Przejdź do treści

6 najczęstszych przyczyn nadwrażliwości zębów

340.jpg

Nadwrażliwość zębów jedną z powszechnych dolegliwości jamy ustnej. Objawia się przede wszystkim uczuciem dyskomfortu podczas jedzenia bardzo ciepłych lub bardzo zimnych pokarmów. Według naukowców z University of Washington, nadwrażliwość dotyczy głównie ludzi młodych, osoby z cofniętymi dziąsłami, osoby stosujące domowe sposoby wybielania zębów oraz częściej występuje u kobiet niż u mężczyzn. Do przyczyn nadwrażliwości zębów należą:

 1. Uszkodzone szkliwo

Szkliwo jest głównym obrońcą zębów i w wyniku jego uszkodzenia odsłonięciu ulega zębina, co jest bezpośrednią przyczyną bólu podczas jedzenia gorących, zimnych czy kwaśnych pokarmów. Również chłodne powietrze, wdychane przez usta, może powodować krótkotrwały, przeszywający ból.

2.Cytrusy i napoje gazowane

Owoce cytrusowe oraz napoje gazowane zawierają duże ilości kwasów obniżających pH w jamie ustnej, co prowadzi do demineralizacji zębów. Po spożyciu tych produktów powinno się przepłukać jamę ustną, zaczekać 30 minut i dopiero po tym czasie umyć zęby. W przeciwnym wypadku szkliwo ulega ścieraniu, co powoduje nadwrażliwość zębów.

3. Pasty wybielające

Wbrew pozorom, wysoka biel nie jest zdrowa dla naszych zębów. Jednym ze sposób na białe zęby jest używanie past wybielających, o bardzo wysokim RDA, czyli wskaźniku ścieralności szkliwa. Stosowane nadmiernie, przez dłuższy czas, zamiast wybielania mogą prowadzić do uszkodzeń szkliwa.  Zaleca się stosowanie tych past naprzemiennie z pastami zawierającymi związku potasu i aminofluorek, które odbudowują warstwę ochronną zębów.

4. Zbyt twarda szczoteczka

Do nadwrażliwości może również prowadzić używanie zbyt twardej szczoteczki, szczególnie przy energicznym myciu zębów. Powoduje to obniżenie linii dziąseł, odsłonięcie szyjek zębowych, a także uszkodzenie szkliwa. Należy pamiętać, że szczoteczka, która po 2 – 3 tygodniach stosowania ulega rozwarstwieniu, może być oznaką zbyt mocnego szorowania zębów.

5. Uszkodzenie zębów

Zęby, które zostały uszkodzone np. podczas urazu, są bardziej podatne na nadwrażliwość. Ukruszone lub popękane zęby mogą być nie tylko nadwrażliwe na różne pokarmy, ale również mogą prowadzić do poważniejszych dolegliwości, na skutek wnikania bakterii z płytki nazębnej.

6. Domowe sposoby wybielania

Domowe metody wybielania cieszą się coraz większą popularnością, co jednak wpływa niekorzystnie na kondycję naszych zębów. Produkty, takie jak cytryna, sól czy soda oczyszczona, uszkadzają zarówno szkliwo, jak i dziąsła, co nieuchronnie prowadzi do nadwrażliwości. Przed zastosowaniem tradycyjnej metody, skonsultuj ją ze swoim stomatologiem przed zastosowaniem.

 

Stomatolodzy zalecają stosowanie past do zębów z fluorem jako profilaktykę nadwrażliwości. Gdy to jednak nie wystarcza, warto poddać się zabiegowi fluoryzacji, który polega na pokryciu zębów preparatem o wysokim stężeniu fluoru. Powoduje on nie tylko wzmacnianie i uszczelnienie szkliwa, ale także wykazuje działanie przeciwpróchnicze. 

