Przejdź do treści

3 kroki do kliniki czyli, jak przygotować się do pierwszej wizyty

gine.jpg

Pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności jest przełomowa. Podpowiadamy, jak się do niej przygotować.

1. Razem raźniej
Pierwszą wizytę w klinice leczenia niepłodności najlepiej odbyć razem. – To bardzo ważne, aby zrobić wspólnie ten pierwszy krok i poczuć, że odpowiedzialność za sukces leczenia spoczywa na obojgu partnerach – tłumacz dr Jakub Wyroba, ginekolog-położnik z Centrum Medycznego Macierzyństwo.

Pierwsze odwiedziny w klinice często są jednym z najważniejszych etapów całego procesu leczenia. Warto być razem, nie tylko dla wspólnego świętowania sukcesu, ale również dla wsparcia.
2. Przygotujcie się
Podczas pierwszej wizyty u specjalisty będziecie musieli odpowiedzieć na wiele pytań. Zastanówcie się wcześniej nad odpowiedziami na nie, porozmawiajcie i najważniejsze rzeczy zanotujcie na kartce. – Trzeba się nastawić na pogłębiony wywiad, w trakcie którego lekarz będzie chciał poznać nasz tryb życia, wykonywany zawód, nawyki żywieniowe – innymi słowy czynniki zewnętrzne, które mogą mieć znaczący wpływ na ewentualną niepłodność – podkreśla dr Wyroba.

O co może pytać lekarz:
– przebieg 2-3 ostatnich cykli – kiedy były miesiączki, jak przebiegały itp.;
– przybliżona data pierwszej miesiączki;
– czas, od kiedy staramy się o dziecko;
– regularność współżycia;
– zebrana dokumentacja medyczna – nie tylko ginekologiczna – historie przebytych chorób, zabiegów, operacji, wyniki badań, USG.
3. Termin
 
Datę wizyty ustalcie, wtedy kiedy Wam pasuje, inne czynniki nie mają większego znaczenia. – Warto pamiętać, że pierwsza wizyta może mieć miejsce w dowolnym dniu cyklu kobiety, w przeciwieństwie do kolejnych, które mogą już podlegać większym rygorom – zaznacza specjalista z Centrum Medycznego Macierzyństwo.
 
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jak mogę ci pomóc? Jak możesz mi pomóc?

The Leading Source For Manufacturing And Product Innovation News

Z Sylwią Włodarską, współtwórczynią fundacji RoRo, rozmawiała Katarzyna Płaza-Piekarzewska.

Sylwio, prowadzisz warsztaty na temat empatii. Chciałam porozmawiać o niej w kontekście par od dawna starających się o dziecko. Czym w ogóle jest empatia?

To w najprostszym ujęciu umiejętność zrozumienia innych ludzi oraz zdolność widzenia uczuć i emocji. Jak pisze Marshall B. Rosenberg:

„To umiejętność postawienia się w sytuacji drugiego człowieka i skierowanie uwagi wyłącznie na jego uczucia i potrzeby, bez mieszania ich z własnymi. Jest próbą zobaczenia świata oczami drugiego człowieka – bez oceniania czy podawania gotowych rozwiązań”.

W Porozumieniu bez Przemocy podstawą jest empatia dla siebie. Kiedy w czasie warsztatów pytam o to, czym jest empatia dla siebie, często widzę zdziwienie albo słyszę stwierdzenia, że nie ma czegoś takiego. Kiedy jednak rozmawiamy o tym dłużej, dochodzimy do wniosku, że trudno o empatię dla innego człowieka bez naładowania baterii empatii dla samego siebie.

Para stara się o dziecko. Przychodzi czas, w którym można zrobić test ciążowy. Dreszczyk emocji, może pokażą się dwie kreski, a tu jedna i nie chce być inaczej. Pojawia się frustracja i złość. Co może zrobić partner/partnerka? Jak zachować się w tej sytuacji?

