Przejdź do treści

500+ – Warunki specjalne dla rodziców adopcyjnych?

Rząd przyjął program 500 zł na dziecko i już teraz zaczynają się rozprzestrzeniać informacje, co trzeba zrobić, aby otrzymać to świadczenie wychowawcze. Dziennikarze serwisów informacyjnych prześcigają się w informowaniu rodziców, jakie warunki trzeba spełnić i jakie dokumenty złożyć wraz z wnioskiem, aby takie świadczenie uzyskać.

Jako rodzic trójki dzieci z zainteresowaniem śledzę ten temat i z wielkim zdziwieniem znajduję taką informację: „Rodzice adopcyjni powinni załączyć dokumenty dotyczące przysposobienia.” Adoptowałam swoje dzieci i przede wszystkim poczułam dyskryminację rodziców adopcyjnych, zawartą w tych słowach. Przecież w świetle prawa para, która przysposabia dziecko, po orzeczeniu przez sąd przysposobienia, staje się po prostu rodziną. Dziecko natomiast ma stan cywilny taki jak dziecko urodzone w tej rodzinie. Dlaczego więc mam udowadniać komukolwiek, że jestem rodzicem i w jaki sposób?
A teraz fakty. Czy w ustawie jest mowa o rodzicach adopcyjnych i dokumentach jakie powinni dołączać do wniosku? Sprawdzam zatem jakie są faktyczne zapisy ustawy. O kogo dokładnie i o jakie dokumenty może chodzić? Orzeczenie sądu? Jak to jest uzasadnione w ustawie?
Okazuje się, że dokładny zapis w oficjalnym dokumencie ma następujące brzmienie: „zaświadczenie sądu opiekuńczego lub ośrodka adopcyjnego o prowadzonym postępowaniu sądowym w sprawie o przysposobienie dziecka”. To oznacza, że przyszli rodzice adopcyjni, w czasie toczącego się postępowania o przysposobienie, jeśli są faktycznymi opiekunami dziecka również mają prawo do świadczenia wychowawczego. To jest tzw. okres preadopcji, w czasie którego dziecko jest pod faktyczną opieką przyszłych rodziców adopcyjnych, mieszka z nimi, a jedno z rodziców – matka – przebywa w tym czasie już na urlopie macierzyńskim. Taki zapis ma całkowicie odmienne znaczenie niż przekazywana w serwisach informacyjnych notka dotycząca rodziców adopcyjnych. W rzeczywistości zapis ten NIE DOTYCZY rodziców adopcyjnych, ponieważ staną się oni rodzicami dopiero po zakończeniu postępowania sądowego w sprawie o przysposobienie. Ustawodawca ma tutaj na celu zabezpieczenie prawa do świadczenia wychowawczego dla faktycznych opiekunów dziecka, czyli tych którzy sprawują nad nim bezpośrednią opiekę, czyli de facto kandydatów na rodziców adopcyjnych, którzy złożyli wniosek o przysposobienie tego konkretnego dziecka. W całej ustawie NIE MA ANI SŁOWA O RODZICACH ADOPCYJNYCH, zatem skąd taka informacja w mediach? Czyżby zabrakło rzetelności i wiedzy?
Szczytem ignorancji tematu adopcji jest tekst, w którym podaje się, że „jeśli dziecko jest adoptowane, również wyrok sądu rodzinnego stwierdzający przysposobienie dziecka”. Taki zapis po prostu NIE ISTNIEJE w ustawie! Nigdzie nie ma mowy o dziecku adoptowanym, ponieważ w języku oficjalnym można mówić tylko o dziecku przysposobionym (taka definicja jest podana w preambule ustawy). A przede wszystkim warto wiedzieć, że w przypadku adopcji sąd ORZEKA a nie WYDAJE WYROK – to zasadnicza różnica.
Taka interpretacja i mylenie pojęć, choć dla przeciętnego czytelnika jest drobiazgiem, rodziców adopcyjnych stawia w pozycji osób lekko mówiąc dyskryminowanych. Można odnieść wrażenie, że będzie się od nich wymagało ponownego udowadniania, że są rodzicami. A zatem podważany jest status ich rodzicielstwa. I jak tutaj obalać stereotyp, że rodzicielstwo adopcyjne nie jest rodzicielstwem drugiej kategorii, skoro w tak oczywistej sprawie, są przekłamania? Ile jeszcze programów, audycji, artykułów i rozmów o adopcji musi się wydarzyć, żeby obraz adopcji w mediach był właściwy i pozytywny?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka
fot. Fotolia

Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak napisał do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w sprawie regulacji odnoszących się do rozwiązania stosunku adopcji. Rzecznik jest zdania, że postępowania nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra dziecka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja powoduje powstanie takie samego stosunku prawnego jak w przypadku biologicznych rodziców i ich potomstwa. Zdarza się jednak, że ta więź prawna zostaje przerwana. O rozwiązaniu stosunku przysposobienia w szczególnych sytuacjach decyduje sąd. Jednocześnie sąd może też orzec o obowiązku alimentacyjnym.

Zobacz także: Nie dostała zasiłku na adoptowane dziecko, bo zawiesiła działalność gospodarczą

Rozwiązanie stosunku adopcji – jak to wygląda w praktyce?

Sprawie rozwiązania stosunku adopcji postanowił się przyjrzeć Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Przeanalizował 507 akt spraw sądowych, które dotyczyły postępowań o rozwiązanie adopcji w latach 2010 – 2017. W 280 przypadkach sąd zdecydował o rozwiązaniu stosunku adopcji, w 207 sprawach powództwo oddalono, a pozostałe 20 postępowania są w toku.

RPD zauważył, że w tego typu sprawach sądy nie korzystają z alternatywnego sposobu rozwiązania sporu, jakim są mediacje. Wśród 507 przejrzanych spraw, tylko w jednym przypadku sąd skierował rodzinę na mediację. Ta zakończyła się ugodą.

– Choć każda z badanych spraw miała swoją specyfikę, analiza akt pozwoliła dostrzec, że postępowania o rozwiązanie stosunku adopcji nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra małoletniego adoptowanego – napisał Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak w liście do ministra Ziobry.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Inne grzechy polskich sądów

Ponadto, tylko w 24 proc. przypadków małoletniemu przydzielono kuratora. Tymczasem sąd opiekuńczy powinien ustanowić kuratora dla każdego małoletniego w procesie o rozwiązanie adopcji, ponieważ występuje on jako strona (powód lub pozwany). Rodzic w tym przypadku nie ma prawa reprezentować dziecka.

Marek Michalak zauważył również, że wysłuchanie dziecka nie jest w sądach brane pod uwagę. Na 248 spraw, tylko w 60 przypadkach sąd wysłuchał małoletniego.

Michalak zarzuca również sądom brak należytej staranności w gromadzeniu i przeprowadzaniu dowodów, małą aktywność prokuratorów, czy brak rozstrzygnięcia w sprawie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ta akcja odmieniła jego życie! Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował.
fot. Facebook - Marc Hadden

Czyn tego strażaka stał się w ostatnich dniach tematem szeroko komentowanym przez media na całym świecie. Strażak uratował dziewczynkę. Potem po raz drugi podarował jej życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pochodzący z Karoliny Południowej strażak Marc Hadden uratował już dziesiątki ludzkich istnień. Jednak ta akcja w jego karierze była wyjątkowa i całkowicie odmieniła jego życie.

Początek historii miał miejsce 14. listopada 2011 roku. Marc Hadden był właśnie w trakcie obiadu, kiedy otrzymał zgłoszenie na numer alarmowy. Pomocy potrzebowała kobieta skarżąca się na silny ból brzucha.

Zobacz także: Policjant adoptował dziecko bezdomnej narkomanki

Strażak pomógł rodzącej

Na miejscu okazało się, że kobieta była w zaawansowanej ciąży, z czego nie zawała sobie sprawy. Tym sposobem Marc przyjął pierwszy w swoim życiu poród.

