Przejdź do treści

65-latka z Niemiec urodziła czworaczki

65- letnia kobieta z Niemiec urodziła w berlińskim szpitalu czworaczki. Ciąża, do której doszło w wyniku zabiegu in vitro, zakończyła się w 26 tygodniu. Jak oceniają lekarze, dzieci mają szanse na przeżycie, ale są skazane na problemy zdrowotne.

Zaskakujące jest to, że kobieta ma już 13 dzieci i siedmioro wnucząt. Mimo to zdecydowała się na ciążę. Zapłodnienie miało miejsce na Ukrainie, ponieważ niemieccy lekarze odmówili pacjentce in vitro.
 
Dzieci nadal pozostaną w inkubatorach przez następnych kilka tygodni. Zdaniem lekarzy nie wszystkie wrócą zdrowe do domu, twierdząc, że będą miały problemy z płucami, jelitami, oczami i mózgiem.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Pracuję z dziećmi a sama ich mieć nie mogę. To takie trudne…

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Nie sądziłam, że problem niepłodności dotknie właśnie mnie. Pracuję z dziećmi w przedszkolu – zawsze marzyłam o własnym. A tu inseminacja a potem in vitro – poznaj historię Anny.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie sądziłam, że problem niepłodności będzie dotyczył mnie. A jednak. Nawet w okresie dojrzewania, kiedy zaczęłam mieć problemy z regularnym miesiączkowaniem, nie sądziłam, że to może mieć takie poważne skutki. Wtedy, żaden z lekarzy nie powiedział mi, że mogę mieć w przyszłości problem z zajściem w ciążę.

Ja i moja niepłodność…

Niepłodność… towarzyszka życia, z którą zmagam się od 2 lat, ale tak naprawdę zaczęliśmy starać się od dziecko już dużo wcześniej.  Ślub wzięliśmy w czerwcu 2013 roku.

Wiedzieliśmy, że chcemy powiększyć rodzinę. Oboje lubimy dzieci, a ja pracuję w przedszkolu, więc dzieci to mój świat. Wiedzieliśmy też, że chcemy poczekać kilka miesięcy – do końca mojego stażu bądź zacząć starania na chwilę przed jego ukończeniem.

W tym okresie byłam pod opieką lekarza. Nie będą oceniać jego pracy. Wtedy byłam zadowolona – pierwsza wizyta: szczegółowy wywiad, szereg badań do zrobienia i wstępnie postawiona diagnoza – hiperprolaktynemia czynnościowa i zespół androgenny. Stąd moje problemy z miesiączką. Leki brałam systematycznie, wyniki badań poprawiały się a okres był – jak w szwajcarskim zegarku. Gdy w 2014 zasygnalizowałam chęć posiadania dziecka nie przypuszczałam, że od tego czasu zaczniemy z mężem długą walkę o to, o czym marzymy. „System” opracowany przez lekarza nie sprawdził się.

Po stażu miało być dziecko…była wizyta u psychologa

Po skończonym stażu zdecydowałam się na sesje u psychologa, gdyż sądziłam, że stres blokuje mnie.

Pomogło. 6 sesji po których zmieniłam swoje nastawienie do życia i ciąży. Najważniejsze – mąż zmianę zauważył. Moja głowa nie była już tak nastawiona na posiadanie dziecka jak wcześniej.

Mąż namówił mnie na wizytę u innego lekarza, którego jestem pacjentką do dziś. I znów – wywiad, cytologia, biocenoza pochwy, usg od razu i skierowanie na badania drożności jajowodów. Intuicja mówiła mi, że wszystko będzie w porządku i tak było. Po luteinie, którą brałam, żeby mieć miesiączkę regularnie, zaczynał dojrzewać pęcherzyk i wyznaczonym dniem, kiedy powinnam stawić się na kolejne usg. Kilka dni później okazało się, że pękł. Wiadomo, co to oznacza – czekamy kilka dni i robimy test. Nie wyszło. Trudno, pierwsze podejście. Rzadko kiedy od razu udaje się.

Czytaj też: Jak zachować równowagę podczas starań – radzi psycholog

 

Próby próbami, ale in vitro? To był dla nas szok!

