Przejdź do treści

4 mln zł rocznie na in vitro. To propozycja kandydatki na prezydenta Wrocławia

Urodziła dziecko swojemu synowi
fot. Facebook Kayla Jones

Dofinansowanie zabiegów in vitro w kwocie 4 mln zł rocznie – to jeden z punktów programu Alicji Chybickiej, kandydatki PO na prezydenta Wrocławia. W jej programie znajdą się też inne propozycje dla kobiet.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas konferencji prasowej kandydatka PO zapowiedziała zabezpieczenie w budżecie miasta 4 mln zł na dofinansowanie zabiegów in vitro dla wrocławskich par. Nie wyklucza jednak, że w przyszłości dotacja to może być wyższa – bez wyznaczania limitu procedur.

– Dzieci we Wrocławiu są potrzebne i oby ich było jak najwięcej – podkreślała Chybicka.

Oprócz dofinansowania in vitro – szczepienia na HPV i dyżury ginekologów

Wśród innych propozycji kandydatka PO wymieniła darmowe szczepienia dla dziewczynek, które zapobiegają rakowi szyjki macicy. Planuje też wprowadzenie oznaczeń dla placówek medycznych, w których lekarze nie powołują się na klauzulę sumienia, oraz finansowanie z miejskiej kasy dyżurów ginekologów, którzy przepiszą antykoncepcję awaryjną. Wszystko po to, by stolica Dolnego Śląska była miejscem przyjaznym dla kobiet.

Ponadto Alicja Chybicka zapowiedziała wsparcie dla organizacji działających na rzecz przeciwdziałania przemocy domowej oraz podwyżki dla kobiet pracujących w magistracie i miejskich spółkach. Chce też wdrożyć we Wrocławiu Europejską Kartę Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym i powołać pełnomocnika prezydenta ds. kobiet.

– Jestem absolutnie za równością kobiet i równym startem do różnych stanowisk – zaznaczyła podczas konferencji prasowej.

Alicja Chybicka mówi, że powstał już zarys programu, z którym wystartuje w wyborach samorządowych. Wciąż jednak zachęca do zgłaszania własnych propozycji.

Polecamy również: Dofinansowanie in vitro w Łodzi. Duży sukces miejskiego programu – 62 dzieci i 126 ciąż

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Łańcuch DNA pod lupą /Ilustracja do tekstu: Genetyk: Ograniczenia dostępu do badań prenatalnych to przemoc systemowa
Grafika: Pixabay.com

– Wprowadzone zostało prawo, które w imię światopoglądu pewnej grupy społeczeństwa blokuje innym dostęp do posiadania dzieci. W czym ci ludzie są gorsi od tych, którzy w sposób naturalny mają zablokowane naczynia w sercu i robią sobie stenty albo przeszczep? – zastanawiała się podczas rozmowy z TOK FM prof. Maria Małgorzata Sąsiadek, krajowa konsultantka ds. genetyki i kierowniczka Katedry i Zakładu Genetyki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas wywiadu, który 8 marca br. przeprowadził portal TOK FM, prof. Sąsiadek odniosła się do kwestii praw reprodukcyjnych w Polsce i dostępu do takich świadczeń medycznych, jak badania prenatalne, zabiegi in vitro i aborcja. Ekspertka ds. genetyki zauważyła, że ostatnie działania parlamentarzystów skupiają się nie na tworzeniu przepisów prawnych, a na regulacji sumienia.

To jest forma przemocy. Bo każdy z nas ma swój światopogląd. Każdy dokonuje wyborów i każdy ponosi ich konsekwencje – zaznaczyła w rozmowie z dziennikarką TOK FM.

Badania prenatalne to badania pro-life

Specjalistka podejrzewa, że niechęć polskich polityków do upowszechnienia dostępu do badań prenatalnych i aborcji wynika ze strachu przed utratą wsparcia Kościoła.Według niej jednak badania prenatalne to badania pro-life.

– Ludzie, którzy zdecydują się przyjść do lekarza genetyka, z reguły bardzo świadomie podchodzą do problemu albo tej świadomości nabierają w trakcie badań, spotkań i rozmów. Wtedy para podejmuje decyzję świadomie, a nie na podstawie obezwładniającego lęku – wyjaśniła prof. Sąsiadek w rozmowie z TOK FM.

W rozmowie z TOK FM ekspertka odniosła się też do przykładu Francji, na który powołuje się obecnie wielu prawicowych polityków. W kraju tym – zgodnie z zarzutami– z uwagi na powszechność aborcji i badań prenatalnych niemal wcale nie rodzą się już dzieci z zespołem Downa. Prof. Sąsiadek uważa jednak, że polskim obywatelom w kwestii prokreacji daleko jest do konsumpcjonistycznego nastawienia. Tym, co nam realnie zagraża, jest natomiast brak systemowego wsparcia rodzin z niepełnosprawnością.

