówi Joanna Piątek-Perlak, psycholog perinatalny specjalizujący się w pomaganiu osobom ze stratą dziecka. – Sama osobiście zachęcam do tego moje pacjentki. Dlaczego? Statystyki pokazują, że jedna na cztery kobiety poroniła. Jednak chodząc ulicami miasta, rozmawiając z koleżankami w pracy, z przyjaciółką, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele kobiet to spotyka. Dlatego tak otwarte mówienie o poronieniu pomaga zwalczyć poczucie osamotnienia – bo zaczynają pisać o tym inne kobiety, które mają podobne doświadczenie. Na dodatek dostają olbrzymie wsparcie.

Zdaniem psychologa perinatalnego, taki coming out dotyczący poronienia to dobry trend.

– Poronienie w Polsce było do niedawna tematem tabu – mówi Joanna Piątek-Perlak. – Wszyscy podpowiadali kobiecie, łącznie z lekarzem, ciocią, babcia, mamą, że to nie koniec świata i żeby jak najszybciej przeszła po stracie ciąży do porządku dziennego i zaczęła z powrotem „normalnie żyć”. Kobieta po stracie tego nie chce. Jej chce się krzyczeć z bólu. Zawalił jej się cały świat. A kiedy zaczyna o tym mówić, daje sobie prawo do przeżywania tego, co się stało. A poza tym wtedy dopiero okazuje się, że nie jest z tym sama, że dobra koleżanka czy kuzynka, która nie odzywała się przez dłuższy czas, przeżywała dokładnie to samo.

Zobacz też: Poronienie i strata dziecka: fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Jednak psycholog przestrzega przed nadmiernym ekshibicjonizmem w temacie poronienia, szczególnie w sieci, ale…

– Jest cienka granica pomiędzy tym, co jest informacją akceptowalną dla innych, a co nadmiernym wylaniem żalu i emocji, po którym spotkać może kogoś okrutny hejt. Nie oceniajmy zbyt pochopnie takich wpisów – mówi. – To może być oznaka, że ktoś woła o pomoc. Nie lekceważmy tego i  nie zostawiajmy nikogo samego z takim wpisem.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Strata za stratą… miłość i tak zwycięża! „Zrobiłabym wszytko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki”

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.