Katarzyna Wielgus

farmaceutka

Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie jest to misja!” – blaski i cienie bycia lekarzem

Fot. Magdalena Pachut Fotografia
Fot. Magdalena Pachut Fotografia

Chociaż profesjonalny kitel i ogromna wiedza mogą tworzyć dystans, lekarz to też człowiek! Z jednej strony jest praca, która niesie ze sobą wiele emocji. Z drugiej, normalne codzienne życie. Jak to wygląda po tej drugiej stronie medycyny? Do swojego świata zaprosił nas lek. med. Jakub Danilewicz, urolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

Często początek drogi zawodowej determinuje dalszą pracę. Czy już na starcie wiedział pan, że będzie zajmował się płodnością?

Lek. med. Jakub Danilewicz: Na trzecim roku medycyny odbyłem praktyki z urologii dziecięcej, co rozpoczęło moją przygodę z tą właśnie specjalizacją. Przede wszystkim spotkałem się wtedy z dziećmi bardzo poszkodowanymi przez los. Były to maluchy, u których na przykład nie można było oznaczyć płci. Spotkałem się z cierpieniem rodziców i siłą, z jaką uderza to w ich życie.

Później, w trakcie studiów, zacząłem dowiadywać się, że są różne problemy zarówno z płciowością pacjentów, jak i z ich orientacją. W międzyczasie zainteresowałem się też genetyką kliniczną. Będąc już na szóstym roku, tuż przed uzyskaniem dyplomu, podjąłem decyzję, że będzie to właśnie urologia. Nie chciałem jednak zajmować się klasycznymi przypadkami, które kojarzą się z tą specjalizacją, takie jak onkologia urologiczna, czy kamica nerkowa. Chciałem pracować z zagadnieniami pokroju leczenia niepłodności, genetyki klinicznej, seksuologii, zaburzeń tożsamości płciowej, w tym również zmiany płci.

Zdaje się, że dosyć szybko wiedział pan, jaką chce iść drogą?

Myślę, że wręcz przeciwnie. Idąc na studia medyczne ma się już wyobrażenie, która ścieżka będzie dla nas odpowiednia. Są klasyczne specjalizacje, takie jak kardiologia – zawał serca towarzyszy nam od zawsze. Natomiast rozwój cywilizacji i postęp powodują powstawanie coraz to nowszych problemów, które wcześniej w medycynie były nieznane. Mało lekarzy i naukowców chce się takimi tematami zająć. Często wiążą się one także z problemami natury etycznej. W Polskim społeczeństwie, które jest mocno katolickie, tego typu praca spotyka się z niechęcią i negowaniem. Gdy mówię o tym, że zajmuję się leczeniem in vitro, czy pracą z osobami homoseksualnymi, zdarza mi się być odrzucanym. Nawet ,wydawałoby się osoby wykształcone, uważają to za niemoralne, nieetyczne i niegodne lekarza. Dla mnie jest to jednak misja.

Coś, co wydaje mi się w tym kontekście istotne, to fakt, że lekarz nie pracuje tylko z emocjami pacjenta, ale także ze swoimi własnymi. Jak pan sobie z tym radzi?

Miałem o tyle prostszą sytuację, że pochodzę z rodziny, w której kwestie wyznania były bardzo niejednorodne. Nikt z moich rodziców nie był katolikiem. Wychowano mnie w duchu ekumenizmu oraz zrozumienia odmienności drugiego człowieka i odmienności religijnej, co jest niezwykle ważne w naszym państwie. Oczywiście znakomicie jest być heteroseksualnym katolikiem, który ma trójkę dzieci, ale już mało kto zdaje sobie sprawę, jak bardzo cierpi człowiek, który dzieci mieć nie może. Otoczenie na każdym kroku naciska, pojawia się presja w pracy i na wszystkich uroczystościach rodzinnych. Nie jest im to odpuszczane. Nie można się wtedy dziwić, że psychika wysiada, a ludziom odechciewa się żyć.

