Przejdź do treści

20 marca – Światowy Dzień Zdrowia Jamy Ustnej

20 marca w ponad 100 krajach na całym świecie, w tym również w Polsce, obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Jamy Ustnej, którego globalnym organizatorem jest Światowa Federacja Dentystyczna (FDI World Dental Federation). W Polsce inicjatorami wydarzenia są Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, Polskie Towarzystwo Stomatologii Dziecięcej i Polski Czerwony Krzyż. Światowy Dzień Zdrowia Jamy Ustnej jest okazją do zwrócenia uwagi na problemy stomatologiczne Polaków i zachęty do dbania o prawidłowe nawyki higieny jamy ustnej, które pozwolą chronić nasze zęby przez całe życie.

Światowa Federacja Dentystyczna wskazuje, że próchnica zębów jest jedną z najpowszechniejszych chorób na świecie i że aż 90% populacji zmaga się z problemami jamy ustnej[1]. Polskie dane epidemiologiczne uzyskane z badań prowadzonych przez Ministerstwo Zdrowia w ramach programu „Monitoring Zdrowia Jamy Ustnej” pokazują, że 99,9% Polaków w wieku 35-44 lat ma próchnicę zębów. Z kolei z raportu firmy badawczej Ipsos, opracowanego na podstawie wyników ankiet przeprowadzonych podczas bezpłatnych przeglądów stomatologicznych w ramach programu „Chroń Dziecięce Uśmiechy”, który wspiera Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, wynika, że ponad 76% polskich uczniów w wieku 6-12 lat ma problemy z próchnicą, natomiast w grupie dzieci w wieku 7-9 lat ten procent jest jeszcze wyższy i wynosi 79%.[2]  

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Próchnica zębów to bardzo duży problem społeczny w naszym kraju, dlatego musimy kłaść nacisk na edukację. Zły stan uzębienia w Polsce spowodowany jest w dużej mierze niewiedzą i zaniedbaniami, których dopuszczamy się każdego dnia” – mówi prof. dr hab. med. Bartłomiej W. Loster, Prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego.

4 kroki dla zdrowych i pięknych zębów

Trudno wyobrazić sobie piękny – symbolizujący radość i szczęście – uśmiech u osoby ze zniszczonym uzębieniem. Zdrowie zębów zależy od prawidłowej higieny jamy ustnej chroniącej przed próchnicą. Z okazji Światowego Dnia Zdrowia Jamy Ustnej zapamiętajmy 4 proste kroki dla zachowania zdrowych i pięknych zębów. Są one następujące:

  • Dokładne szczotkowanie zębów pastą z fluorem przynajmniej dwa razy dziennie;
  • Stosowanie dodatkowych środków do higieny jamy ustnej, aby oczyścić przestrzenie międzyzębowe (szczoteczki i nitki międzyzębowe, płyny do płukania jamy ustnej);
  • Żucie bezcukrowej gumy po jedzeniu lub słodkich napojach, gdy nie możemy umyć zębów;
  • Regularne wizyty kontrolne u lekarza stomatologa, co najmniej raz na 6 miesięcy.

„Nasze nawyki żywieniowe zmieniają się – od trzech regularnych posiłków do znacznie częstszej konsumpcji przekąsek w ciągu dnia. Dlatego pamiętajmy, że po każdym posiłku, powinniśmy zadbać o nasze zęby. Regularnie szczotkujmy zęby pastą z fluorem, a kiedy jesteśmy poza domem i nie możemy umyć zębów, sięgajmy po bezcukrową gumę do żucia – zwiększa ona wydzielanie śliny, co pomaga neutralizować kwasy osadu nazębnego, odpowiedzialne za rozwój próchnicy, a dodatkowo, usuwa resztki pokarmu z zębów” – dodaje prof. Bartłomiej W. Loster.  

Zdrowe zęby

Zdrowie jamy ustnej wpływa na nasze zdrowie ogólne i dobre samopoczucie. „Nieleczona próchnica zębów i jej następstwa prowadzą do powstawania procesów patologicznych w obrębie jamy ustnej, które mogą leżeć u podłoża wielu chorób ogólnych. Dlatego też konieczne jest podejmowanie kompleksowych działań zwiększających świadomość prozdrowotną społeczeństwa w tym zakresie. Edukacja dotycząca znaczenia higieny jamy ustnej powinna być prowadzona wśród dzieci już od najmłodszych lat, przede wszystkim należy jednak edukować rodziców i opiekunów, ponieważ to właśnie oni będą utrwalać nawyki zdrowotne w zakresie higieny jamy ustnej u swoich dzieci” – mówi dr n. med. Anna Jurczak, Prezes Polskiego Towarzystwa Stomatologii Dziecięcej.

