Przejdź do treści

6 symptomów raka jajnika – mówią na niego „cichy zabójca”!

objawy raka jajnika

Zarówno torbiele, jak i nowotwory jajników, często wykrywane są zbyt późno. W związku z tym niektórzy mówią nawet na raka jajnika „cichy zabójca”. Czy wiesz jakie mogą być wczesne objawy tych dolegliwości? Dla własnego dobra, warto je znać – szybka reakcja to podstawa.

Na co uważać?

Wymienione tu symptomy łatwo pomylić z problemami związanymi między innymi z przewodem pokarmowym, infekcjami pęcherza, czy też zespołem jelita drażliwego. Łatwo je także zbagatelizować. Jeśli jednak utrzymują się przez ponad dwa tygodnie, należy koniecznie skonsultować swój stan z lekarzem, o czym przypomina „CureJoy”.

Oto sygnały, które mogą nas zaniepokoić:

1. Ból brzucha – przewlekły ból żołądka lub w okolicach miednicy, to jeden z podstawowych objawów raka jajnika.

2. Wzdęcia – mogą być one związane ze zwykłą niestrawnością, czy też PMS. Jeśli jednak mamy nieustannie wzdęty brzuch i utrzymuje się to przez trzy tygodnie, konsultacja z lekarzem powinna być koniecznością.

3. Utrata wagi – nawet 40 proc. pacjentów z nowotworami sygnalizuje niewyjaśnioną utratę wagi. Może wiązać się to ze zmianami w pracy układu odpornościowego, utratą apetytu, czy też bólem.

4. Uczucie sytości nawet po niewielkim posiłku – jeśli czujemy sytość po zjedzeniu standardowego dla nas posiłku, lub nie możemy zjeść regularnej porcji z powodów mdłości, możemy odebrać to jako niepokojący sygnał. Może to być oczywiście związane z układem pokarmowym, czy też po prostu ze stresem.

5. Częsta potrzeba korzystania z toalety – najczęściej związane jest to z infekcjami dróg moczowych. Jeśli jednak objawy nie ustępują należy koniecznie skonsultować się z lekarzem.

6. Inne objawy: ból w dole pleców, ból podczas stosunku, uczucie skrajnego zmęczenia, nieprawidłowości w miesiączkowaniu.

Tego typu symptomy utrzymujące się przez dłuższy czas powinny nas zaniepokoić i skłonić do wizyty u specjalisty. Warto jednak zachować spokój i nie diagnozować u siebie od razu nowotworu. Najważniejsza jest wczesna reakcja i obserwowanie swojego ciała.

Grupy ryzyka

Szczególnie warto jest być uważnym na tego typy sygnały, gdy jesteśmy w grupie zwiększonego ryzyka zachorowań. Wpływać może na to między innymi historia rodzinna – gdy ktoś z naszych bliskich chorował na raka piersi, raka jajnika, macicy, czy też jelita grubego. Częstotliwość zachorowań wzrasta też z wiekiem. Najczęściej tego typu diagnozę słyszą kobiety w wieku 55-64 lata. Duży wpływ ma także styl życia. Osoby, które żyją na wysokotłuszczowej diecie, a ich BMI wynosi 30 lub więcej, mają zwiększone ryzyko zachorowalności.

Wiele kobiet wciąż nie interesuje się swoim zdrowiem na tyle, być mieć tego typu wiedzę. Dlatego tak ważne jest ciągłe przypominanie, jak ważne jest nasze zdrowie. Znakomicie robi to ostatnio kampania mówiąca o 12 objawach raka piersi. „Czy wiesz jak możesz badać piersi i co powinno cię zaniepokoić? Ta grafika podbija sieć”pisaliśmy w naszym portalu. Zdecydowanie przydałaby się podobna forma mówiąca właśnie o raku jajnika.

Źródło: „CureJoy”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Porównania są zbędne – dr Agnieszka Kuczyńska z Kriobanku o fascynacji medycyną rozrodu i o cudzie istnienia

Agnieszka Kuczyńska

 

O własnej drodze, wsparciu ojca i fascynacji medycyną rozrodu z dr n. med. Agnieszką Kuczyńską rozmawiała Magda Dubrawska.

Co, jeśli nie medycyna? Kim chciała Pani zostać, będąc małą dziewczynką?

Może to dziwne, ale nie mam takich wspomnień dotyczących wymarzonego zawodu. Na pewno skłamałabym, mówiąc, że od zawsze chciałam być lekarzem, bo tak nie było. Nie leczyłam lalek i misiów. Atutem była jednak moja wrodzona empatia i wielka wrażliwość na cierpienie drugiego człowieka. Mam wrażenie, że wychowanie w lekarskim środowisku, przysłuchiwanie się rozmowom rodziców, bieganie po stoiskach farmaceutycznych na konferencjach od dziecka popychało mnie w tę stronę. Był też w tym wszystkim okres buntu – kiedy podczas jednego w wyjazdów wyrzuciłam ojcu, że czuję się przymuszana w swoich decyzjach co do przyszłego zawodu i nigdy nikt nie dał mi prawa wyboru. Szybko zrozumiałam, że prawo wyboru miałam, wybrałam sama i nigdy nie powiem, że tego żałuję.