Tak samo ciężko mają ludzie o orientacji homoseksualnej, czy osoby transseksualne. Mężczyzna, który biologicznie jest mężczyzną, ale genderowo ma inną płeć – lub odwrotnie – jest tym wszystkim wykończony. Nie twierdzę, że takie osoby od razu powinny się nad wyraz eksponować, czy mieć szczególne prawa, ale każdy z nas ma jednakowe prawo do życia. Jeżeli ci ludzie są częścią naszego społeczeństwa, pracują i płacą podatki, to muszą być lekarze, którzy zrozumieją ich problemy i im w tym wszystkim pomogą.

Proszę zauważyć, że nie ma takiej specjalizacji jak andrologia, czy specjalizacji stricte zajmującej się leczeniem niepłodności. Problemy osób niemogących mieć dzieci, kwestia leczenia in vitro, czy spór toczący się wokół gender, zamiatane są w naszym kraju pod dywan. Udaje się, że ich nie ma, a tymczasem one narastają. Ci wszyscy ludzie są między nami, są częścią naszego społeczeństwa i zasługują na pomoc.

Na pewno są to problemy, które powodują olbrzymie cierpienie.

Zdecydowanie, chociaż paradoksalnie łatwiej jest nam zrozumieć alkoholizm, czy wszelkie inne uzależnienia, niż właśnie ludzi niemogących mieć dzieci, osoby homoseksualne, czy  transseksualne. Nie potrafimy im tego wybaczyć.

Mówi pan z ogromną pasją o swojej pracy. Padło też słowo „misja”. Czy rzeczywiście ma pan takie poczucie?

Tak, praca jest moją pasją i misją. Uważam, że pomoc takim ludziom jest wręcz moim powołaniem.

A czy czuje pan, że kariera zawodowa daje panu także siłę i napęd w innych dziedzinach życia?

Życie zawodowe lekarza musi być połączone z jego stylem życia. Jeżeli lekarz nie będzie wkładał serca w swoich pacjentów, nie odniesie sukcesu. Nie chodzi tu tylko o sukces finansowy, ale również o sukces wewnętrzny. Moment, gdy przychodzi pacjent i mówi: „Panie doktorze, dzięki panu żyję. Zdiagnozował mi pan raka, dzięki panu nie popełniłem samobójstwa, zacząłem biegać, jestem szczęśliwym człowiekiem”, jest nie do przecenienia. Tego, co człowiek czuje wtedy w środku, nie da się nawet do końca opisać słowami.

Na pewno nie jest to też łatwy zawód do pogodzenia z życiem osobistym.

Nie jest, natomiast mam szczęście bycia ojcem trójki dzieci. Mam 6-letnią córeczkę Hanię, która od września pójdzie do pierwszej klasy. Mam 4,5-letnią córeczkę Asią, która chodzi o przedszkola i 7-tygodniowego synka Jasia. Staram się godzić obowiązki zawodowe z wychowaniem dzieci. Poświęcam im bardzo dużo czasu, który spędzamy aktywnie. Zimą jeżdżę z nimi na nartach, latem wyjeżdżamy zaś nad morze Bałtyckie, bo jestem patriotą. Kocham mój kraj i uważam, że w Polsce jest mnóstwo fantastycznych miejsc, które warto poznać. Posiadam między innymi patent żeglarza jachtowego i uwielbiam rejsy!

Czy taki sportowy akcent, to dla pana forma dbania o siebie?

Tak, sport jest bardzo ważnym elementem życia mojego i mojej rodziny. Kilka tygodni temu wróciłem  z Bieszczad, gdzie jeździliśmy z córkami konno. Na wyjazd zabrałem też miesięcznego syna. Wszyscy pukali się w głowę. Stwierdziłem jednak, że skoro 500 lat temu ludzie pakowali swoje małe dzieci na statki i przemierzali ocean, to dlaczego ja nie mogę samochodem pojechać z dziećmi w Bieszczady?!