Dać sobie przestrzeń i zgodę na te emocje. Wszystkie są ważne i potrzebne, bo pozwalają nam dotrzeć do niezaspokojonych potrzeb. W tym przypadku mogą to być: potrzeba akceptacji, autentyczności, jasności, bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, szacunku, poczucia sprawczości, bliskości czy więzi. Ważne, żeby zauważyć te emocje, poczuć je w ciele, nazwać je. Niewygodne emocje mają to do siebie, że tłumione przybierają na sile, podnosi nam się poziom kortyzolu, łatwo wtedy o reakcję automatyczną, a nie świadomą odpowiedź na sytuację, w której się znaleźliśmy. Wyobrażam sobie, że w takiej chwili nie potrzeba nawet wielu słów, raczej bliskości, dostępności fizycznej i emocjonalnej, która wspiera.

Pozwolić tej złości zaistnieć w sytuacji, kiedy test ciążowy znowu pokazuje jedną kreskę?

Pozwolić. Złość jako emocja jest ok. Odgrywa istotną rolę – informuje nas o tym, że nasza bardzo ważna potrzeba nie jest zaspokojona. Należy mieć świadomość, że istnieją różne sposoby na wyrażenie złości poza tymi automatycznymi, agresywnymi. W złości mamy tendencję do szukania winnych na zewnątrz lub w sobie, co nie zmienia sytuacji, tylko wciąga nas w spiralę osądzających myśli.

Chcemy wyżalić się koleżance, ale słyszymy lawinę rad. Tymczasem to wcale nie łagodzi naszych emocji. Co to znaczy być empatycznym?

Tak jak uważność i obecność wspierają empatię, tak udzielanie rad, pocieszanie, litowanie się, licytowanie się, czyli „a ja to miałam jeszcze gorzej”, zabijają ją. Często słowa wcale nie są potrzebne. Być empatycznym to być w pełni przy drugim człowieku, jego emocjach i potrzebach. Empatia jest jak latarnia morska, więc gdy chcesz dawać komuś empatię, to kierujesz całe światło na tę osobę, nie opowiadasz historii, nie udzielasz rad, nie porównujesz, nie osądzasz, nie oceniasz, nie litujesz się, tylko jesteś w pełni obecny przy tym, co przeżywa. Dajesz jej przestrzeń i uwagę, by mogła w pełni wyrazić siebie i dojść do najlepszych rozwiązań.

Co daje nam empatia?

Empatia daje nam wybór, wybija z działania automatycznego, schematycznego, buduje kontakt, skłania do działania, wskazuje potrzeby. Wreszcie, mając empatię dla siebie, możemy podzielić się nią z innymi.

W jaki sposób możemy poprosić o empatię?

Wyobrażam sobie, że możemy po prostu powiedzieć: „Proszę, wysłuchaj mnie teraz w ciszy tak długo, aż powiem ci, że wystarczy. Dobrze?” albo „Słyszałam o empatycznym słuchaniu i chciałabym go z tobą wypróbować. Czy chciałabyś wysłuchać mnie w ciszy i być przy moich uczuciach i tym, co dla mnie ważne w tej chwili?”.

W kobiecie może pojawić się wiele negatywnych myśli związanych z niepowodzeniem w zajściu w ciążę. W jaki sposób może sama sobie dać empatię?

By nie dać się wciągnąć spirali negatywnych myśli, warto przede wszystkim skupić się na oddechu. Pozwala to, w skrócie, na zintegrowanie mózgu i przywrócenie jego wszystkich funkcji, nie tylko tych odpowiedzialnych za ucieczkę/atak/zastygnięcie. Dobrze pamiętać o łagodności dla siebie. Empatia to taki kojący balsam. Ja do spotkania z trudnymi emocjami używam zeszytu, staram się odpowiedzieć na pytania:

1. Co obserwuję? Co jest teraz w moim ciele?
2. Jakie uczucia są we mnie? Smutek, gniew, wstręt, a może strach?
3. Jakie potrzeby nie są zaspokojone? Czego mi potrzeba, czego chcę?
4. Sformułuj prośbę do siebie, która pomoże ci zaopiekować się twoimi niezaspokojonymi potrzebami.
5. Powiedz, co czujesz i czego w związku z tym potrzebujesz?
W jaki sposób ćwiczyć empatię?

