Przejdź do treści

5 pomysłów na budowanie więzi z dzieckiem

ado.jpg

Gdy dziecko rozpoczyna swoją historię życia w rodzinie, po prostu wyrasta z niej, jak roślina wyrasta z ziarna posadzonego w danej doniczce. Ale, gdy dziecko dołącza do rodziny już z rozpoczętą swoja historią w innej doniczce, potrzeba trochę więcej specyficznej troski, aby pomóc budować w rodzinie trwałe więzi.

1. NAUCZ SIEBIE I DZIECKO KONTAKTU WZROKOWEGO
Jednym z najlepszych, a przede wszystkim pierwszych sposobów budowania relacji z dzieckiem (lub z kimkolwiek innym) jest wdrożenie kontaktu wzrokowego jako swojego nawyku. Bezpośredni kontakt wzrokowy jest korzystny dla dziecka i może pomóc zwiększyć jego koncentrację na danej chwili, rozmowie. Usprawnia jego zdolność do nawiązywania relacji także z innymi ludźmi. Kontakt wzrokowy pokazuje, że cenisz swoje dziecko. Nawiązuj kontakt wzrokowy zawsze, gdy mówisz coś do dziecka, a także gdy ono coś mówi do Ciebie. Rób to także wtedy, gdy jest jeszcze bardzo małe i jego „mówienie” jest poza werbalne. Dzieci, które nie miały w niemowlęctwie jednego stałego opiekuna, często nie są nauczone kontaktu wzrokowego w ogóle, wręcz go unikają, zwłaszcza na początku. Dzieci, które były wykorzystywane, często boją się kontaktu wzrokowego z powodu wcześniejszych urazów. Warto pamiętać, że w niektórych kulturach przedłużony kontakt wzrokowy może być postrzegany jako negatywny, arogancki. Potrzeba dużo cierpliwości, aby wypracować nawyk patrzenia sobie w oczy w każdej sytuacji, gdy jesteś z dzieckiem. W trakcie nawiązywania najdrobniejszego nawet kontaktu, wykonaj następujące ćwiczenia:
  • przesuwaj swoją głowę tak, aby dziecko mogło zobaczyć twoją twarz;
  • przestawaj mówić do dziecka co chwilę i spokojnie czekaj aż dziecko zwróci swoją uwagę na ciebie, być może popatrzy;
  • używaj zwrotu „pozwól, że spojrzę w twoje oczy”;
UWAGA: Nigdy nie używaj kontaktu wzrokowego jako wymówki, aby dać dziecku wyraz swojego zdenerwowania i milczącej reprymendy. Przysłowiowy wzrok bazyliszka nie pomoże budować więzi.
 
2. ZMNIEJSZ WSZELKIE ŹRÓDŁA STRESU W ŻYCIU RODZINNYM

Życie jest stresujące. Dodaj RAD (Reactive Attachment Disorder), FAS (Fetal Alkohol Syndrom), objawy choroby sierocej, albo po prostu problemy z zachowaniem i przystosowaniem się do nowych rodzinnych warunków, a życie rodziny może stać się chaotycznym stresującym bałaganem. A przecież niektóre z tych stresorów pochodzą od nas samych. Jako rodzice mamy tendencję do porównywania naszych dzieci do naszych oczekiwań. Na przykład oczekujemy, że 5-latek powinien grzecznie siedzieć przy stole w restauracji. Ale dr Karyn Purvis twierdzi, że dzieci nie rozwijają się równomiernie i do 40% dzieci może być młodszych rozwojowo niż wskazywałby na to wiek. Aby zmniejszyć stres w rodzinie, musimy być gotowi dostosować nasze oczekiwania do tego, jak rozwija się dziecko i ustalić niejako własne rozumienie co jest „w normie”. Bycie doskonałym rodzicem nie powinno być celem. Powinno nim być podążanie za dzieckiem i jego tempem rozwoju. W momencie, gdy zaczynamy doceniać te chwile, które są nam dane, żeby być z dzieckiem i towarzyszyć mu w zdobywaniu coraz większych umiejętności, ograniczamy dodatkowe źródła stresu. Będąc nastawionym na przyjmowanie tego, co do nas przychodzi wraz z dzieckiem, możemy łatwiej stworzyć silną więź rodzinną.