Wydaje się, że nieustannie jest pan z ludźmi. Czy jest czas, który spędza pan samotnie?

Nie wyobrażam sobie tego! Każdą wolną chwilę, jaką tylko mam, poświęcam rodzinie. Nauczyłem córki jeździć na nartach, nauczyłem je pływać, jeździć na rowerze i konno. Planuję nauczyć je także strzelać, dlatego że jestem również członkiem sekcji strzeleckiej Wojskowego Klubu Sportowego „Wawel”.

Kolejna dziedzina! Rozumiem, że jest pan człowiekiem renesansu?

Kilka osób próbowało mnie tak nazwać, niestety mam jedną kluczową wadę… nie potrafię malować! Ludzie żyjący w tym okresie byli artystami, ja niestety nawet piszę tak, że sam nie potrafię siebie odczytać. Za to moja córka Hania pięknie rysuje i jest uzdolniona plastycznie. Jestem prawdziwie dumnym tatą!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

In vitro – 9 rzeczy, których prawdopodobnie o nim nie wiesz

Artificial insemination or in-vitro fertilization of an egg cell,ovum or zygote

Wydaje ci się, że o in vitro wiesz już wszystko? Założymy się, że z pewnych rzeczach nie zdawałaś sobie sprawy.

Jak to właściwie działa

IVF to żmudny proces, obejmujący przyjmowanie wielu leków w tabletkach, zastrzykach czy globulkach. Wszystko, by stymulować jajniki do wytworzenia więcej niż jednej komórki jajowej – którą zwykle wytwarza w danym cyklu menstruacyjnym.

Kilka tygodni od rozpoczęcia kuracji kobieta jest poddana drobnemu zabiegowi punkcji jajników w celu pobrania jajeczka lub jajeczek. Dzieje się to za pośrednictwem bardzo cienkiej igły wprowadzonej do pochwy wraz z głowicą USG. Trwa to mniej więcej 15, maksymalnie 30 minut. Komórka bądź komórki trafiają do laboratorium, gdzie zostaną zapłodnione, później przeistoczą się w zarodek.

IVF nie daje żadnej gwarancji sukcesu

Czas w przypadku kobiet pragnących dziecko nie działa na ich korzyść. Powszechnie wiadomo, że im wcześniej rozpocznie się planowanie ciąży, tym większe szanse na zajście w nią.

W 40% przypadków dziecko po 1 transferze zarodka urodzi kobieta przed 35. rokiem życia. Kiedy przekroczy ten próg, prawdopodobieństwo szczęśliwych narodzin spada do 31%. Przed czterdziestką i chwilę po jej przekroczeniu 1 na 5 procedur kończy się sukcesem. 11% szans mają panie w wieku 40–42 lata, mniej niż 5% – te, które zbliżają się do 43. roku życia.
IVF jest naprawdę drogie

Po zakończeniu rządowego programu wspierania leczenia niepłodności wraca temat wysokiej ceny za możliwość bycia rodzicem. Dziecko „z probówki” nie jest zachcianką, decydując się na in vitro, trzeba brać pod uwagę koszty, idące w dziesiątki tysięcy złotych. Oczywiście cena cenie nierówna, ale trzeba przygotować się, że nigdzie nie będzie tanio.

Wyjściem może być wyjazd za granicę – niekoniecznie setki kilometrów dalej. Kliniki w Czechach i na Białorusi czekają na polskich klientów z otwartymi ramionami (o czym pisaliśmy w poprzednich numerach).

Masz mniej jajeczek, niż ci się wydaje…

Zapewne wiesz, że przed urodzeniem masz już określoną liczbę komórek jajowych. Nazywa się to rezerwą jajnikową. Część z nich, ok. 700 tys. do nawet 2 mln, ulega zwyrodnieniu już na etapie życia płodowego. W jajniku dojrzałej kobiety występuje ich mniej więcej 40 tys., są one uwalniane w każdym cyklu aż do menopauzy.