Próchnica zębów to poważny problem zdrowia publicznego nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Koszty leczenia schorzeń stomatologicznych należą do jednych z najdroższych i w krajach wysoko uprzemysłowionych wynoszą one 5-10% publicznych wydatków na zdrowie.[3]

 

Edukacja najmłodszych

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), jako cel zdrowia do realizacji do 2020 roku zakłada, że we wszystkich krajach europejskich odsetek dzieci 6-letnich bez próchnicy sięgnie 80%.

 „Od ponad 40-tu lat Polski Czerwony Krzyż promuje zdrowy styl życia m.in. poprzez Kluby Wiewiórki PCK. To dzięki nim kształcimy młode pokolenie w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, jak m.in. dbać o zdrowe zęby. Dzięki programowi „Chroń Dziecięce Uśmiechy” wspólnie z Polskim Towarzystwem Stomatologicznym dodatkowo edukujemy uczniów szkół podstawowych, ich rodziców i nauczycieli, jak skutecznie dbać o higienę jamy ustnej – do tej pory udało nam się przeprowadzić lekcje wśród ponad 130 000 dzieci w całej Polsce. Wierzymy, że takie działania wpłyną na zmniejszenie odsetka dzieci z próchnicą w naszym kraju” – informuje Katarzyna Stępińska, Kierownik Działu Programowego Polskiego Czerwonego Krzyża.

Priorytety w zakresie zdrowia jamy ustnej – Wizja 2020

Światowa Federacja Dentystyczna określiła priorytety na najbliższe lata w zakresie zdrowia jamy ustnej, które opublikowała w dokumencie „Wizja 2020” (Vision 2020). Celem tego dokumentu jest uświadomienie społecznościom, że opieka stomatologiczna jest podstawowym prawem każdego obywatela.

Wizja 2020 określa pięć najważniejszych obszarów działań definiujących wyzwania stojące przed organizacjami zajmującymi się problemem zdrowia jamy ustnej. Są one następujące:

  • Zdolność do odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na opiekę stomatologiczną;
  • Zwiększenie roli lekarzy dentystów;
  • Wypracowanie właściwych modeli kształcenia lekarzy dentystów;
  • Minimalizację negatywnych skutków rozwoju społeczno-gospodarczego;
  • Wspieranie oraz rozwój badań i technologii. 

„Światowa Federacja Dentystyczna wskazuje polskiemu rządowi oraz innym instytucjom kierunki, w jakich powinniśmy kształtować nowy model opieki stomatologicznej w Polsce. Kluczowe tutaj będą promocja zdrowia jamy ustnej i profilaktyka chorób w tym zakresie, które będą odzwierciedlać trendy w innych dziedzinach opieki zdrowotnej. Z okazji Światowego Dnia Zdrowia Jamy Ustnej Parlamentarny Zespół ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej i Profilaktyki planuje dwudniową akcję edukacyjno-profilaktyczną w Sejmie, aby zwrócić uwagę na wyzwania, które właśnie są przed nami stawiane” – informuje poseł Lidia Gądek, Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej i Profilaktyki.

PTS / Infowire

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Tajemnice podświadomości. Gdzie przyczyn niepłodności upatruje totalna biologia?

Kobieta składa dłonie w kształt serca na swoim brzuchu /Ilustracja do tekstu: Biologia totalna a niepłodność

W zdrowej duszy zdrowe ciało – brzmi popularne powiedzenie zapożyczone z łaciny. Na tym przekonaniu opiera się także totalna biologia, czyli kontrowersyjny, choć zyskujący na popularności nurt medycyny alternatywnej. Zakłada on, że źródłem każdej choroby są nieprzepracowane, tkwiące głęboko w nas emocje. Na czym polega ta niekonwencjonalna  forma terapii oraz jak – zgodnie z jej zasadami – szukać praprzyczyny niepłodności, opowiada nam Krzysztof Banek, doradca życiowy i coach.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czym charakteryzuje się i co oznacza totalna biologia?