3. WSPÓLNE POSIŁKI CAŁEJ RODZINY
Szereg badań naukowych pokazuje, że w rodzinach, które przynajmniej jeden posiłek dziennie jedzą razem, jest mniejsze prawdopodobieństwo, że dzieci w przyszłości będą sięgać po używki czy leki, zachorują na depresję lub różne typy zaburzeń odżywiania, nabawią się nadwagi, pomyślą o samobójstwie. A to dopiero początek listy korzyści ze wspólnych, rodzinnych posiłków. Czas wspólnego siadania do stołu to pora, kiedy można rozmawiać, co u kogo się wydarzyło w ciągu dnia, jakie kto ma plany na dalszą jego część lub kolejny dzień, często jest to okazja do omawiania sprawy dotyczącej całej rodziny i wspólnego decydowania o wspólnym spędzaniu czasu w wakacje czy w weekend. Takie rodzinne obiady czy kolacje są silnym elementem więziotwórczym rodziny. Dzieci przychodzące do rodziny z dysfunkcyjnych środowisk lub z opieki instytucjonalnej często w ogóle nie doświadczały takich wspólnych posiłków. Na początku dzieci mogą mieć problem z dołączaniem do rodzinnego posiłku lub będą chciały uciekać zaraz po opróżnieniu talerza. Dobrym sposobem jest zaangażowanie dziecka w przygotowywanie posiłku lub stołu, współdecydowanie jakie potrawy się pojawią na stole. Planując i przygotowując posiłki razem z dziećmi, dajemy im poczucie przynależności do rodziny na zasadach partnerskich, podnosimy ich indywidualne poczucie wartości, a przy okazji zachęca to je do jedzenia tego, co jest przygotowane. Nawet te „wstrętne”, zdrowe warzywa, smakują lepiej, gdy dziecko samodzielnie je przygotowuje. Oczywiście na miarę swoich możliwości i umiejętności. Bardzo polecam książkę Jespera Juula „Uśmiechnij się, siadamy do stołu”, z której można ściągnąć nie tylko pomysły, ale też dowiedzieć się, jak wielką wartość więziotwórczą mają wspólne posiłki.

4. WIELKIE I MAŁE RYTUAŁY

Dotychczasowe życie dziecka mogło wyglądać bardzo chaotycznie (dysfunkcyjna rodzina), a mogło mieć narzucony bardzo restrykcyjny tryb rytuałów (placówka instytucjonalna). Codzienne czynności, jakie dla danej rodziny są naturalne, dla nowego członka rodziny mogą być obce i wywoływać niepokój. Jednak to, co dziecku jest potrzebne, to stałe punkty życia rodziny, według których będzie coraz spokojniej tworzyć swój bezpieczny świat. Uporządkowany plan dnia jest dla dziecka drogowskazem, dzięki któremu wie, co za chwilę nastąpi – nie musi wtedy być w ciągłym stanie czuwania lecz może się zrelaksować dzięki świadomości, że po tej czynności na pewno nastąpi kolejna – kiedy to się dzieje, dziecko uspokaja się i wycisza. Niektóre rytuały rodzinne tworzą się w sposób naturalny i nikt się nad nimi nie zastanawia, np. mycie rąk po przyjściu do domu, czy mówienie sobie dobranoc przed zaśnięciem. Inne wymagają wdrożenia w nawyk. Do tych naturalnych nowy członek rodziny przywyknie, gdy je rozpozna i zrozumie. Rodzice mogą mu w tym pomóc, wyjaśniając i przypominając. Warto też wprowadzić nowe zwyczaje wynikające z faktu pojawienia się dziecka w rodzinie. Mogą one dotyczyć elementów pielęgnacji, czytania lub opowiadania bajek na dobranoc, spędzania wolnego czasu. Ważne, aby były dostosowane do możliwości i preferencji dziecka. Jeśli dziecko wykazuje całkowicie odmienne preferencje niż rodzice, najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie nowych przez wspólne poszukiwania. W mojej rodzinie dzieciom zawsze śpiewaliśmy na dobranoc, jednak najmłodsze dziecko w bardzo wyraźny sposób manifestowało niezadowolenie (być może chodzi o moje umiejętności, nie zaprzeczam;)), i tak wieczorny rytuał zasypiania został zamieniony na czytanie. A czytaliśmy lektury starszych sióstr, więc wszyscy byli zadowoleni. Wolny czas spędzany całą rodziną to też ważny element więziotwórczy. Czy to będzie wspólne przygotowywanie posiłków omówione w poprzednim punkcie, czy spacery po lesie, istotne jest, żeby miały stałe pory i dotyczyły każdego członka rodziny. Angażowanie dziecka od pierwszych wspólnych chwil w aktualne rytuały rodziny i tworzenie nowych zaowocuje szybko w postaci ciepłej i dającej wsparcie atmosfery w domu.
 