…i możliwe, że ich nie wykorzystasz

Im kobieta jest starsza, tym mniej ma zdrowych jajeczek. Po 40. roku życia lekarz może zasugerować skorzystanie z komórek dawczyni. Podkreśla się, że wszystko zależy od stanu zdrowia przyszłej matki, ale jeśli jajniki lub/i komórki nie odpowiadają na stymulację, dobrze zastanowić się nad zewnętrznym wsparciem dawczyni.

Komplikacje i efekty uboczne czasem się zdarzają

Nawet najprostsza procedura niesie za sobą ryzyko, np. igła może trafić nie tam, gdzie powinna. To rzadkie zjawisko, ale nie da się go całkowicie wykluczyć. Tak samo jak tego, co przyniosą dni „po”. Zdarza się choćby, że stymulacja jajników podnosząc poziom estrogenów, spowoduje zakrzepicę. Relatywnie często występuje również zespół hiperstymulacji jajników, który najczęściej jest niegroźny i samoograniczający, jednak zdarzały się przypadki śmiertelne. Lepiej mieć tego świadomość, nawet jeśli ryzyko jest bliskie zeru.

(Raczej) nie licz na bliźniaki

Czasy, kiedy mówiono, że zapłodnienie in vitro to prosta droga do ciąży bliźniaczej, chyba są już za nami. Jeśli przełożyć doświadczenia Amerykanów na polskie warunki, można zakładać, że kobiety po IVF mają niewiele ponad 3% szans na urodzenie bliźniąt, a 0,1%, by mieć trojaczki (za: cdc.gov/nchs/fastats/multiple). Liczba ciąż mnogich po IVF wciąż spada, gdyż coraz częściej stosuje się transfer pojedyńczego zarodka.

Po in vitro rośnie ryzyko depresji poporodowej
Dwa lata temu Duńczycy odkryli, że kobiety rodzące dziecko dzięki in vitro lub innym metodom zapłodnienia pozaustrojowego pięciokrotnie częściej zapadają na depresję niż… kiedy owo zapłodnienie nie kończy się porodem. Może to wynikać z kolizji oczekiwań pacjentki wobec wyczekanego dziecka, a rzeczywistością.
Dziecko z in vitro – koniec z niezdrowymi przyjemnościami

Zarodki nie lubią tego, do czego przyszła mama przyzwyczaiła swoje ciało. Każda używka mająca związek z toksynami musi iść w odstawkę na czas leczenia i ciąży. Konsekwencjami braku zahamowań mogą być poronienie i jeszcze większe problemy z płodnością. Zamiast papierosa czy alkoholu radzi się… uprawiać seks – gdyż to na nim najbardziej zyskuje dziecko.

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Jak mogę ci pomóc? Jak możesz mi pomóc?

The Leading Source For Manufacturing And Product Innovation News

Z Sylwią Włodarską, współtwórczynią fundacji RoRo, rozmawiała Katarzyna Płaza-Piekarzewska.

Sylwio, prowadzisz warsztaty na temat empatii. Chciałam porozmawiać o niej w kontekście par od dawna starających się o dziecko. Czym w ogóle jest empatia?

To w najprostszym ujęciu umiejętność zrozumienia innych ludzi oraz zdolność widzenia uczuć i emocji. Jak pisze Marshall B. Rosenberg:

„To umiejętność postawienia się w sytuacji drugiego człowieka i skierowanie uwagi wyłącznie na jego uczucia i potrzeby, bez mieszania ich z własnymi. Jest próbą zobaczenia świata oczami drugiego człowieka – bez oceniania czy podawania gotowych rozwiązań”.

W Porozumieniu bez Przemocy podstawą jest empatia dla siebie. Kiedy w czasie warsztatów pytam o to, czym jest empatia dla siebie, często widzę zdziwienie albo słyszę stwierdzenia, że nie ma czegoś takiego. Kiedy jednak rozmawiamy o tym dłużej, dochodzimy do wniosku, że trudno o empatię dla innego człowieka bez naładowania baterii empatii dla samego siebie.