– To było niesamowite słyszeć płacz dziecka – wspomina strażak. Nie spodziewał się, że dwie doby później będzie już ojcem uratowanej dziewczynki…

Zobacz także: Dał jej życie dwa razy – najpierw adoptował, później oddał część wątroby

Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Następnego dnia żona Marca – Beth udała się do szpitala, żeby sprawdzić stan zdrowia świeżo upieczonej mamy i jej dziecka. Okazało się, że kobieta nie czuła się na siłach, aby wychować córeczkę. Podjęła decyzję o przekazaniu dziecka do adopcji.

Marc i Beth mieli już dwoje synów, jednak od dawna marzyli o trzecim dziecku. Ze względu na komplikacje związane z dwiema pierwszymi ciążami, jedynym wyjściem dla małżeństwa była adopcja. Para podjęła decyzję w jednej chwili.

– Modliłam się o adopcję od lat – opowiada Beth. – Wtedy w szpitalu ta kobieta popatrzyła na mnie i powiedziała: „chcę, abyś adoptowała moje dziecko”. Zadzwoniłam do Marca i poznajmiłam: „chyba będziemy mieli dziecko”.

Po 48 godzinach dziewczynka o imieniu Rebecca Grace była już w domu małżeństwa. – Zawsze marzyłem o córeczce. To wspaniałe – przyznaje Hadden.

Dziewczynka ma już sześć lat i zna swoją historię. Jak śmieje się Marc, Rebecca opowiada nawet ludziom o tym, jak tatuś pomógł jej przyjść na świat.

Marc Hadden z rodziną // fot. Facebook – Marc Hadden

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: people.com, independent.co.uk

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

otwarta adopcja
fot. Pixabay

Kiedy miała 18 lat niespodziewanie zaszła w ciążę. Dwa miesiące później jej partner i ojciec nienarodzonego dziecka zmarł. Młoda kobieta stanęła przed ogromnym dylematem: co zrobić, by zapewnić dziecku godną przyszłość?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Hannah Mongie z Utah w Stanach Zjednoczonych była zwykłą nastolatką. Kiedy miała 18 lat poznała misjonarza Kadena Whitneya, z którym postanowiła dzielić przyszłość.

Po 8 tygodniach związku Hannah odkryła, że jest w ciąży. Po szczerej rozmowie przyszli rodzice stwierdzili, że nie będą w stanie zapewnić dziecku godnej przyszłości i zdecydowali, że ich synek trafi do rodziny adopcyjnej.

Niestety, dwa miesiące po tej rozmowie wydarzyła się tragedia. Partner nastolatki zmarł we śnie. Dziewczyna została sama i choć śmierć partnera totalnie ją załamała, musiała przetrwać ten trudny czas dla synka, który niebawem miał przyjść na świat.

Zobacz także: Ta akcja odmieniła jego życie! Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Odkąd twój tatuś zmarł, jest mi bardzo ciężko

Aby złagodzić ból po śmierci ukochanego, postanowiła nagrać filmik z dedykacją dla swojego dziecka Nagranie w przyszłości miało trafić do chłopca.

Odkąd twój tatuś zmarł, jest mi bardzo ciężko – mówiła do synka na nagraniu.

Po porodzie Hannah miała 48 godzin na spędzenie czasu ze swoim synkiem Taggartem. Wykorzystała ten czas na nakręcenie kolejnego emocjonalnego nagrania, w którym tłumaczyła powód swojej decyzji.

W 9-minutowym filmiku Hanna wyjaśnia z płaczem:

Jeśli bym cię nie kochała, nie poznałbyś tej wspaniałej rodziny. Dam ci tyle całusów ile zdołam przed przekazaniem cię Bradowi i Emily. Kocham cię Taggarcie Cayden Marsh. Mój mały chłopczyku. Mój synku. Tak bardzo cię kocham.

Następnie kobieta przekazała noworodka rodzicom adopcyjnym – Emily i Bradowi.

Zobacz także: „Otwarta adopcja” – czyli co? 

Moment, w którym Hannah przekazuje synka nowej rodzinie // fot. Instagram Hannah Mongie

Otwarta adopcja

Hannah nie straciła jednak kontaktu ze swoim dzieckiem. Rodziny zgodziły się bowiem na otwartą adopcję. Dzięki temu kobieta regularnie widuje się i zajmuje chłopczykiem.