Niewiele czasu upłynęło, kiedy zaproponowano nam inseminację, wtedy też usłyszałam, że gdyby w ten sposób nie udało się, to trzeba będzie pomyśleć o in vitro. Zmroziło mnie…

Ja i in vitro? Nie ma możliwości. Nie byłam przeciwna ze względów ideologicznych, tylko byłam przekonana, że mnie to nie dotyczy.

Do pierwszej procedury IVF mieliśmy 3 inseminacje. Moje jajniki nie chciały współpracować na zawołanie. Jeśli mam rozłożyć to w czasie to: październik 2015, grudzień, styczeń 2016 . Przełom maja i czerwca 2016 r., to już czas stymulacji hormonalnej do pierwszego IVF. W czasie punkcji pobrano wiele pęcherzyków, jednak okazało się, że nie każdy posiada komórkę jajową. W ostateczności było ich 3, ale powstał tylko jeden zarodek. Transfer i 2 tygodnie zwolnienia.

Pobranie krwi na Dzień Ojca nie przyniosło sukcesu

Pobranie krwi w Dniu Ojca. Wynik: bHCG – 0,2.  Do drugiej procedury podchodziliśmy pod koniec sierpnia, jednak pęcherzyk po stymulacji było tak mało, że punkcja jajników nie wchodziła w grę i zdecydowałam się na czwartą inseminację. Bezowocną.

Trzecia procedura z innymi hormonami i z wieloma pęcherzykami. Tym razem 13 komórek jajowych, zapłodnionych 6, ale tylko 2 zarodki rozwinęły się do stadium blastocysty. Pierwszy transfer miałam w grudniu – ciąża biochemiczna, drugi w marcu tego roku. Nieudany. Po nim długo zastanawialiśmy się, co robić dalej. Mieliśmy zamrożone oocyty. W ostateczności ustaliliśmy, że robimy przerwę – odpoczywamy, robimy reset od kliniki i leków. To jest czas dla nas. Podjęliśmy też decyzję – ostatni raz na jesieni podchodzimy do IVF.
A na leczenie nie – liczyliśmy – ale wydaliśmy ok. 40 tys. zł.

Jeśli nie uda się z in vitro adoptujemy

Dlaczego in vitro? Dlatego, że wiedzieliśmy, że innej drogi nie ma… tzn jest – naprotechnologia i adopcja. Pierwsza opcja nie wchodziła w grę, bo w nią nie wierzyliśmy. Szkoda nam było czasu na wizyty u lekarzy specjalizujących się w tej metodzie, a adopcja… to jeszcze nie był ten moment. Chciałam poczuć jak to jest być w ciąży… nadal wierzę,  że tak będzie…

POLECAMY:
18 razy straciła ciążę i jest szczęśliwa mamą

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Kielce nie dofinansują in vitro. Bo prezydent jest katolikiem

Kielce nie dofinansują in vitro
fot. Pixabay

Kieleccy radni Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej przygotowali projekt finansowanie zabiegów in vitro. Z tej inicjatywy może jednak nic nie wyjść, ponieważ sprzeciwia się jej prezydent. Jak tłumaczy, program jest sprzeczny z jego przekonaniami religijnymi.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na początku października radni PO i SLD złożyli projekt uchwały na ręce przewodniczącego Rady Miasta. Inicjatywa ta była odpowiedzią na zakończenie rządowego programu dofinansowania leczenia niepłodności metodą in vitro.

Radni zaproponowali dofinansowanie z budżetu miasta w kwocie 7,5 tys. zł dla pary na jeden zabieg. Chcieli, by na ten cel łącznie zarezerwować w 2018 roku 150 tys. zł, program miałby potrwać dwa lata i objąć chętne pary zameldowane w Kielcach.

Zobacz także: PO i SLD chcą dofinansowania in vitro w Kielcach

Kielce nie dofinansują in vitro

Entuzjazm radnych ostudził jednak prezydent miasta Wojciech Lubawski. W rozmowie z reporterką RMF MAXXX powiedział, że nie wesprze inicjatywy, ponieważ jest katolikiem.

Swoje stanowisko podobnie argumentował później podczas zamkniętego spotkania z przedstawicielami PO i SLD w Radzie Miasta. Powiedział, że jest członkiem Kościoła Katolickiego i że hierarchowie kościelni nie zezwalają na tego typu działania.

