Przejdź do treści

3 mity o naprotechnologii

fotolia-75100419-s.jpg

W ostatnim czasie bardzo dużo mówi się o naprotechnologii. Opinie są różne, ale nie zawierają żadnych konkretów. My rozwiewamy wątpliwości.

1. Naprotechnologia to tylko wyklejanie kalendarzyka

MIT! Samoobserwacja cyklu miesiączkowego jest tylko jednym z elementów, który wspomaga leczenie. Polega na dokładnych obserwacjach jednego z biomarkerów płodności tj. śluzu szyjkowego w cyklu miesiączkowym i codziennym odnotowywaniu za pomocą Modelu Creighton. Wnioski z tej obserwacji pomagają zrozumieć przyczyny zaburzenia płodności, a w konsekwencji dobrać zindywidualizowaną formę terapii leczenia niepłodności. Naprotechnologia to medycyna korzystająca z wszystkich działów, m.in. endokrynologia, alergologia czy gastrologia. Obejmuje także leczenie farmakologiczne i chirurgiczne.

2. Naprotechnologia tylko dla małżeństw

MIT! Owszem, osoby zajmujące się naprotechnologią kładą nacisk, aby pary zgłaszające się na leczenie były w sformalizowanych związkach. Nie jest to jednak warunkiem koniecznym. Istotą jest dobro przyszłego dziecka – jego prawne zabezpieczenie.

3. Naprtechnologia jest tania
MIT! Niestety nie jest tania. Żadna z dostępnych dzisiaj metod leczenia niepłodności nie jest tania. Przykładowo godzinna wizyta w białostockiej klinice naprotechnologicznej kosztuje 160 zł, w Warszawie blisko dwa razy więcej. Do tego trzeba doliczyć diagnostykę – koszty wizyty u alergologa, dietetyka czy laparoskopie i sumka robi się okrągła.
 
Więcej o naprotechnologii możesz przeczytać w naszym magazynie Chcemy Być Rodzicami (do kupienia tutaj…)
Jako pierwsi w Polsce piszemy o naprotechnologii jako jednym ze sposobów walki z niepłodnością. Nasze artykuły konsultujemy ze specjalistami, dbając o ich najwyższy merytorycznie poziom.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Poronienie – czy jest jakiś „złoty środek”? Psychoterapeutka: „Nie ma jednego, słusznego przeżywania straty”

jak poradzić sobie z poronieniem

Poronienie często wiąże się z  utratą marzeń. Jest zderzeniem z losem, który wydaje się nie mieć sensu. Może jest w takim razie jakiś „złoty środek” na poradzenie sobie z tą stratą? Czy każdy powinien w takiej chwili przeżyć żałobę? Co może być pomocne? Na te i inne pytanie odpowiedziała nam psychoterapeutka Katarzyna Mirecka: „Poronienie jest przerwaniem, zatrzymaniem, jest koniecznością zaadaptowania się do zmian” – mówi.

Czy po doświadczeniu poronienia zawsze trzeba przeżyć żałobę?

Katarzyna Mirecka: Wiele zależy od tego, jak rozumiemy ciążę i jej stratę. Jeśli po poronieniu niemal natychmiast pojawia się myśl, że przecież „nic się nie stało i nie warto tracić czasu, tylko od razu zacząć starać się o kolejne dziecko”, to rzeczywiście może być sygnał zaprzeczenia. Oznacza to, że emocje są silne, najpewniej trudne i nieprzyjemne, a działanie ma pomóc w ich NIEprzeżywaniu. Podobnie zbyt długie, wieloletnie przeżywanie straty, czy też rozumienie poronienia jako początku lub potwierdzenia wielu innych nieszczęść życiowych może sugerować, że w gruncie rzeczy utrata ciąży przykrywa inne trudności emocjonalne.

Poronienie jest stratą. Jest przerwaniem, zatrzymaniem, jest koniecznością zaadaptowania się do zmian i poradzenia sobie ze stresem.

Czy jest zatem „klucz” postępowania w przypadku straty ciąży?

Nie ma jednego, słusznego i zdrowego przeżywania straty. Wiele zależy od tego, jak rozumie się ową „stratę” , na jakim etapie ciąży nastąpiła i czy była to ciąża chciana i planowana. Bo przecież może być tak, że ciąża pojawia się przypadkiem, w nieodpowiednim momencie i niegotowym na nią osobom. Oni – co całkiem zrozumiałe – poczują ulgę.

Wiele innych osób uzna utratę wczesnej ciąży za działanie natury. Znajdą pocieszenie w fakcie, że nie zostali rodzicami ciężko chorego dziecka, że nie zdążyli się do niego przywiązać. Ale są też kobiety, które żałują, że ich ciąża skończyła się tak szybko – nie doświadczyły ruchów, nie zdążyły poznać dziecka.