– Zawsze chciałam być mamą, jednak stało się to w bardzo nieodpowiednim czasie – tłumaczy Hannah.

Taggart ma już niemal dwa lata i jest wesołym, rezolutnym maluchem. Hannah często spędza czas z synkiem i jego dwoma adopcyjnymi braćmi Carterem Lucasem.

Hanna z synkiem Taggartem // fot. Instagram Hannah Mongie

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Maily Dail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Michał Wiśniewski o świątecznej akcji „Wiśnia Dzieciom”

Muzyk Michał Wiśniewski niczym Święty Mikołaj w grudniu przemierza całą Polskę, aby spotkać się z dziećmi z Domów Dziecka. W jego inicjatywę „Wiśnia Dzieciom” z każdym rokiem angażuje się coraz więcej osób. O tym skąd wziął się pomysł na akcję, jak wygląda organizacja takiego przedsięwzięcia oraz o tegorocznych planach na święta Michał opowiedział redakcji Chcemy Być Rodzicami. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ania Wencławska: Opowiedz proszę, skąd wziął się pomysł na akcję „Wiśnia Dzieciom”.

Michał Wiśniewski: Wydawało mi się to całkiem naturalne. Ktoś nas poprosił o to, żebyśmy zjawili się w Domu Dziecka w Dąbrowie Rusieckiej i pojechaliśmy tam oczywiście. Wtedy naprawdę w domach dziecka była mega ciężko. Ale za każdym razem widziałem tą determinację wychowawców i przede wszystkim determinację dyrekcji. W tamtym czasie musieli sobie radzić chodząc od domu do domu prosząc o pieniądze.

Zobacz także: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach”

AW: Jak wyglądała organizacja tegorocznej edycji „Wiśnia Dzieciom”?

MW: Zawsze jeżdżę do dzieciaków w drugim i trzecim tygodniu grudnia i tak też jest tym razem. Startujemy w Białymstoku 8. grudnia i kończymy 18. grudnia. Odwiedzamy zawsze 20 placówek. Być może akcja nam się rozszerzy, jeżeli znajdę osoby chętne do działania. Ale teraz praktycznie robię to ja i żona. Umówmy się – nie należy to do najłatwiejszych zadań, bo wszystko jest na naszej głowie. Ciężko jest to ogarnąć, bo jest coraz więcej ludzi, którzy chcą pomagać i nie jesteśmy tego w stanie logistycznie ogarnąć. Ale jak co roku, tak i teraz sobie poradziliśmy.

Michał Wiśniewski na spotkaniu z dziećmi w Samowie // fot. Facebook – Michał Wiśniewski

AW: Jeżeli któryś z naszych czytelników chciałby się włączyć w akcję, gdzie może wysłać przygotowaną paczkę?

MW: Bezpośrednio do Domów Dziecka. Nie przyjmujemy żadnych pieniędzy. W tym roku dostaliśmy bardzo dużo prezentów od różnych firm i to nas trochę logistycznie przerosło (żeby je porozwozić – red.). Jedynie New Yorker wysłał paczki bezpośrednio do placówek. Zawsze publikujemy listę Domów Dziecka, które zostały przez nas wybrane. Można do nich napisać, zadzwonić. Na pewno każda pomoc jest mile widziana.

Zobacz także: 10 gwiazd, które adoptowały – ich droga do rodzicielstwa

AW: Słyszałam, że jesteś zwolennikiem tradycyjnych świąt. Czy w tym roku też tak spędzisz ten czas?

MW: Tak absolutnie. U mnie to się praktycznie nie zmienia, ale to tylko dlatego, że jestem tradycjonalistą i dla mnie to jest ważne. To jedyny dzień w roku, kiedy możemy wszyscy się razem zobaczyć, wyściskać, przeprosić za to, co było złe, życzyć sobie wszystkiego najlepszego. Oczywiście jak to w każdej patchworkowej rodzinie dzielimy się świętami. Czasami obchodzę Wigilię 23. grudnia.

Pełną wersję wywiadu przeczytasz w styczniowym magazynie Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.