Para stara się o dziecko. Przychodzi czas, w którym można zrobić test ciążowy. Dreszczyk emocji, może pokażą się dwie kreski, a tu jedna i nie chce być inaczej. Pojawia się frustracja i złość. Co może zrobić partner/partnerka? Jak zachować się w tej sytuacji?

Dać sobie przestrzeń i zgodę na te emocje. Wszystkie są ważne i potrzebne, bo pozwalają nam dotrzeć do niezaspokojonych potrzeb. W tym przypadku mogą to być: potrzeba akceptacji, autentyczności, jasności, bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, szacunku, poczucia sprawczości, bliskości czy więzi. Ważne, żeby zauważyć te emocje, poczuć je w ciele, nazwać je. Niewygodne emocje mają to do siebie, że tłumione przybierają na sile, podnosi nam się poziom kortyzolu, łatwo wtedy o reakcję automatyczną, a nie świadomą odpowiedź na sytuację, w której się znaleźliśmy. Wyobrażam sobie, że w takiej chwili nie potrzeba nawet wielu słów, raczej bliskości, dostępności fizycznej i emocjonalnej, która wspiera.

Pozwolić tej złości zaistnieć w sytuacji, kiedy test ciążowy znowu pokazuje jedną kreskę?

Pozwolić. Złość jako emocja jest ok. Odgrywa istotną rolę – informuje nas o tym, że nasza bardzo ważna potrzeba nie jest zaspokojona. Należy mieć świadomość, że istnieją różne sposoby na wyrażenie złości poza tymi automatycznymi, agresywnymi. W złości mamy tendencję do szukania winnych na zewnątrz lub w sobie, co nie zmienia sytuacji, tylko wciąga nas w spiralę osądzających myśli.

Chcemy wyżalić się koleżance, ale słyszymy lawinę rad. Tymczasem to wcale nie łagodzi naszych emocji. Co to znaczy być empatycznym?

Tak jak uważność i obecność wspierają empatię, tak udzielanie rad, pocieszanie, litowanie się, licytowanie się, czyli „a ja to miałam jeszcze gorzej”, zabijają ją. Często słowa wcale nie są potrzebne. Być empatycznym to być w pełni przy drugim człowieku, jego emocjach i potrzebach. Empatia jest jak latarnia morska, więc gdy chcesz dawać komuś empatię, to kierujesz całe światło na tę osobę, nie opowiadasz historii, nie udzielasz rad, nie porównujesz, nie osądzasz, nie oceniasz, nie litujesz się, tylko jesteś w pełni obecny przy tym, co przeżywa. Dajesz jej przestrzeń i uwagę, by mogła w pełni wyrazić siebie i dojść do najlepszych rozwiązań.

Co daje nam empatia?

Empatia daje nam wybór, wybija z działania automatycznego, schematycznego, buduje kontakt, skłania do działania, wskazuje potrzeby. Wreszcie, mając empatię dla siebie, możemy podzielić się nią z innymi.

W jaki sposób możemy poprosić o empatię?

Wyobrażam sobie, że możemy po prostu powiedzieć: „Proszę, wysłuchaj mnie teraz w ciszy tak długo, aż powiem ci, że wystarczy. Dobrze?” albo „Słyszałam o empatycznym słuchaniu i chciałabym go z tobą wypróbować. Czy chciałabyś wysłuchać mnie w ciszy i być przy moich uczuciach i tym, co dla mnie ważne w tej chwili?”.

W kobiecie może pojawić się wiele negatywnych myśli związanych z niepowodzeniem w zajściu w ciążę. W jaki sposób może sama sobie dać empatię?