– My sobie nawet nie zdajemy sprawy, jak dużo kłód spada pod nogi rodzinie, w której pojawia się niepełnosprawne dziecko. Naszym obowiązkiem jest ich wesprzeć. Żeby to zrobić, trzeba wykazać się empatią i solidarnością. Z budżetu państwa wysupłać pieniądze, żeby zapewnić godną opiekę nad takimi  rodzinami. To jest jedyna uczciwa droga do rozwiązania problemu. I dopiero wtedy możemy rozmawiać i przekonywać, żeby ktoś nie przerywał niechcianej ciąży. Ale jak my ich zostawiamy samym sobie, to jakie mamy moralne prawo oceniać ich decyzję? – pyta retorycznie prof. Sąsiadek.

Polskiej genetyce brakuje lekarzy i środków

Konsultantka zwróciła również uwagę na kwestie, które wynikają z niedofinansowania polskiej genetyki.

– Polscy pacjenci nie mają dostępu do badań całogenomowych, które w krajach rozwiniętych są podstawowymi badaniami diagnostycznymi. Średni czas oczekiwania na wizytę w poradni genetycznej to dwa lata. Można w tym czasie zaliczyć dwie ciąże – zauważa w rozmowie z TOK FM.

Problemem, który z tym się wiąże, jest także zbyt mała liczba lekarzy genetyków. Obecnie mamy ich zaledwie 110 na cały kraj.

– Będzie jeszcze gorzej, bo mamy mały nabór na specjalizację. A jedna czwarta tych genetyków to są ludzie po 55. roku życia, więc niedługo przejdą na emeryturę – przestrzega ekspertka.

Pacjenci gorszego sortu

W dalszej części rozmowy prof. Sąsiadek zauważyła, że inną rządową decyzją o charakterze przemocowym była likwidacja rządowego dofinansowania in vitro.

– Wprowadzone zostało prawo, które w imię światopoglądu pewnej grupy społeczeństwa blokuje innej dostęp do posiadania dzieci. Proszę mi wierzyć, że większość moich pacjentów, którzy przychodzą rozmawiać o zapłodnieniu in vitro, to katolicy. I większość z tych ludzi wcale nie ma wyrzutów sumienia (…). Ci ludzie przychodzą (…) pozytywnie zdeterminowani. Słusznie się zastanawiają nad tym, że skoro są chorzy i w naturalny sposób nie mogą mieć dzieci, to w czymże są gorsi od tych ludzi, którzy w sposób naturalny mają zablokowane naczynia w sercu i robią sobie stenty? Albo robią sobie przeszczep? – mówi ekspertka.

Jak zaznaczyła, dotąd nie udało jej się uzyskać logicznych wyjaśnień takiego rozróżnienia.

Źródło: tok.fm

POLECAMY TEŻ: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ekspert o zmianach w opiece okołoporodowej: Brakuje badań na zakrzepicę. Ryzyko depresji wydaje się małe

Na zdjęciu: dr Pałasiński przy komputerze / Ilustracja do tekstu: Ekspert o standardach opieki okołoporodowej
Fot.: INVICTA

Diagnozowanie i leczenie depresji w ciąży i po porodzie, nacisk na karmienie piersią, likwidacja obowiązkowej hospitalizacji po 41. tygodniu ciąży – to wybrane założenia nowych standardów opieki okołoporodowej, które jeszcze w tym tygodniu zostaną przedstawione przez Ministerstwo Zdrowia. O tym, czy planowane zmiany są potrzebne oraz jak mogą wpłynąć na samopoczucie kobiet i pracę lekarzy, mówi dr Janusz Pałaszewski, ginekolog-położnik z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA w Warszawie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nowe standardy zakładają likwidację obowiązkowej hospitalizacji po 41. tygodniu ciąży. Czy taka zmiana ma sens?

Dr Janusz Pałaszewski: To bardzo mądre posunięcie, bardzo często ciąża trwa bowiem dłużej niż „przepisowe” 40 tygodni. Owulacja może nastąpić później, niż się zakłada – dzieje się tak, gdy kobieta ma dłuższe cykle. Z tego powodu niezwykle rzadko zdarza się, ze pacjentki rodzą dzieci w terminie wyliczonym przez lekarza. Zmuszanie kobiet w późnej ciąży, by „z zasady” leżały w szpitalu, jest kompletnie niepotrzebne. Nie mówiąc już o tym, że może też potencjalnie wpływać na zwiększenie liczby wywoływanych farmakologicznie porodów i cesarskich cięć.