Krzysztof Banek: Totalna biologia to koncepcja/metoda, zgodnie z którą źródło każdej choroby leży w psychice. Według niej choroba nie jest błędem, lecz optymalnym sposobem, w jaki mózg utrzymuje organizm przy życiu. Choroby to przejaw wstrząsów psychicznych (konfliktów emocjonalnych), z którymi nie udało nam się poradzić w sposób świadomy. Wówczas nierozwiązany konflikt zostaje zepchnięty do podświadomości, która znajduje rozwiązania na poziomie biologicznym, tworząc określoną dolegliwość. Przykładowo: powtarzające się problemy z trawieniem mogą być objawem nieradzenia sobie z pewnymi emocjami. Układ pokarmowy „pokazuje” nam, że pewna sytuacja (np. nieporozumienia z partnerem) wywołuje w nas emocje, których nie potrafimy „strawić”. Jest to informacja, że coś przeżywamy w szczególny sposób i nasza psychika sobie z tym nie radzi. Pojawiająca się wówczas dolegliwość żołądkowa jest sygnałem, że zadziało się coś, co wymaga uwagi.

Zgodnie z powyższym podejściem, aby wyleczyć daną osobę, należy najpierw dotrzeć do praprzyczyny, która uruchomiła proces zachorowania. W przykładzie z żołądkiem można – poprzez odpowiedni wywiad (rozmowę) – zbadać, w jakich sytuacjach chorujący cierpi na niestrawność. Rozwiązanie konfliktu emocjonalnego, który spowodował problemy, sprawi, że choroba już nie powstanie, przynajmniej na tle tego konfliktu.

PRZECZYTAJ TEŻ: Kobiecość w niepłodności. Intymne wyznania kobiet

W jaki sposób totalna biologia odnosi się do tematu płodności?

Podejście totalnej biologii do płodności jako zjawiska jest typowo biologiczne. Płodność to zdolność do poczęcia istoty ludzkiej. Ma wymiar czysto biologiczny i związana jest z przekazywaniem życia.

Z czego więc – w oparciu o totalną biologię – wynika niepłodność? Większość kobiet, które zmagają się z tym problemem, podkreśla, że niczego nie pragnie bardziej niż ciąży i dziecka.

Należy odróżnić to, czego chcemy świadomie, od tego, co dzieje się na poziomie nieświadomym, którym rządzą inne prawa. Niepłodność jest efektem wewnętrznego konfliktu emocjonalnego. Kobieta świadomie chce mieć dziecko, ale na głębszym, nieświadomym poziomie – już nie. Stąd problem z zajściem w ciążę. Kluczowa jest tutaj ta nieświadoma niechęć, gdyż to ona determinuje zachowanie organizmu. Z jakiegoś powodu mózg kobiety wysyła do jej organizmu informację o treści: „nie chcę dziecka”. Zadaniem totalnej biologii jest odkrycie, skąd ten nieświadomy opór, który jest w konflikcie ze świadomym pragnieniem ciąży. W tej sytuacji konflikt może być przejawem pewnego wstrząsu emocjonalnego spowodowanego jakimś traumatycznym wydarzeniem z przeszłości. A to ostatecznie doprowadziło do niepłodności.

Mógłby Pan podać konkretne przykłady konfliktów odnoszących się do tematu niepłodności?

Jak już powiedziałem, konflikty dotyczące niepłodności to efekt pewnych traumatycznych wydarzeń. W tym przypadku typową traumą może być śmierć dziecka albo innej bliskiej osoby. Jeśli to wydarzenie nie zostało w bezpieczny sposób przeżyte (przez żałobę, wsparcie bliskich), wówczas w psychice powstanie program, zgodnie z którym posiadanie dziecka będzie się kojarzyć z czymś negatywnym, np. ogromnym lękiem, żeby nie umarło. Organizm kobiety otrzyma z mózgu informację, żeby nie rodzić po raz kolejny. W ten sposób mózg chroni kobietę przed podobnie traumatycznym przeżyciem.

Jako przykład mogę podać przypadek opisany w literaturze przedmiotu: kobieta straciła siostrę i jej dzieci w wypadku. Kiedy kilka lat później próbowała zajść w ciążę, okazało się, że jest niepłodna. Podczas terapii uświadomiła sobie, że po wspomnianym wypadku w jej nieświadomości powstało przekonanie, że posiadanie dzieci niesie ze sobą niebezpieczeństwo ich śmierci. W ten sposób przejawem jej nieuświadomionego lęku stała się niepłodność. Gdy to odkryła, zaszła w ciążę i miała trójkę dzieci. Innym związanym z niepłodnością konfliktem może być niechęć do macierzyństwa, do wychowywania dzieci, gdyż jest traktowane jako duża uciążliwość w życiu.