Pani babcia powiedziała kiedyś: „Medycyna ukradła mi syna”. Nie boi się Pani, że i Pani zapomni się dla służby lekarskiej?  

To bardzo ważne, żeby umieć pogodzić życie służbowe i rodzinne. Teraz, kiedy jestem już po egzaminie specjalizacyjnym, staram się sobie to wszystko poukładać i pielęgnować sferę domową. Pracuję w racjonalnych godzinach i, co ważne, tylko w Kriobanku, co daje mi duży komfort. Czasami po pracy mam jeszcze sporo telefonów od pacjentek, ale nauczyłam się już żyć z telefonem w ręce. Od grudnia zaczynam dodatkowo dyżurować, żeby wciąż mieć również kontakt z salą porodową, ale z uwagi na dzieci ograniczę to do 2–3 dyżurów w miesiącu. A jeśli chodzi o babcię, bardziej chodziło jej o spawy ideowe. Nie była zwolenniczką leczenia metodą in vitro, więc w jej ustach miało to raczej taki wydźwięk. Tym bardziej doceniam akceptację moich bliskich dla tego, co robię.

Bycie lekarzem to sporo poświęceń. Zamiast studenckich imprez nauka. Po studiach też nie można od razu rzucić się na drabinę kariery, a trzeba pokornie zrobić praktyki i staż. Nie czuła Pani, że z czegoś rezygnuje?  

Nigdy nie czułam, że coś mnie ominęło. Studenckich imprez i życia towarzyskiego nigdy sobie nie odmawiałam. Zawsze umiałam pogodzić obowiązki z przyjemnościami. Całe życie byłam zwolenniczką teorii równowagi, były dobre oceny i dobre imprezy. A że zawsze umiałam się nieźle zorganizować i wiedza dość łatwo wchodziła mi do głowy, miałam czas na przyjaciół, rozwój kulturalny i miłości.

Czy były momenty zwątpienia?

Na studiach raczej nie, może czasem przy trudniejszych egzaminach. Natomiast w pracy zdarzały się takie momenty. Teraz wierzę już w powiedzenie: „Nie ma powikłań ten, kto nic nie robi”, ale przy swoim pierwszym pamiętam, że chciałam to wszystko rzucić, otworzyć mały sklepik warzywny i sprzedawać marchewkę. Dużo mi wtedy dała postawa mojej pacjentki, która nie pozwoliła mi się martwić.

Kobieta lekarz i kobieta sukcesu – to wciąż brzmi obco. Jak Pani się czuję w tej roli?

Nie czuję się kobietą sukcesu. Natomiast w swojej życiowej roli czuję się idealnie, jak „szyta na miarę”. Pracując z pacjentami, spełniam się w 100%, nie muszę niczego udawać i lubię mieć poczucie, że i oni czują się wygodnie. Mimo że ocena nie powinna należeć do mnie, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jestem lekarzem z powołania. A jeśli chodzi o bycie prawą ręką szefa, to wcześniej nigdy nie widziałam się w tej roli, a teraz czasami myślę, że całkiem nieźle sobie z tym radzę. Ostatnio czułam się trochę jak człowiek orkiestra, bo miałam wrażenie, że jednego dnia już więcej spraw organizacyjnych, interpersonalnych, graficznych i innych dotyczących Kliniki nie może spaść mi na głowę, ale nie ma rzeczy niemożliwych i wszystko udało mi się jakoś ogarnąć.

Pani ojciec jest niewątpliwym autorytetem w świecie medycyny. Nie boi się Pani rywalizacji lub pogoni za ojcowskim sukcesem, próby dorównania mu?

Cenię go bardzo nie tylko dlatego, że jest moim ojcem, ale z uwagi na rzeczy, które osiągnął, i to, jakim jest lekarzem. Zawsze był moim autorytetem, ale nigdy nie starałam się go „gonić”. Nigdy też nie miałam z tego powodu kompleksów. Mimo że bardzo wiele zawdzięczam rodzicom, dużo osiągnęłam sama dzięki swojej pracy. Myślę również, że już kilka razy udowodniłam sobie i innym, że jestem odrębną jednostką i wszelkie porównania są zbędne. Czasami myślę, że nawet to, że jestem kobietą, stawia mnie trochę w innej pozycji. Wezmę wszystkie wskazówki, rady, nauki, ale nie będę starała się mu dorównać. Będę iść swoją drogą.

Niewielu jest młodych lekarzy, którym udaje się zajść tak daleko. Jak Pani to osiągnęła?