Nowe standardy opieki okołoporodowej poświęcają dużo miejsca ryzyku wystąpienia depresji w ciąży i po porodzie. Każdy lekarz miałby trzykrotnie badać samopoczucie kobiety za pomocą tzw. skali depresji Becka. Czy takie badania będą możliwe do wykonania w polskich standardach?

Problem polega na tym, że przez 25 lat swojej pracy zawodowej nie spotkałem się z przypadkiem, żeby kobieta wskazywała na problem psychiczny w związku z ciążą. Jest to na tyle marginalne zjawisko, że nie jestem przekonany, czy trzykrotne wykonanie testu u każdej pacjentki jest rzeczywiście sensowne. Nie wiem też, jak cały proces miałby wyglądać od strony organizacyjnej. Czy przeprowadzalibyśmy test na wizycie? I kto miałby go sprawdzać? Z całym szacunkiem do lekarzy, przecież nie wszyscy mamy odpowiednie kompetencje, aby interpretować wypowiedzi pacjentów pod kątem ich samopoczucia emocjonalnego i ewentualnych zaburzeń. Wątpię, aby ten pomysł się przyjął, choć sama idea jest jak najbardziej słuszna.

PRZECZYTAJ TAKŻE: „Nadal potrzebuję silnych leków”. Justyna Kowalczyk boi się nawrotu depresji

Eksperci kładą duży nacisk na promowanie karmienia piersią i na doradztwo laktacyjne. Czy to dobry pomysł?

To bardzo dobry pomysł. Ten temat jest ostatnio często podejmowany. Należy promować karmienie piersią, bo może przynieść wiele korzyści zdrowotnych dziecku i wspierać budowanie jego więzi z matką. Jednocześnie należy szanować decyzję kobiety, jeśli nie chce karmić naturalnie. Warto też pamiętać, że karmienie piersią nie zawsze jest możliwe lub wskazane. Osobiście popieram pomysł usunięcia wszelkich zbędnych gadżetów reklamowych z oddziałów położniczych.

Kolejną kwestią dotyczącą nowych standardów opieki okołoporodowej jest łagodzenie bólu w trakcie porodu. Mówi się o różnych metodach: począwszy od masażu, przez gaz rozweselający, aż po znieczulenie zewnątrzoponowe. Czy to dobry kierunek?

Jak najbardziej. Jestem zwolennikiem uśmierzania bólu. Tym bardziej, że mamy do dyspozycji środki i – jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych – możemy z powodzeniem z nich korzystać. Problem w tym, że często nie są one ogólnodostępne. Myślę, że warto o tym mówić i zwiększać świadomość kobiet, że poród nie musi wiązać się z ogromnym bólem.

Czego – w Pana opinii – brakuje jeszcze w obecnych standardach opieki okołoporodowej? Czy wprowadziłby Pan do tego dokumentu inne zmiany?

Z mojego doświadczenia wynika, że należałoby zmodyfikować zakres badań proponowanych ciężarnym. Mówię tu m.in. o zmniejszeniu liczby oznaczeń morfologii na rzecz badań genetycznych pozwalających wykryć ryzyko zachorowania na zakrzepicę. W ciąży i połogu ryzyko tej choroby wzrasta nawet kilkakrotnie. Ryzyko depresji w ciąży – z perspektywy moich doświadczeń zawodowych – wydaje się niezwykle małe, a z zakrzepicą spotkałem się wielokrotnie i wiem, że może być bardzo niebezpieczna.

POLECAMY TEŻ: Szykują się zmiany w standardach opieki okołoporodowej. Resort opracował nowe rozwiązania

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Koszyk truskawek dla radnych PiS. Za skandaliczne słowa i blokowanie projektu o in vitro w Krakowie

Krakowski Ratusz z lotu ptaka /Ilustracja do tekstu" Koszyk truskawek dla PiS za blokowanie projektu o in vitro

Działacze Nowoczesnej złożyli w urzędzie miasta apel o podjęcie prac nad obywatelskim projektem o dofinansowaniu in vitro w Krakowie. Dołączyli do niego koszyk truskawek – to „prezent” dla niechętnych uchwale radnych PiS. Nawiązuje on do haniebnych słów jednego z radnych tej partii, który przyrównał dzieci poczęte dzięki in vitro do truskawek bez smaku.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ubiegłym tygodniu Komisja Główna Rady Miasta – zaledwie jednym przeważającym głosem – przyjęła wniosek radnych PiS o zdjęcie projektu dofinansowania in vitro z przedświątecznych obrad rady miasta. Jako powód podano potrzebę ponownej weryfikacji wszystkich 5000 podpisów złożonych przez mieszkańców. Mimo że te zostały już sprawdzone przez urzędników, za przyjęciem wniosku głosowali wszyscy radni PiS.