Kilka razy dziennie zatrzymywać się, by poczuć, co jest w moim ciele – czy jest rozluźnione, lekkie, a może spięte i obolałe. Mieszkają w nim emocje, dlatego kontakt z ciałem jest taki ważny. Emocje są drogowskazami do potrzeb. Te komfortowe: radość, zadowolenie, spokój, ufność, wskazują nam, że nasze potrzeby są w danym momencie zaspokojone. Te niekomfortowe: frustracja, bezsilność, przytłoczenie, informują nas o tym, że ważne dla nas potrzeby nie są zaspokojone. W trudnych momentach naszego życia kluczowe jest także praktykowanie wdzięczności. To nic innego jak zauważanie zaspokojonych potrzeb. Można robić to, łapiąc na zdjęciach chwile dające nam radość, prowadząc dziennik wdzięczności, w którym zapisywać będziemy to, co dobrego spotkało nas danego dnia. Liczą się małe rzeczy: ciepła kawa, pełna lodówka, pomocny człowiek, który przytrzymał drzwi, otrzymany uśmiech.

Jak okazać empatię partnerowi?

Przygotować się na pełne uwagi słuchanie, całkowite zanurzenie w teraźniejszości i skupienie na tym, co mówi do nas druga strona. Skierowanie uwagi wyłącznie na potrzeby i uczucia mówiącego. Wyłączamy wtedy nasze myśli, przychodzące nam do głowy pomysły, osądy, rady, nasze doświadczenia. Stajemy się czystą uwagą i skupieniem.

Czy możesz podać kilka przykładowych zdań, którymi możemy zacząć rozmowę empatyczną na trudny dla nas temat?

Zacznijmy ją tak jak każdą inną, ważne, aby podejść do niej z uszami przygotowanymi na słyszenie emocji i potrzeb, które kryją się pod wyrażanymi słowami. Ale najpierw potrzeba dużo łagodności i empatii dla siebie z różnych źródeł. Zadbajmy o przestrzeń. Nie zaczynajmy takiej rozmowy w pośpiechu. Można też uprzedzić rozmówcę, że będziemy chcieli porozmawiać i potrzebujemy nieco więcej czasu.

 
Sylwia Włodarska
Współtwórczyni Fundacji RoRo, która od 6 lat wspiera rodziców w znajdowaniu własnej filozofii rodzicielstwa opartej na bliskości, szacunku i zaufaniu, trenerka empatycznej komunikacji, absolwentka studiów NVC, uczestniczka zaawansowanych kursów NVC (Nonviolent communication, Porozumienie bez Przemocy), autorka bloga paniswojegoszczescia.pl. Pasjonatka książek i bycia blisko natury, mama Trójcy, która jest niewyczerpanym, choć często wyczerpującym źródłem inspiracji.

Katarzyna Płaza - Piekarzewska

Położna i Certyfikowany Doradca Laktacyjny. Tworzy portal i blog ZapytajPolozna.pl, na którym porusza tematykę ciąży, porodu, karmienia piersią i macierzyństwa oraz niepłodności.

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

czy można się opalać po transferze zarodka

Sezon wakacyjny trwa – nawet jeżeli póki co pogoda nie dopisuje, warto zastanowić się nad bezpieczeństwem korzystania z uroków lata. Cóż wtedy jest najbardziej kuszące? Opalanie. Czy można się opalać przed i po transferze zarodka? Jak powinny podejść do niego panie już będące w ciąży? Sprawdź, co mówi specjalistka.

Czy można się opalać przed i po transferze zarodka? Czy jest to bezpieczne?

„Nie powinno się opalać” – mówi w rozmowie z nami dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Z czym wiąże się nadmierne wystawianie się na promienie słoneczne?

Wystawianie się na największe słońce, bycie narażonym przez wiele godzin na jego promienie i brak odpowiednich środków zabezpieczających – takich jak kremy z filtrem, kapelusz, czy okulary przeciwsłoneczne – nigdy nie jest najlepszym pomysłem. Promieniowanie UV może powodować nie tylko doraźne szkody, takie jak oparzenia, ale także zwiększa ryzyko nowotworów skóry.