Taka odpowiedź zaskoczyła radnych, ponieważ wskazuje na wyznaniowy charakter w podejmowaniu decyzji przez prezydenta  – ujawnił radny SLD, Marcin Chłodnicki. Lubawski ma wsparcie w osobie wiceprezydenta Kielc, Andrzeja Syguta, który również nie popiera projektu.

Radni zapewniają jednak, że nie nadal będą walczyć o dofinansowanie in vitro z kasy miasta.

Tutaj kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło:strajk.eu, RMF24

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Staraczki”, nie oglądajcie tego filmu! Na co nie wolno ci iść do kina?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Jeśli starasz się o dziecko, lub jesteś po poronieniu, albo w ciąży, błagam Cię nie idź na ten film do kina – apeluje jedna z kobiet na grupie osób starających się o zajście w ciążę w mediach społecznościowych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dlaczego kobietom starającym się o dziecko odradza się oglądanie tego filmu?

Po premierze filmu Botoks w Internecie zawrzało od kontrowersyjnych komentarzy. „Staraczki” (czyt. osoby starające się o zajście w ciążę – przyp. red) w swojej grupie dyskutują, co dobrego zrobił ten film, a dlaczego nie warto oglądać niektórych scen.

Botoks – recenzja „staraczek”

Zapytaliśmy o to jedną z nich Ewę Miterę, członkinię grupy na facebooku „In vitro – marzenia i oczekiwania”, która otwarcie mówi o swoim problemie z niepłodnością. Ona sama opisała w specjalnym poście swoje wrażenia z filmu Botoks.

„Dziewczyny wczoraj byłam w kinie na filmie „Botoks”. Film bardzo mną wstrząsnął. Pokazuje trochę rzeczywistość służby zdrowia i firm farmaceutycznych. Dużo wątków dotyczyło tematu związanego z niepłodnością. Pewne sceny mnie bardzo poruszyły i wzruszyły – aborcja, poród, scena z oddawaniem nasienia. Było w nim również na temat suplementacji wspomagającej płodność opartej na nieprawdziwych danych naukowych”

Na scenie z oddaniem nasienia krzyknęłam na całe kino

Film – zdaniem Ewy – pokazał, jak na osobach niepłodnych można zarobić. Było w nim też in vitro.
– Bardzo wstrząsnęła mną scena o aborcji, porodzie i śmierci, ale i ta, gdzie bohaterka oddała swoje komórki za granicę – opowiada Ewa Mitera. – A scena, gdzie było pokazane oddanie nasienia, oburzyła mnie. Jeszcze bardziej reakcja publiczności.

Ludzie się śmiali a ja wrzasnęłam na całe kino: co w tym śmiesznego?! Film dla mnie przerażający,  ale prawdziwy. Wielokrotnie płakałam…

Czy zachęciła by pani, albo poleciła film, skoro poruszone zostało tyle ważnych kwestii dotyczących osób walczących z niepłodnością w dość bezceremonialny sposób?
– Raczej bym zachęciła, mimo iż sceny są przerażające, ale z drugiej strony demaskują i pokazują bardzo bolesne kwestie. Na przykład to, jak instytucje medyczne zarabiają pieniądze na parach walczących z niepłodnością, które mają niezbyt dużą wiedzę na ten temat – mówi Pani Ewa. – Czasem warto otworzyć oczy. Czy obejrzałabym go po raz drugi? Nie wiem. Przytłoczyło mnie to wszystko. To chyba nie na moją wrażliwość. Sceny z aborcją masakra… płakałam i byłam w szoku. To ta słynna scena, w której płód ląduje w naczyniu i pielęgniarka wynosi go i pozostawia. Przypomniało mi się wtedy, że to scena oparta na faktach; o tej historii było głośna burza medialna w Polsce.

Inne opinie o filmie Botoks na grupie „staraczek”:

„Odradzam wszystkim „staraczkom”. Dużo prawdy, ale sceny drastyczne. Wyszłam i długo ryczałam.”

„Film w sposób drastyczny pokazuje, jak kliniki na nas żerują. Taka jest prawda. Żerują na nas – ludziach, którzy pragną mieć dziecko. Za wszystko trzeba płacić. Kolejne wizyty, badania i ciągle kasa, kasa, kasa. Ja jestem pracownikiem służby zdrowia. Na samym początku mojej walki o zajście w ciążę, myślałam że da się uzyskać pomoc z NFZ, szybko jednak musiałam zweryfikować swoje myślenie.”