PRZECZYTAJ TEŻ: Absurdy dotyczące in vitro 2017 roku

Radni PiS nie chcą in vitro

Chociaż przyjęty przez Komisję wniosek dotyczył kwestii formalnych, radni PiS nie kryją braku aprobaty dla projektu dofinansowania in vitro w Krakowie. Widać to było wyraźnie na kolejnym głosowaniu, które odbyło się w środę, tuż przed planowaną sesją. I tym razem zabrakło jednego głosu.

– Apeluje do radnych PiS o opanowanie się. Jeśli nie wprowadzimy tego projektu, to będzie znaczyło, że nie tylko chcecie decydować za mieszkańców, co jest dla nich dobre, ale także o tym, o czym mieszkańcy mogą dyskutować – podkreślił radny PO Wojciech Krzystonek.

– Jeśli PiS dalej będzie blokował wprowadzenie projektu pod obrady, będziemy chcieli zwołać nadzwyczajną sesję w sprawie finansowania in vitro z budżetu miasta – mówił przewodniczący klubu radnych PO Andrzej Hawranek.

Warto dodać, że – zgodnie ze statutem – rada ma obowiązek zajęcia się projektem w ciągu 3 miesięcy od jego złożenia. Termin ten mija 1 maja. Mieszkańcy Krakowa i aktywiści zaznaczają jednak, że każdy tydzień zwłoki znacznie blokuje działania par, które zmagają się z niepłodnością.

Źródło: gazetakrakowska.pl, krakow.gazeta.pl, news.krakow.pl

POLECAMY TAKŻE: Mieszkańcy zebrali brakujące podpisy pod inicjatywą „In vitro dla krakowian”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Jedzenie na wynos przyczyną niepłodności? Naukowcy biją na alarm

jedzenie na wynos przyczyną niepłodności
fot. Pixabay

Zdrowa dieta to podstawa przy staraniach o dziecko. Czy jedzenie na wynos może być przyczyną niepłodności? Odpowiedź na to pytanie znają już naukowcy z Waszyngtonu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Każdy wie, że częste stołowanie się w restauracjach serwujących fast foody źle kończy się dla naszego zdrowia. Na domiar złego naukowcy z George Washington University znaleźli właśnie związek pomiędzy używaniem opakowań na wynos a podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka i niepłodności.

Zobacz także: Używasz kosmetyków z drogerii? Uważaj, to może szkodzić płodności!

Wszystkiemu winne chemikalia

Mają za zadanie jak najdłużej zachować temperaturę i świeżość dania. Okazuje się jednak, że foliowe i plastikowe pudełka używane do pakowania żywności na wynos, produkowane są z ftalanów.

Jest to jeden z głównych składników podłóg z PCV, lakierów, farb ftalowych, klejów, ale również mydeł i szamponów. Powoduje alergię, dziecięcą astmę i jak udowodniono, może prowadzić do niepłodności.

Jak uważają naukowcy, zawarte w plastikowych opakowaniach plastyfikatory mogą przyczynić się do zaburzeń gospodarki hormonalnej organizmu, co często prowadzi do trudności z zajściem w ciążę.

Zobacz także: Rzeczy codziennego użytku, które zaburzają płodność

Jedzenie na wynos przyczyną niepłodności

Badacze z Washington University są również zdania, że substancje te zwiększają ryzyko zachorowania na raka piersi. Tezę udało się udowodnić na podstawie badań przeprowadzonych w latach 2005 – 2014 na 10 tys. grupie ochotników.

W moczu osób, które dzień przed badaniem jadły fast foody z plastikowych opakowań, wykryto o 35 proc. wyższy poziom ftalanów niż u ludzi, którzy zjedli posiłek w domu. U młodzieży wskaźnik ten wynosił czasem nawet 55 proc. więcej.

– To badanie pokazuje, że jedzenie przygotowywane w domu zawiera mniej szkodliwych ftalanów. Są to substancje łączone z niepłodnością, komplikacjami w ciąży i innymi problemami zdrowotnymi – wyjaśniła dr Ami Zota z George Washinton University.

– Przyszłe analizy powinny skupić się na zbadaniu najskuteczniejszych sposobów na wyeliminowanie ftalanów z pożywienia – dodała autorka badań dr Julia Varshavsky.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Wprost, Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.