Dane wskazują, że promieniowanie UV obniża także poziom kwasu foliowego, który jest niezbędny dla zdrowia przyszłej mamy i jej dziecka. Ważne jest to także w kontekście kobiet dopiero planujących ciążę. Pytanie więc, czy można się opalać przed i po transferze zarodka jest zasadne. Jak pokazują wnioski z badań: „Częsta ekspozycja na słońce spowodowała obniżenie stężenia kwasu foliowego w organizmie nawet o 20 proc. Szczególnie dotyczyło to kobiet, które zażywały kąpieli słonecznych w godzinach 10–15” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

W czasie ciąży kobieta jest dodatkowo obciążona, a jej ciało ma podwyższoną temperaturę. Co za tym idzie, ma mniejszą odporność na upały. Szybciej się męczy, rozszerzające się naczynia krwionośne mogą powodować opuchliznę, a zwiększona wrażliwość skóry może prowadzić do przebarwień i pojawiających się „pajączków”. Może pojawić się też niebezpieczne krwawienie. Co więcej, przegrzanie organizmu może prowadzić nawet do zaburzeń w prawidłowym rozwoju dziecka, a także poronienia. Jak pokazują badania, przebywanie w wysokich temperaturach zwiększa też ryzyko wystąpienia cukrzycy ciążowej [więcej: TUTAJ].

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

4 składniki, które warto suplementować w czasie starań – poznaj porady lekarza

suplementacja w czasie starań o dziecko

Jałowa żywność, szybki tryb współczesnego życia, stres, mało ruchu na świeżym powietrzu – wszystko to wpływa na niedobory witaminowe, które ma niemal każdy z nas. Szczególnie w czasie planowania ciąży i starań o dziecko warto zadbać o uzupełnienie podstawowych składników.

Dlaczego właśnie wtedy? Bowiem dieta uboga w witaminy i mikroelementy wpływa szkodliwie nie tylko na zdrowie rodziców, ale także ich przyszłych dzieci. Co więcej, oddziałuje również na kolejne pokolenia! Mówi o tym dziedzina nauki nazywana epigenetyką, czyli programowanie żywieniowe: „Są badania wskazujące na to, że jeżeli kobieta w ciąży źle się odżywia, nie bierze witamin, to wpływa na zdrowie nie tylko swojego dziecka, ale także kolejnych pokoleń, czyli wnuków. Dobre odżywianie obniża tendencję u dzieci do cukrzycy, miażdżycy, nadciśnienia, czy choroby niedokrwiennej serca. Co więcej, branie odpowiednich witamin wpływa na nasze geny” – mówi w rozmowie z nami dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog-położnik z Kliniki leczenia niepłodności InviMed w Gdyni.

Nasze ekspertka jest zwolenniczką wprowadzania witamin do diety swoich pacjentów. Co jest szczególnie ważne?

Oto 4 składniki, które warto suplementować:
1. Witamina D

Witamina D jest jedną niewielu witamin, które potrafimy produkować sami pod wypływem promieni słonecznych, ale mieszkamy w takim klimacie, gdzie dni słonecznych jest mało. Swego czasu badałam wszystkie trafiające do mnie kobiety właśnie pod tym kątem. Sto procent z nich miało olbrzymie niedobory witaminy D. Jest to niezwykle ważne, bowiem to nie tylko witamina, która wpływa na wchłanianie wapnia i odkładanie się go w kościach, czy w zębach, co jest bardzo ważne w ciąży, przed ciążą i dla małego dziecka. Wpływa ona także na naszą odporność i pomaga chronić przed wystąpieniem nowotworów” – podkreśla dr Makowska.

Co więcej, witamina D zmniejsza też ryzyko wystąpienia wcześniejszej menopauzy, o czym pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ]. Jest to niezwykle ważne, bowiem jak wskazują niektóre dane, około 10 proc. kobiet przechodzi menopauzę już przed 45. rokiem życia.

2. Kwas foliowy

Największe zapotrzebowanie na kwas foliowy mają kobiety w ciąży, ale warto zacząć suplementować go już wcześniej. Warto jednak wiedzieć, jak to robić: „Dużo osób wie, że kwas foliowy trzeba  suplementować, ponieważ jest to witamina zmniejszająca prawdopodobieństwo wystąpienia wad płodu. Jednak już mało kto wspomina o tym, że jest to witamina z grupy B. Witaminy z grupy B lubią  działać „grupowo”. Biorąc kwas foliowy powinno się tak naprawdę przyjmować witaminę B complex, ponieważ obecność kilku witamin z tej grupy zapewnia im lepsze wchłanianie” – słyszymy od dr Makowskiej.