5. TROSKA O KAŻDEGO CZŁONKA RODZINY
Właściwie chodzi o to, żeby każdy członek rodziny pozostawił przestrzeń na swoje indywidualne potrzeby i pamiętał o trosce o samego siebie. Nikt lepiej niż on sam nie wie, czego potrzebuje i jakie są granice jego wytrzymałości. To na rodzicu spoczywa podwójna odpowiedzialność – z jednej strony ma pomóc dziecku w regulowaniu emocji, jakie przeżywa, z drugiej zaś ma zadbać o własną kondycję emocjonalną. Rodzic, który potrafi zadbać o swoje potrzeby oraz zainteresowania jest najlepszym nauczycielem dla dziecka, tego jak powinno się ono troszczyć o siebie i innych. Naukowcy już dzisiaj udowodnili, że dziecko uczy się regulowania swoich emocji poprzez bliską relację z opiekunem. A rodzice często swoje emocje traktują jak intruzów, ganiąc się za wybuch złości, czy wymagając od siebie kontrolowania emocji w sytuacjach szczególnych wyzwań. Zadbać o siebie, to nie tylko akceptacja emocji, ale też potoczna chwila oddechu od rodzicielstwa. Zajęcie się swoimi pasjami, spotkanie z przyjaciółmi bez dzieci, czas na pielęgnowanie swojego zdrowia. To także skorzystanie ze wsparcia ekspertów, wtedy gdy czujemy się zbyt słabi na troskę o budowanie więzi w rodzinie.

—————————————————————
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Konferencja „Siła kobiecości w macierzyństwie” – już niebawem, nie przegap!

W dniu 19 października 2017, w Warszawie odbędzie się wyjątkowa konferencja z okazji 10-lecia istnienia portalu ZapytajPolozna.pl pod hasłem: „Siła kobiecości w macierzyństwie”.

Wydarzenie ma charakter edukacyjny i wspierający kobiety, będzie poświęcone budowaniu poczucia własnej wartości, wyznaczaniu granic, uwrażliwieniu na wspieranie siebie nawzajem, pokazaniu, jak ważna jest też relacja z własną matką oraz o podróżowaniu z dziećmi. Organizatorem konferencji jest portal ZapytajPolozna.pl

Podczas konferencji będzie możliwość posłuchania prelegentów m.in.: Joanny Pietrusiewicz, Magdaleny Modlibowskiej, Justyny Dąbrowskiej, Katarzyny Płaza-Piekarzewskiej, Magdy Macyszyn i Michaliny Gajewskiej, Joanny Sakowskiej.

Oprócz prelekcji zaplanowane są cztery warsztaty. Podczas pierwszego z nich będzie poruszony problem zachowania równowagi między pracą a życiem prywatnym (Magda Macyszyn i Justyna Kuźlik-Duda). Drugi będzie o tym jak rozmawiać z dziećmi (Anna Czuba i Małgorzata Zacharias). Trzeci poruszy kwestię zmiany nawyków żywieniowych (Daria Rybicka). Czwarty warsztat pt. “Mama wraca do pracy” poświęcony będzie aspektom prawnym (Katarzyna Łodygowska).