„Byłam na filmie. Jestem po stracie i film dobił mnie totalnie.”

„Oglądałam Botoks. Moja siostra ma problem, by zajść w ciąże i kategorycznie zabroniłam jej iść na niego do kina”.

„Dobry film, który pokazuje prawdziwą ciemną stronę etyki lekarskiej, firm farmaceutycznych itd.”
„Jestem w ciąży i po tym, co przeczytałam na temat tego filmu na pewno się nie wybiorę”

POLECAMY: 

Jak to jest wiedzieć, że nie mogę mieć dzieci – film

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Ile kosztuje in vitro w Polsce? Cennik vs rzeczywistość

In vitro - Fotolia
In vitro - Fotolia

Ile płacą pary za in vitro w Polsce z dofinansowaniem i bez niego? Zgodnie ze wstępnym cennikiem w klinice  to wydatek rzędu 10 – 12 tys. zł.  Ale cena może przekroczyć również 20 tys. zł. Zobacz, co składa się na koszt zapłodnienia pozaustrojowego?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Koszty in vitro – przed kwalifikacją

Zanim para podejdzie do zabiegu in vitro musi przejść badania kwalifikacyjne i diagnostyczne. Na podstawie tych badań można bowiem wstępnie ocenić szanse na powodzenie metody in vitro. Przed kwalifikacją pacjentka wykonuje m.in. badania: AMH ok. 180 zł i FSH ok. 40 zł, a pacjent badanie nasienia, seminogram komputerowy, który kosztuje ok. 170 zł.

Jeśli para została zakwalifikowana do in vitro oznacza to, że przeprowadzenie zabiegu daje szansę na posiadanie potomstwa. Może się jednak zdarzyć, że ze względu na indywidualną historię choroby, zarówno kobiety, jak i mężczyzny lekarz zleca dodatkowe badania laboratoryjne. Mogą to być m.in. wykonanie badań wirusologicznych, posiewu bakteriologiczno-mykologicznego, wymazów z dróg rodnych, cytologii oraz badania piersi.
Koszt potrzebnych na tym etapie badań to może być wydatek wydatek rzędu 1 tys. zł dla jednego z współmałżonków.

Ile kosztuje in vitro w Polsce?

Największy koszt procedury in vitro stanowi sama procedura: punkcja jajników, zapłodnienie oraz transfer zarodków.  Procedura IVF ICSI/IMSI kosztuje w naszym kraju około 7-8 tysięcy złotych. Ceny zależne są również od kliniki, które zgodnie z własną wyceną ustalają ceny za poszczególne usługi medyczne.

Jak wyjaśnia przedstawiciel jednej z klinik…
– Nie ma jednej ceny, bo każdy przypadek jest inny. Nawet w ramach konkretnej kliniki nie ma jednej, z góry ustalonej ceny, ponieważ wszystko zależy od dolegliwości, ilości wizyt, panelu diagnostycznego, leków, a te są różne w zależności od potrzeb.
Dlatego w większych miastach ceny zabiegu in vitro są wyższe niż w małych miejscowościach, wiele zależy również od prestiżu ośrodku leczenia niepłodności, posiadanych przez niego certyfikatów, kwalifikacji zespołu czy udziału w międzynarodowych konferencjach.

Refundacja leków do procedury in vitro

Dawniej dużym obciążeniem finansowym były także leki.  Ich koszt to wydatek rzędu od 400 zł do nawet kilku tysięcy złotych. Obecnie preparaty umożliwiające stymulację hormonalną podlegają refundacji.

O lekach refundowanych do in vitro przeczytasz KLIKAJĄC TU
Uśredniając cenniki różnych klinik zajmujących się leczeniem niepłodności, możemy przyjąć, że  koszt in vitro w Polsce to ok. 10 tys. – 12 tys. zł.