By nie dać się wciągnąć spirali negatywnych myśli, warto przede wszystkim skupić się na oddechu. Pozwala to, w skrócie, na zintegrowanie mózgu i przywrócenie jego wszystkich funkcji, nie tylko tych odpowiedzialnych za ucieczkę/atak/zastygnięcie. Dobrze pamiętać o łagodności dla siebie. Empatia to taki kojący balsam. Ja do spotkania z trudnymi emocjami używam zeszytu, staram się odpowiedzieć na pytania:

1. Co obserwuję? Co jest teraz w moim ciele?
2. Jakie uczucia są we mnie? Smutek, gniew, wstręt, a może strach?
3. Jakie potrzeby nie są zaspokojone? Czego mi potrzeba, czego chcę?
4. Sformułuj prośbę do siebie, która pomoże ci zaopiekować się twoimi niezaspokojonymi potrzebami.
5. Powiedz, co czujesz i czego w związku z tym potrzebujesz?
W jaki sposób ćwiczyć empatię?

Kilka razy dziennie zatrzymywać się, by poczuć, co jest w moim ciele – czy jest rozluźnione, lekkie, a może spięte i obolałe. Mieszkają w nim emocje, dlatego kontakt z ciałem jest taki ważny. Emocje są drogowskazami do potrzeb. Te komfortowe: radość, zadowolenie, spokój, ufność, wskazują nam, że nasze potrzeby są w danym momencie zaspokojone. Te niekomfortowe: frustracja, bezsilność, przytłoczenie, informują nas o tym, że ważne dla nas potrzeby nie są zaspokojone. W trudnych momentach naszego życia kluczowe jest także praktykowanie wdzięczności. To nic innego jak zauważanie zaspokojonych potrzeb. Można robić to, łapiąc na zdjęciach chwile dające nam radość, prowadząc dziennik wdzięczności, w którym zapisywać będziemy to, co dobrego spotkało nas danego dnia. Liczą się małe rzeczy: ciepła kawa, pełna lodówka, pomocny człowiek, który przytrzymał drzwi, otrzymany uśmiech.

Jak okazać empatię partnerowi?

Przygotować się na pełne uwagi słuchanie, całkowite zanurzenie w teraźniejszości i skupienie na tym, co mówi do nas druga strona. Skierowanie uwagi wyłącznie na potrzeby i uczucia mówiącego. Wyłączamy wtedy nasze myśli, przychodzące nam do głowy pomysły, osądy, rady, nasze doświadczenia. Stajemy się czystą uwagą i skupieniem.

Czy możesz podać kilka przykładowych zdań, którymi możemy zacząć rozmowę empatyczną na trudny dla nas temat?

Zacznijmy ją tak jak każdą inną, ważne, aby podejść do niej z uszami przygotowanymi na słyszenie emocji i potrzeb, które kryją się pod wyrażanymi słowami. Ale najpierw potrzeba dużo łagodności i empatii dla siebie z różnych źródeł. Zadbajmy o przestrzeń. Nie zaczynajmy takiej rozmowy w pośpiechu. Można też uprzedzić rozmówcę, że będziemy chcieli porozmawiać i potrzebujemy nieco więcej czasu.

 
Sylwia Włodarska
Współtwórczyni Fundacji RoRo, która od 6 lat wspiera rodziców w znajdowaniu własnej filozofii rodzicielstwa opartej na bliskości, szacunku i zaufaniu, trenerka empatycznej komunikacji, absolwentka studiów NVC, uczestniczka zaawansowanych kursów NVC (Nonviolent communication, Porozumienie bez Przemocy), autorka bloga paniswojegoszczescia.pl. Pasjonatka książek i bycia blisko natury, mama Trójcy, która jest niewyczerpanym, choć często wyczerpującym źródłem inspiracji.

Katarzyna Płaza - Piekarzewska

Położna i Certyfikowany Doradca Laktacyjny. Tworzy portal i blog ZapytajPolozna.pl, na którym porusza tematykę ciąży, porodu, karmienia piersią i macierzyństwa oraz niepłodności.