Zapisy: konferencja.zapytajpolozna.pl

Patroni medialni wydarzenia: nasz portal i magazyn Chcemy Być Rodzicami, Brioko, Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych „Dobrze urodzeni”, DoktorAnia.pl, Familie.pl, Family Coaching, Farmaceuta-radzi.pl, Festiwal Chustowy #nicminiewisi, Fundacja Po Adopcji, inspiratornia.edu.pl, Kikimora, PaniSwojegoCzasu.pl, ToWśrodku.pl, Splot, Mammazine i Moroszka

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

czy przed i po transferze można farbować włosy

Dbanie o siebie to także dbanie o swój wygląd – wszelkiego rodzaju zabiegi kosmetyczne pomagają nam poczuć się atrakcyjnie, dodają pewności siebie, ale też relaksują. Jednym z takich zabiegów jest farbowanie włosów. Powstaje więc pytanie czy przed i po transferze można farbować włosy?

Czy farbowanie ma jakikolwiek wpływ na transfer? Czy mogę iść wtedy do fryzjera? Czy nie zniweczy to moich starań, nie utrudni transferu?” – oto często pojawiające się pytania. Postanowiliśmy o odpowiedź poprosić dr n.med. Patrycję Sodowską, ginekologa-położnika z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach, która na pytanie: „Czy przed / po transferze można farbować włosy? Czy jest to bezpiecznie?” odpowiedziała jasno:

„Nie ma przeciwwskazań”.

Jak wskazują eksperci, nie znaleziono żadnych dowodów na szkodliwe działanie składników znajdujących się w farbach do włosów na niezagnieżdżony jeszcze zarodek. Podobnie w czasie ciąży. Warto jednak pamiętać, że należy unikać amoniaku, stąd też z tego typu farb/kosmetyków lepiej zrezygnować (szczególnie w pierwszym trymestrze ciąży).

Zadaliśmy też inne, często nurtujące przyszłe mamy, pytanie: „Czy występują jakieś inne przeciwwskazani co do zabiegów kosmetycznych, które mogą nie być bezpieczne w trakcie / przed / po transferze?

Nie zaleca się wykonywania zabiegów z użyciem silnych środków chemicznych, z zastosowaniem ultradźwięków oraz zabiegów laserowych” – mówi dr Sodowska.

Sprawdź też:

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Grunt to wierzyć, że się uda! Maria: „Musiałam przejść tę drogę, by teraz unosić się radością z naszym małym skarbem”

Fot. archiwum prywatne Marii
Fot. archiwum prywatne Marii

Lata starań o upragnione dziecko, siedem poronień, setki badań – doświadczeniem, które ma za sobą Maria, spokojnie można obdzielić kilka osób. Pomimo trudów zawsze była w niej jednak nadzieja, że będzie najlepszą mamą na świecie! Wierzyła w to nie tylko ona, ale też jej bliscy i lekarka, która stanęła na ich drodze.

Starania o dziecko – droga, której nie znamy

Wszystko rozpoczęło się przed siedmioma laty, kiedy to Maria i Grzegorz rozpoczęli swoje starania. Okazało się to być jednak znacznie trudniejsze, niż mogłoby się początkowo wydawać. W całej mojej historii przeszłam siedem poronień. Pierwsze miało miejsce w 2010 roku. Kolejne były niemal co roku, zazwyczaj na wiosnę. Jednego roku zdarzyły się dwa: wiosną i jesienią – opowiada Maria, która starała się szukać pomocy u doświadczonych lekarzy.

Specjaliści nie umieli jej jednak pomóc, a tempo życia nie działało na korzyść przyszłej mamy: „Gdy okres się opóźniał zaraz robiłam testy ciążowe i badanie Beta HCG. Starałam się też o wolne w pracy, żeby móc przeleżeć najcięższy początek ciąży. Zawsze jednak trzeba było coś zakończyć, przekazać. Był stres i dużo jazdy samochodem” – opowiada o swojej ówczesnej pracy Maria, która zajmowała w tym czasie kierownicze stanowisko.