Historie naszych czytelniczek pokazują, że w indywidualnych przypadkach kwota, jaką para musi wydać na przeprowadzenie zapłodnienia pozaustrojowego jest o 50 proc. a nawet 100 proc. wyższa, niż wskazuje pierwotnie cennik. Z czego to wynika, poznaj historie naszych czytelniczek…

Historie naszych czytelniczek – cena in vitro

Marina – Na in vitro wydaliśmy dwa razy tyle, co zakładaliśmy

Na stronach klinik są cenniki. Kiedy podliczyłam, wyszło, że zapłacimy około 10-12 tys. zł. Na in vitro wydaliśmy dwa razy tyle… 23 tys. zł. Cóż, byliśmy w szoku, pożyczaliśmy pieniądze, gdzie się dało, ale każdy, kto tyle lat, co my, starał się o dziecko wie, że warto było 🙂

Nasze szczęście – wydaliśmy już 10 tyś. zł a sama procedura jeszcze przed nami

Kiedy dowiedzieliśmy się, że czeka nas procedura zapłodnienia pozaustrojowego nie mieliśmy pojęcia jakimi kosztami będziemy obciążeni. Kliniki na stronach zamieszczają ceny pakietów, badań…ale na jaki koszt trzeba się przygotować? W internecie wyczytałam że in vitro, to wydatek rzędu: ok 7 tysięcy, badania ok. 1 tysiąca, plus wizyty całość należy liczyć ok 10 tys. Jak było w naszym przypadku? Sami zobaczcie…

Koszty badania do in vitro:
Badania nas obojga:
KARIOTYP 450 zł x 2 =900 zł, VDRL 15 zł x 2 = 30 zł ,HBs Ag 12 zł x 2 = 24 zł, p/c anty HIV 30 zl x 2 = 60 zł, p/c anty HBs 19 zł x 2 = 38 zł , p/c anty HCV 22 zł x 2 = 44 zł, p/c anty CMV IgG 46 zł x 2 = 92 zł , p/c anty CMV IgM 46 zł x 2 = 92 zł, tsh 12 zł x 2 = 24 zł, grupa krwi 35 zł x 2 = 70 zł, chlamydia 100 zł x 2 = 200 zł

Badania moje dodatkowo:
czystość pochwy 50 zł, usg piersi 100 zl, cytologia 50 zł, p/c anty Toxo IgG 39 zł, p/c anty Toxo IgM 39 zł, p/c anty Rubella IgG 39 zł, p/c anty Rubella IgM 39 zł, FSH 29 zł, LH 32 zł, Estradiol 32 zł, Testosteron 39 zł, SHBG 47 zł, Amh 180 zł wyk. 4 razy = 720 zł, Inhibina B 160 zł wyk. 2 razy 320 zł, Ca 125 25 zł (wykonane 2 razy x 25 zł = 50 zł), Prolaktyna 39 zł wyk. 3 razy = 117 zł, Sono HSG 600 zł

Badania męża dodatkowo:
– rozszerzone badanie nasienia 150 zł x 4 = 600 zł

Na badania wydaliśmy zatem 4 tys. 500 zł.
Koszt wizyty 180 zł + koszt dojazdu ok 120 zł = 300 zł.

Od października 2016 r. do października 2017r. odbyliśmy 17 takich wizyt, więc ponieśliśmy koszt w przybliżeniu 5 tysięcy zł.

Łączny koszt jaki do tej pory wydaliśmy na leczenie to ok. 10 tysięcy zł. Przed nami jeszcze stymulacja i sama procedura.

Dobrze chociaż, że leki są refundowane.

Żadne słowo nie jest w stanie określić jaka walkę toczymy. Pani Daria, razem z mężem, żeby uzbierać na in vitro zorganizowali akcję zbiórki pieniędzy na portalu pomagam.pl

Dofinansowanie in vitro

Rządowy program refundacji in vitro obecny rząd zakończył się w 2016 roku. Wówczas na pomoc niepłodnym parom ruszyły władze lokalne. Wiele miast wprowadziło samorządowe programy dofinansowania leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Na dofinansowanie in vitro już teraz mogą liczyć mieszkańcy Częstochowy, Łodzi, Poznania czy Gdańska. Do nich wciąż dołączają kolejne samorządy. Dofinansowanie z miejskiej kasy ma obejmować 3 próby zapłodnienia. Samorządy pokrywają średnio ok. 80 proc. kosztów samego zabiegu – bez badań – i nie więcej niż 5 tys. zł na parę.

POLECAMY:

Czy metoda in in vitro jest skuteczna i bezpieczna?

Kontrowersyjna ustawa przegłosowana. Czy to koniec lokalnych programów in vitro?

Najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.