Na pewno byłabym w innym miejscu, gdyby nie ojciec, który mnie wszystkiego nauczył i dał wiele możliwości. Nieoceniona jest możliwość konsultacji nawet w banalnych sytuacjach, które jednak dla początkującego lekarza mogą stanowić problem. Nigdy nie bałam się pytać i nawet jak już miałam plan, starałam się go potwierdzić. Tych potwierdzeń z czasem było coraz mniej, zrobiły ze mnie samodzielnego lekarza. Z drugiej strony, na to, gdzie jestem, mocno sama pracowałam. A braku pracowitości nie można mi zarzucić. Udział w badaniach klinicznych, które zaczynałam jako koordynator, a później współbadacz, pozwolił mi zrobić kilkaset cykli IVF, a to niespotykane wśród młodych lekarzy.

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Rozwijać się. Chcę zgłębiać wiedzę w dziedzinie płodności człowieka. Doskonalić się manualnie przy drobnych zabiegach, które wykonujemy. A co najważniejsze, pomóc jak największej liczbie par w tej czasami nierównej walce o marzenia.

Czy medycynie potrzebny jest powiew świeżości? Co do branży wnosi „świeża krew”?

Samej medycynie chyba nie. Pracując z ojcem, nigdy nie powiem, że brakuje mu świeżości, jeśli chodzi o sprawy naukowe, bo on zawsze jest dwa kroki przede mną, na bieżąco ze wszystkimi nowinkami. Zmieniamy się jednak w Klinice pod względem organizacji, wizerunku i obecności w Internecie. Mam jeszcze sporo pomysłów i entuzjazmu do ich realizacji.

W centrum Pani zainteresowań jest medycyna rozrodu. W dzisiejszych czasach to grząski grunt…

Rzeczywiście, są to dość niestabilne czasy, jeśli chodzi o medycynę rozrodu. Z natury jestem jednak optymistkę i staram się nie uprawiać czarnowidztwa. Mam nadzieję, że rząd nie będzie już ingerował we w miarę poukładane procedury, które mamy dzięki ustawie o leczeniu niepłodności. Nie wyobrażam też sobie, żeby w cywilizowanym kraju odbierać jego obywatelom prawo do uzyskania pomocy medycznej w bezsilnych staraniach o cud istnienia, jakim jest DZIECKO.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

12 objawów raka piersi – tę grafikę powinna poznać każda kobieta!

Fot. Worldwide Breast Cancer
Fot. Worldwide Breast Cancer

Rak piersi to najczęstszy nowotwór dotykający kobiet. Pod względem częstotliwości jest drugi na świecie (po raku płuc). Czy wiesz jak możesz badać piersi i co powinno cię zaniepokoić? Ta grafika podbija sieć – i bardzo słusznie!

Warto wiedzieć

W naszym kraju najczęściej diagnozuje się raka piersi wśród kobiet w wieku 50-69 lat. Jednak młody wiek nie jest zawsze wykluczający. W ciągu ostatnich trzech dekad zachorowalność kobiet w wieku 20-49 lat wzrosła niemal dwukrotnie, jak pokazuje raport stworzony między innymi przez Polskie Towarzystwo do Badań nad Rakiem Piersi.

Pomimo, że przez ostatnie lata tabu dotyczące raka piersi wydaje się być przełamane, a liczba kobiet wygrywających z chorobą wzrosła, to wciąż warto przypominać o konieczności dbania o siebie w tym zakresie. Bardzo wiele przypadków można rozpoznać dzięki samobadaniu. Grafika, która pojawiła się dzięki Worldwide Breast Cancer, nie bez powodu w zawrotnym tempie dociera do coraz większej ilości kobiet.

Po pierwsze, po raz kolejny przypomina o konieczności konsultacji lekarskiej, kiedy tylko zobaczymy niepokojące zmiany. Po drugie, opisuje jak owe zmiany mogą wyglądać. Analogia do cytryny jest niezwykle trafna i pozwala w łatwy sposób wyobrazić sobie, co może dziać się z kobiecą piersią. Jak czytamy pod jednym ze zdjęć organizacji, nawet 49 proc. kobiet nie wie, jaki w odczuciu może być guzek, a tylko nieliczne znają 12 objawów mogących wskazywać na nowotwór.

Im więcej informacji, tym lepiej

Kampania niezwykle barwna, trafna i przystępna. Zdecydowanie warto, aby było takich więcej. Tym bardziej, że temat raka piersi pojawia się w wielu kontekstach – między innymi in vitro. „Kobiety poddające się in vitro od dawna straszone są zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka piersi związanym z zabiegiem” – pisaliśmy w naszym portalu. Najbardziej kompleksowe badania w tym zakresie wskazały, że „nie stwierdza się zwiększonego ryzyka zachorowalności na raka wśród kobiet, który zostały podane IVF”. Nie są one jednak jednoznaczne i zawsze warto uważnie obserwować swoje ciało. A czy twoja wiedza jest w tym temacie wystarczająca?

Źródło:  Worldwide Breast Cancer

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.