Pomimo dużego wysiłku wkładanego w starania, nikt nie mógł znaleźć przyczyny, dlaczego wciąż i wciąż dochodzi poronień. „Podczas ostatniej utraty ciąży usłyszałam w szpitalu, że nie umieją mi pomóc i nadaję się tylko do leczenia klinicznego.  Usłyszałam również, że jeśli nie mam wykonanych badań za 1500 złotych, to co ja tu w ogóle robię… Załamałam się wtedy” – mówi Marysia. Pomimo skrupulatnych obserwacji cyklu, testów owulacyjnych, leków, zabiegowi udrożniania jajowodów oraz wielu innych badań, co i rusz przychodziła kolejna strata.

Nowy początek

Z jednej strony było to dla Marii dobijające, z drugiej pojawiała się motywacja do dalszej walki. Kobieta starała się przypominać sobie, że przecież będzie najlepszą mamą na świecie – musi się udać! „W 2015 roku, po szóstym poronieniu, znalazłam namiary do lekarki, która przed kilkoma laty jako jedyna rozmawiała ze mną w szpitalu po ludzku. Z wielką radością i jeszcze większą nadzieją umówiłam się do niej na wizytę. Pani Kasia zawsze o wszystko wypytywała, z chęcią zapoznawała się z moją historią, skierowała mnie do szpitala, na wizytę u hematologa oraz na zabieg histeroskopii. Każda wizyta była bardzo konkretna i nie trwała, jak u wcześniejszych lekarzy, 5-10 minut. Najważniejsza – dla niej i dla mnie – była wiara, że będę miała swoje upragnione dzieciątko. Powiem szczerze, dobry lekarz to skarb!” – podkreśla Marysia.

Wiosną miał odbyć się zabieg histeroskopii, ale pojawiła się siódma ciąża. Niestety w dniu wyznaczonej wizyty kontrolnej Maria wylądowała w szpitalu. „Zabieg musiałyśmy przełożyć o trzy miesiące. Choć wiedziałam, że będzie ze mną w klinice mąż i wykonywać będzie go pani Kasia, bardzo się bałam” – zabieg okazał się być jednak niezwykle potrzebny. „Dowiedziałam się, że moja macica była w złym stanie. Cała w zrostach i pajęczynach zrostowych po wcześniejszych poronieniach” – dodaje Maria.

Histeroskopia miała być powtórzona kilka miesięcy później. W tym czasie nastąpiły duże zmiany w życiu zawodowym, pojawiło się więcej czasu na relaks i kontakt z bliskimi. Myśli o dziecku zeszły na dalszy plan, a celem na tamten moment stało się leczenie. Sprawy potoczyły się jednak inaczej: „13-ego  września, to był wtorek, powinnam była już mieć okres. Uznałam więc, że zrobię test. Chociaż pewnie i tak nic z tego nie będzie, a tu… dwie kreski! Wystraszyłam się i stwierdziłam, że chyba test był zepsuty. W środę wykonałam kolejny i u po 40-stu sekundach pojawiły się dwie wyraźne krechy! Uznałam jednak, że na badanie Bety HCG tym razem nie pójdę. Nie chciałam się stresować, a na piątek i tak miałam umówione spotkanie z lekarzem. Na wizycie była już tylko ogromna radość. Zarówno moja, jak i Pani Kasi. Obie popłakałyśmy się ze szczęścia!” – wciąż słychać w Marii ogrom pozytywnych emocji!

Karuzela przeżyć

Jednak w czasie przedłużających się starań emocji jest znacznie więcej, i to nie tylko tych pozytywnych. Silny stres wpływa też na związek: „Na całe szczęście nie pojawiło się u nas wzajemne obwinianie. Mąż także musiał wykonać badania, zależało mu tak samo bardzo, jak i mnie. W związku staraliśmy się wspierać. Grześ zawsze był ze mną na wszystkich zabiegach i badaniach” – opowiada Maria, ale dodaje przy tym, że chwile zmęczenia dały im w kość. Ciężko bywało też w relacjach z dalszą rodziną. „Mama, siostra, ciocie i kuzynki zawsze mnie wspierały i nie naciskały. Mama dużo się modliła, żeby nam się w końcu udało. Niestety zdarzały się też komentarze: „I co, znów straciłaś?” – to bolało. Łzy same cisnęły się wtedy do oczu i nie umiałam przestać płakać. Nie chciałam jednak, aby ktoś widział moją słabość, bezradność i ogrom bólu” – mówi Maria.