Rozumiem, że chociaż wszystkie te osoby dotyka jedno doświadczenie, to wywołuje ono różne reakcje?

Ciąża zawsze uruchamia w umysłach przyszłych rodziców jakieś fantazje, zaczyna dziać się jakaś historia, pojawiają się wyobrażania, oczekiwania. Co ważne, dotyczy to obydwojga rodziców. Poronienie jest więc przerwaniem dziejącym się na dwóch płaszczyznach – cielesnej i psychicznej. Te wyobrażenia mogą sięgać bardzo głęboko i dotyczyć bardzo ważnych sfer życia niedoszłego rodzica.

Dlatego też niektóre osoby potrzebują wielu miesięcy, czasami lat, żeby ostatecznie pogodzić się ze stratą ciąży, rozumiejąc ją jako stratę globalną, koniec pewnego etapu życia. Inni potrzebują zatrzymać się na chwilę, zwolnić, odpocząć i wracają do poprzedniej aktywności.

Co zatem może pomóc w poradzeniu sobie z utratą ciąży. Czy są to indywidualne czynniki osobowościowe, wcześniejsze doświadczenia, czy też wsparcie innych?

Każdy z tych czynników może pomagać lub szkodzić. Jeśli nie mamy dobrego doświadczenia w relacjach z bliskimi, trudno szukać u nich pomocy w sytuacji kryzysowej. Samotność może z kolei kryzys pogłębiać.

Poronienie często wywołuje też poczucie wstydu, nieadekwatności, słabości. Może budzić fantazje, że się zawiodło, że nie można polegać na własnym ciele. Trudno o tym komukolwiek powiedzieć, nawet jeśli są wokół nas osoby gotowe słuchać. Co więcej, często nie chcemy też obarczać bliskich swoim nieszczęściem.

A czy poronienie zawsze odbija się na dalszych staraniach i czy ma wpływ np. na inne dzieci w rodzinie?

Może, ale nie musi. Utracona ciąża jest częścią historii rodzinnej. Doświadczeniem przeżytym czasem tylko przez rodziców, ale czasami również przez inne dzieci. I nie ma większego znaczenia, czy dziecko miało w momencie poronienia rok, czy pięć lat. Niezależnie od wieku było ono świadkiem rozpaczy rodziców, widziało i odczuwało ich smutek. Przez jakiś czas musiało też radzić sobie z ograniczoną ich obecnością – fizyczną i emocjonalną. Dobrze jest wtedy myśleć o rodzinie całościowo, bowiem utrzymywanie tajemnic rzadko kiedy dobrze się kończy.

jak poradzić sobie z poronieniem

Co jeszcze warto przeczytać?

Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Cicho sza wokół poronienia – czy naprawdę warto milczeć?

Dlaczego to nie jest „tylko poronienie”?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Ważna rola kliniki i lekarza w emocjonalnym i praktycznym wsparciu pary

rola specjalistów

Niepłodność jest to choroba, która wpływa na każdy aspekt życia niepłodnej pary. Kłopoty z poczęciem dziecka przekładają się na relacje w związku, w życiu towarzyskim, w pracy zawodowej, w środowisku rodzinnym. Problem ten często jest bagatelizowany przez otoczenie osób niepłodnych, brak wsparcia powoduje wycofywanie się z kontaktów, izolację społeczną, co z kolei paradoksalnie  jeszcze bardziej potęguję mechanizm ucieczki i ukrywania się ze swoimi problemami.

Trudne emocje i uczucia podczas starań o dziecko

Osoby z problemem niepłodności muszą zmierzyć się z wieloma emocjami, negatywnymi uczuciami, które pojawiają się podczas kolejnych prób walki o dziecko. Wstyd, złość, smutek, poczucie beznadziei, rozgoryczenie, lęk to tylko niektóre z emocji które są codziennością pary starającej się bezskutecznie o dziecko.

Jak wspierać się i radzić sobie podczas starań o dziecko

Pierwszym elementem jest akceptacja, a więc przyznanie się przez pacjenta, że mam problem z poczęciem dziecka, „jestem w  grupie, która nie może zajść w ciążę”. Pojawia się stres, negatywne przekonania na temat własnej osoby, obniżenie poczucia własnej wartości. Konieczne jest  zaakceptowanie problemu i podjęcie działania. Doświadczenia pokazują, że wsparcie otoczenia i poczucie akceptacji jest bardzo ważne w procesie leczenia. Rozpoczyna się tu etap diagnostyki, wielu badań, które wymagają czasu i zaangażowania.  Akceptacja diagnozy i zaproponowanego przez lekarza sposobu leczenia jest bardzo ważna, dobrze wyedukowany pacjent, który posiada informacje o przebiegu leczenia, ma poczucie kontroli tego co i dlaczego się dzieje, łatwiej akceptuje poszczególne etapy, odczuwa mniejszy lęk,  niepokój i napięcie. Ważne jest tu podejście lekarza, który pozostawia pacjentom przestrzeń na zadanie pytań, wyjaśnienie  wszystkich wątpliwości, nie ma złych pytań, wszystkie są dobre jeśli otrzymanie na nie odpowiedzi pozytywnie wpłynie na pacjenta.