3. Jod

„Jod to mikroelement, którego głównym zadaniem jest regulowanie hormonów tarczycy – na ten cel jest przeznaczanych około 70-80% jodu przyjmowanego z pokarmem” – pisaliśmy w naszym portalu. Podobny wpływ jodu na zdrowie podkreśla ekspertka: „Chodzi tu przede wszystkim o tarczycę, której nieprawidłowe działanie sprawia, że problemy ma cały organizm. Rzadko się o tym mówi, ale jod jest niezwykle potrzebny między innymi jajnikom i piersiom. Co ważne, jest to kolejny składnik, którego wszyscy mamy niedobory” – słyszymy.

4. Cholina

Jest to związek chemiczny niezwykle ważny dla kobiet w ciąży. Pomaga w prawidłowym rozwoju dziecka, ale wpływa też na zdrowie kobiety. „Cholina to także witamina z grupy  B – witamina B4. Wpływa na rozwój łożyska, jego czynność hormonalną, rozwija mózg płodu, wpływa na jego pamięć i oczywiście pomaga także zdrowiu mamy” – mówi dr Makowska. Co ważne, jest to też substancja, która pomaga redukować poziom homocysteiny. „Jest to aminokwas, który powstaje w trakcie przemiany metioniny do cysteiny. Jednym z powodów jego nadwyżki jest mutacja genu MTHFR. Co się wtedy dzieje? Zbyt wysoki poziom tego aminokwasu uszkadza śródbłonek naczyń i jest prawdopodobnie pierwszą przyczyną powstawania miażdżycy tętnic. Jeśli chodzi o problemy z ciążą, to utrudnia zagnieżdżanie się zarodka. Zarodek albo w ogóle nie ma szans na zagnieżdżanie, albo pojawiają się poronienia” – dodaje ekspertka.

A jakie składniki ty suplementujesz?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

dr estera kłosowicz

Poronienie to doświadczenie, o które należy zatroszczyć się holistycznie. Zarówno od strony psychologicznej, jak i medycznej. Jak z punktu widzenia lekarza wygląda opieka nad kobietą, która utraciła ciążę i co pomoże nam w prewencji poronień? Na nasze pytania odpowiedziała dr Estera Kłosowicz, ginekolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

Czy z perspektywy lekarza inaczej pracuje się z kobietą, która doświadczyła poronienia, niż z pacjentką, która nie ma takiej historii?

Dr Estera Kłosowicz: Zdecydowanie, chociaż wiele zależy od tego, czy jest to pierwsza utrata ciąży, czy kolejna. Na pewno taka pacjentka wymaga szczególnego podejścia psychologicznego, ponieważ dla kobiety poronienie jest szokującym wydarzeniem. Przygotowuje się ona na przyjęcie nowego życia, a zderza się z nieoczekiwaną, często pozbawioną sensu stratą. Co ważne, pacjentki reagują w bardzo zróżnicowany sposób. Pojawia się szok, złość, gniew, bardzo często poczucie winy. Kobiety szukają, gdzie popełniły błąd lub też czy błąd popełnił lekarz.

Pary, które utraciły ciążę, potrafią przeżywać to w taki sam sposób, jakby straciły dziecko, z którym się już związali, zżyli, z którym wiąże ich więź emocjonalna. Dlatego też aspekt psychologiczny ma czasami początkowo większe znaczenie, niż medyczny. Takiej pacjentce na pewno trzeba poświęcić bardzo dużo czasu, rozmowy i wsparcia.

Jeśli zaś chodzi o działanie jakie obserwuję, to część pacjentek ze wzmożoną intensywnością chce starać się o kolejną ciążę i nie poddaje się. Inne zaś nie potrafią udźwignąć swoich przeżyć i rezygnują.

A jak wygląda to w takim razie od strony medycznej?