Automatycznie wręcz pojawia się wtedy pytanie, czy nie było myśli o poddaniu się i zrezygnowaniu ze starań. Co może wtedy podtrzymywać nadzieję? „We mnie podtrzymywały ją wiara, słowa przyjaciół i rodziny, że będę najlepszą mamą. Dużo dała mi też lekarka. Wiedziałam, że pani Kasia naprawdę chce mi pomóc” – podkreśla szczęśliwa dziś mama.

Antoś ma już  kilka miesięcy. Niby mały człowiek, a tak wiele zmienił: „Zauważyłam, że jestem teraz bardziej uczuciowa i silniej przeżywam emocje. Wiem i widzę jakie posiadamy szczęście. Jestem dumna jak mówię o sobie „mamusia”. Wierzę, że drogą przez którą musiałam przejść – upadki i dołki – były potrzebne po to, żeby teraz unosić się szczęściem i radością z naszym małym skarbem” – mówi Maria i dodaje, że dziś podjęłaby takie same kroki. Pomimo trudów i bólu wierzy, że warto walczyć do końca.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Trwa 4. edycja kampanii i konkursu „Położna na medal” – głosowanie na najlepszą położną trwa!

położna na medal

Trwa 4. edycja kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”. W ramach kampanii realizowany jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Z dniem 31 lipca zakończyło się przyjmowanie nominacji. Obecnie na zgłoszone kandydatki można oddawać głosy, dzięki którym zostanie wybrana „Położna na medal”. Do konkursu zgłoszone zostały 432 położne z całej Polski, z czego 16 z nich ma jeszcze potwierdzić swój udział w konkursie.  Głosowanie odbywa się na stronie kampanii www.poloznanamedal2017.pl i trwa do 31 grudnia.

Głosowanie trwa!

31 lipca minęły cztery miesiące od startu 4. edycji kampanii i konkursu Położna na medal. Dzień ten kończy etap nominowania kandydatek do plebiscytu. W tym okresie do konkursu zostały zgłoszone 432 położne z całej Polski. 16 nominowanych ma potwierdzić swój udział, ponieważ każda kandydatka bierze udział w plebiscycie dopiero po wyrażeniu zgody. Do 31 grudnia trwa oddawanie głosów na położne. Konkurs ma na celu wyłonienie trzech najlepszych położnych w kraju oraz wyróżnienie po jednej położnej w poszczególnych województwach.

Wyłonienie kandydatek to jeden z punktów kampanii „Położna na medal”. Położne, które zostają ambasadorkami kampanii dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Dzięki temu kobiety w okresie okołoporodowym mogą czerpać informacje związane z przygotowaniem się do porodu, ciążą oraz wychowaniem nowonarodzonego dziecka. Poznają swoje prawa, oraz rolę położnej w tak ważnym okresie ich życia. Dzięki takim działaniom kampania zatacza koło. Kobiety i ich rodziny, które miały kontakt z położną mogą podziękować jej za włożony trud i zaangażowanie zgłaszając je do konkursu „Położna na medal”

„Kampania wywołuje pozytywne dyskusje w środowisku położnych. Poprzez wyłonienie najlepszej położnej w kraju zwracamy uwagę na jej rolę, wkład i zaangażowanie w opiekę okołoporodową. Przybliżamy sylwetkę, obowiązki i charakter pracy położnej. Praca ta często jest niezauważana i mało doceniana, a kampania i konkurs Położna na medal skupiają się na istotnych dla matki i noworodka, aspektach pracy położnej mówi Iwona Barańska z Akademii Malucha Alantan, pomysłodawcy i organizatora kampanii „Położna na medal”.

Patronat honorowy na czwartą edycją objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Partnerami merytorycznymi zostali: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku, Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus. Pomysłodawcą i organizatorem kampanii jest Akademia Malucha Alantan, która od lat angażuje się w propagowanie bezpiecznego i zdrowego stylu życia wśród rodzin i podnoszenie świadomości związanej z opieką okołoporodową.

bez-tytulukk

 

Położna na Medal

Jest to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej

w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, czwartej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2017 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2017 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2017.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.