Zabieg zapłodnienia pozaustrojowego jest odczuwany przez pacjentów jako trudny emocjonalnie i fizycznie. Intensywne badania, wizyty lekarskie, przyjmowane leki, oczekiwanie na wynik stymulacji, punkcja, embriotransfer i wreszcie uznawany przez pacjentów za najtrudniejszy moment – oczekiwanie na wynik. Poziom stresu jest bardzo wysoki, badania pokazują, że niewielki wpływ na wynik leczenia dodatkowo potęguje przeżywany stres,  wywołuje również  lęk i często w konsekwencji dochodzi  do pojawienia się objawów depresji.

Konsultacje z psychologiem – zmiana myślenia prowadzi do poprawy nastroju

Do leczenia trzeba być przygotowanym od strony psychicznej, bardzo ważne jest tu pozytywne myślenie. A.T.Beck twórca modelu terapii poznawczej wskazuje, że zniekształcone lub nieprzystosowawcze myślenie, wpływa na nastrój i zachowanie pacjenta. Realistyczna ocena i zmiana myślenia prowadzi do poprawy nastroju i  modyfikacji zachowania, co ma bezpośrednie przełożenie na zwiększenie szans na powodzenie w procesie leczenia. Chodzi o to, aby znając swoje szanse, realnie oceniać sytuację, koncentrować się na pozytywach. Para musi też zawsze być przygotowana emocjonalnie na niepowodzenie i posiadać „plan awaryjny” na taką sytuację.

Aleksandra Gozek – Piekarska

Psycholog

Certyfikowany psychoterapeuta  polskiego towarzystwa psychoterapii poznawczo – behawioralnej. Specjalizująca się w psychologii prokreacyjnej

Klinika Gameta

Klinika Gameta ma ponad 20 lat doświadczenia w diagnozowaniu i leczeniu niepłodności. Profesor Jerzy Radwan, twórca Gamety, jest współautorem pierwszego zabiegu invitro w Polsce.

Czy będziemy świadkami przełomu w diagnozowaniu in vitro? Polscy naukowcy stworzyli przenośne laboratorium diagnostyczne

genomtec

Szybkie i trafne diagnozowanie może nierzadko uratować komuś życie! Ale nie tylko. Możemy także liczyć na przełom w diagnostyce in vitro. Naukowcy z Polski opracowali przenośne laboratorium oparte na biologii molekularnej – Genomtec ID, które zmieści się w kieszeni. Jak to działa?

– Obecnie, aby przeprowadzić badanie z wykorzystaniem metod biologii molekularnej, konieczne jest posiadanie wyspecjalizowanego laboratorium i sprzętu. Termocyklery, które służą do diagnostyki in vitro, w tej chwili kosztują setki tysięcy złotych, do tego trzeba doliczyć odczynniki niezbędne do przeprowadzenia badania oraz dodatkowo zużywane materiały – opowiada agencji informacyjnej Newseria Innowacje Miron Tokarski z Zakładu Technik Molekularnych, współzałożyciel Genomtec.

Urządzenie doskonale sprawdzi się także w przypadku błyskawicznie rozwijających się chorób zakaźnych, jak chociażby sepsa, kiedy liczy się każda godzina a czasem minuty. Dzięki zastosowaniu Genomtec ID będzie można rozpoznać rodzaj bakterii i wirusów, a dzięki temu właściwie dobrać antybiotyk lub inne lekarstwo.

– Genomtec ID wykorzystuje unikalną technologię amplifikacji kwasów nukleinowych, która pozwala na określenie obecności DNA patogenów w dowolnej próbce materiału biologicznego z dokładnością nawet do jednej kopii, co umożliwia lekarzom postawienie dokładniejszych i szybszych diagnoz – mówi Miron Tokarski. – Genomtec ID opiera się na autorskiej metodzie, która pozwala na przeprowadzenie całego procesu od nałożenia próbki do uzyskania wyniku na karcie reakcji, zamkniętej wewnątrz urządzenia. To rozwiązanie unikatowe na skalę zarówno polską, jak i światową, w tej chwili przebiega proces zgłoszenia patentowego, na którego rezultaty czekamy – dodaje.