Z medycznego punktu widzenia bardzo ważne jest znalezienie przyczyny utraty ciąży i wytłumaczenie pacjentce, gdzie może znajdować się problem. Jeżeli jest to pojedyncza utrata ciąży należy wytłumaczyć, że najczęstszą przyczyną tego typu poronienia jest czynnik genetyczny – błąd w zarodku, który w naturalny sposób, jako mechanizm doboru naturalnego, jest eliminowany. Inną grupą są pacjentki, u których występują tzw. poronienia nawykowe. Jest to wąska grupa, bowiem dotyczy około 5 proc. par w wieku rozrodczym i wymaga szerokiej diagnostyki. O poronieniach nawykowych mówimy, gdy kobieta doświadcza trzech lub więcej poronień, które występują po sobie. W takim wypadku najczęstszą przyczyną jest czynnik immunologiczny. Stanowi on aż 70 proc przypadków. Należy wtedy zintensyfikować diagnostykę m.in. w kierunku zespołu antyfosfolipidowego.

Co w takim razie z przyczynami, na które zdaje się, że mamy większy wpływ – dieta, styl życia, stres?

W trakcie naszego życia materiał genetyczny ulega zmianom pod wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych takich jak nieprawidłowa dieta, używki czy nadmiar stresu, które prowadzą powstawania i namnażania błędów w materiale genetycznym.

Najważniejszym elementem zdrowego stylu życia jest odpowiednio zbilansowana dieta, która dostarczy składników odżywczych, zapewniając prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

W codziennej praktyce obserwujemy dwie skrajności. Pacjentki, które popadają w nadmierne dbanie o dietę i  często niedowagę, co generuje zaburzenia hormonalne. Z drugiej strony są pacjentki z nadwagą i otyłością, u których występuje szereg zmian w organizmie, mogących prowadzić nie tylko do poronienia, ale także istotnych problemów w przebiegu ciąży. Jest to związane z występującą u otyłych pacjentek insulinoopornością. Pojawiać się u nich może także zwiększona produkcja androgenów. Część kobiet z otyłością to także pacjentki z zespołem policystycznych jajników, czy z zaburzeniami funkcji tarczycy.

W kontekście diety ryzyko poronień mogą zwiększać wszelkiego rodzaju niedobory, np. witaminy B, selenu, czy cynku. Niewątpliwie wiąże się z tym także styl życia. Bardzo istotny jest wpływ używek – takich jak alkohol, papierosy czy kofeina. Zbadano, iż wysokie dzienne spożycie kofeiny (powyżej 300mg), zwiększa prawdopodobieństwo utraty ciąży. Trzeba przy tym pamiętać, że kofeina to nie tylko kawa, ale i inne produkty, na które często pacjentki nie zwracają uwagi jak herbata, cola czy czekolada.

Jeśli zaś chodzi o stres, badania wskazują, iż występujący w pierwszych trzech tygodniach ciąży zwiększa prawdopodobieństwo utraty dziecka aż trzykrotnie. Badacze udowadniają, że jest to skutek nadmiaru kortyzolu, czyli hormonu stresu, który jest sygnałem alarmowym – pokazuje, że warunki są na tyle niekorzystne, iż organizm nie da rady utrzymać ciąży.

Coś, co jest podkreślane przez ekspertów, jako czynnik ryzyka poronień, to także wiek kobiety.

Ryzyko poronienia samoistnego zwiększa się wraz z wiekiem, co związane jest ze zmniejszającą się liczbą i jakością pozostałych w jajnikach komórek jajowych.  Szacuje się, że u pacjentek do 35. roku życia ryzyko poronienia wynosi około 5 proc. Pomiędzy 35., a 39. rokiem życia  co dziesiąta pacjentka może utracić ciążę. Powyżej 40. roku życia już co druga. Należy pamiętać, że czynnikiem ryzyka poronienia jest również zaawansowany wiek ojca – powyżej 40. roku życia. Warto w tym kontekście pamiętać, by decyzji o rodzicielstwie nie odkładać „na później”.

 

Fot. Centrum Leczenie Niepłodności PARENS

Lek. med. Estera Kłosowicz

Absolwentka Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w zakresie medycyny oraz dietetyki.

Ginekolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

Warto przeczytać:

Poronienie – czy jest jakiś „złoty środek”? Psychoterapeutka: „Nie ma jednego, słusznego przeżywania straty”

Strata po stracie – poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.