Warto zwrócić także uwagę na koszt urządzenia. Twórcy szacują, że przenośne laboratorium diagnostyczne będzie można je nabyć już za około 1600 zł, a koszt jednego badania to około 50 zł. Dodatkowo, jak przekonują, możemy liczyć na niemal stuprocentową skuteczność w wykrywaniu każdego wcześniej zdefiniowanego wirusa.

 

przenośne laboratorium diagnostyczne

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

co jeść przed i po transferze

Transfer zarodków jest jednym z ostatnich elementów leczenia in vitro. Najczęściej odbywa się 3 dni po pobraniu komórek jajowych. Wokół tego szczególnego etapu pojawia się wiele pytań, które mają na celu zwiększenie skuteczności terapii. W końcu jeśli można lepiej o siebie zadbać, dlaczego tego nie zrobić? Jednym z komponentów wsparcia leczenia jest żywienie.

Zadaliśmy pytanie specjalistce:

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

„Należy ograniczyć kofeinę, laktozę, gluten, ostre przyprawy, cukry proste. Zaleca się spożywanie dużej ilości płynów (ok. 2 litry dziennie) oraz wysokobiałkową, dobrze zbilansowaną dietę” – odpowiedziała nam dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Żywienie – warto o nie dbać

Przede wszystkim należy podkreślić, że zbilansowana dieta ważna jest nie tylko w czasie około transferowym, ale podczas całego okresu starań o ciążę. Nawiązując do wypowiedzi ekspertki postanowiliśmy przybliżyć konkretne zagadnienia:

Dieta bez glutenu

Brak tolerancji glutenu, czyli białka znajdującego się np. w pszenicy, jest cechą charakterystyczną choroby zwanej celiakią. Jest to choroba immunologiczna, która może wiązać się także z innymi objawami, związanymi m.in. z układem rozrodczym. „Związek pomiędzy płodnością i celiakią nadal zastanawia lekarzy, tak samo jak unikanie glutenu w staraniach. Stephanie M. Moleski z Thomas Jefferson University Hospitals w Filadelfii odkryła jednak, że chore na celiakię częściej borykają się z niepłodnością, komplikacjami w ciąży i rodzą mniej dzieci niż kobiety zdrowe. Schorzenie zwiększa też ryzyko poronień, przedwczesnego porodu i wymusza cesarskie cięcie. Portal Furtherfood.com pisze jeszcze o innych, równie niepokojących wynikach badań. Te wskazują, że nadwrażliwość na gluten wiąże się z brakiem miesiączki, endometriozą czy niską wagą noworodków” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Kofeina

Badania wskazują, że zbyt duże spożycie kofeiny utrudnia nie tylko zajście w ciążę, ale i jej utrzymanie. Co więcej, okazuje się, że nie jest to tylko kwestia spożyci kofeiny przez przyszłą mamę, ale też jej partnera.

W jednym z badań analizie poddano 344 pary, które były w ciąży. „Wnioski były zatrważające – 98 zakończyło się przerwaniem, a to połączono z sięganiem po kofeinę przynajmniej trzy razy dziennie. Ryzyko utraty płodu rosło aż do ponad 70 proc.” – pisaliśmy >>KLIK<<. Jeśli zaś chodzi o zmniejszenie prawdopodobieństwa zajścia w ciążę, inny eksperci wskazują, iż kofeina: „obniża aktywność mięśni w jajowodach, których zadaniem jest przemieszczenie jajeczek z jajników do macicy„. Stąd też pojawiają się wnioski mówiące o dłuższym czasie, jakiego kobiety spożywające duże ilości kofeiny, potrzebują na zajście w ciążę. Pamiętajmy przy tym, że kofeina to nie tylko kawa, ale też herbata, kakao, cola.

Dietetyczne wskazówki

Wspomniana już wyżej dieta wysokobiałkowa (istotne jest spożywanie co najmniej 60-70 g białka dziennie) pomoże organizmowi produkować zdrowsze komórki jajowe, ale wpłynie także na większą ich ilość. Skąd czerpać białko? Chude mięso i ryby, fasola, soczewica, tofu, jajka.

Warto też pamiętać o żywności, która bogata jest w wapń. Znajdziemy go m.in. w jogurtach, migdałach, serach, czy warzywach takich jak rzepa, czy szpinak.

Podstawą jest również odpowiednie nawodnienie: „Zaleca się picie 2 litrów płynów dziennie, co pozwoli utrzymać odpowiednie nawodnienie organizmu, dzięki czemu szanse na udany zabieg wzrosną” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Zobacz też:

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.