Pragnę również dodać, że na nasze konflikty mają wpływ nie tylko wydarzenia z naszego życia, ale też historia naszych rodziców, dziadków itd.

Czyli problemy danej osoby mogą być więc przejawem traum przeżytych przez jej przodków? Jako to możliwe? Czy na niepłodność kobiety może zatem mieć wpływ historia jej matki, babć i innych kobiet w rodzie?

W psychologii występuje pojęcie przekazu transgeneracyjnego. Jest to zespół przekonań i sposobów radzenia sobie w życiu, który wynosimy z domu rodzinnego jako kompleks doświadczeń wielu pokoleń. Przykładem niech będą komunikaty wypowiadane przez rodziców  w stylu: „Nigdy nie ufaj obcym” albo „Życie jest ciężkie”. W podobny sposób przekazywane są też emocje związane z traumatycznymi zdarzeniami. Pamięć o tych traumach jest dziedziczona, ale też przekazywana poprzez zachowania naszych rodziców.

Współczesna nauka coraz wyraźniej wskazuje, że przeżycia naszych rodziców, dziadków czy dalszych przodków mają na nas duży wpływ. Przejawem tego wpływu mogą być różne dolegliwości, czy to fizyczne (choroby), czy to psychiczne (np. depresje). W książkach opisujących to zjawisko przytaczanych jest wiele przypadków klinicznych. Przykładem może być historia kobiety, która po zajściu w ciążę dowiedziała się o śmierci swojego brata. Będąc w żałobie nie pozwoliła sobie na wyrażanie radości z powodu bycia matką. Przez to jej córka przez całe życie chorowała na hipoglikemię bez odczuwania radości życia. Podobnie może być w przypadku niepłodności. Przykładowo: jeśli kobieta doświadczyła śmierci swojego dziecka, to przeżyte przez to emocje mogą zostać przekazane dalej – dzieciom, wnukom itd. Taki przekaz może wywołać u następnych pokoleń lęk przed posiadaniem dzieci, prowadzący wręcz do niepłodności. Dlatego poznanie historii naszych rodziców czy dziadków ma kluczowe znaczenie. Może się bowiem okazać, że niepłodność kobiety jest biologiczną odpowiedzią na traumatyczne wydarzenie w rodzie.

POLECAMY TEŻ: 5 poradników dla par, które pomogą przetrwać kryzys w związku [LISTA]

Co można zrobić, by uporządkować własne emocje i historie rodzinne według zasad totalnej biologii? Czy istnieją szanse na odzyskanie płodności?

Skoro niepłodność jest efektem określonego konfliktu emocjonalnego, to rozwiązaniem jest uświadomienie sobie tego konfliktu i wyjaśnienie, jakie jest jego źródło. Najlepszym na to sposobem jest terapia u specjalisty – np. psychoterapeuty czy coacha, który w swojej pracy posiłkuje się również zasadami totalnej biologii. Uważam, że jeśli dzięki terapii uda się odnaleźć przyczyny konfliktu, to istnieją bardzo duże szanse na odzyskanie płodności. Ważne jest tu jednak otwarte podejście – zaufanie do terapeuty i poczucie, że ten rodzaj terapii ma sens.

Jak wygląda terapia niepłodności według zasad totalnej biologii?

Terapia opiera się na rozmowie. Zadaniem terapeuty jest zadawanie odpowiednich pytań, które pozwolą określić, jaki konflikt emocjonalny stoi za niepłodnością. Próbuje on więc ustalić, jakie wydarzenia w życiu kobiety (czy jej przodków) mogły przyczynić się do tego, że jej nieświadoma część psychiki nie chce ciąży. Jednocześnie rozmowa ta prowadzi do ujawnienia emocji kobiety, jakie wiążą się z zaistniałą sytuacją. Dotyczy to również jej przekonań dotyczących ciąży i spraw z nią związanych – macierzyństwa, seksualności, bycia kobietą. Praca z emocjami i przekonaniami to nieodłączna część całego procesu terapeutycznego.

 Czym charakteryzuje się tzw. praca z emocjami w trakcie rozpracowywania konfliktów?

Terapia to dynamiczny proces. Rozmawianie na temat przyczyn niepłodności kobiety prowadzi do odkrywania różnych rzeczy, często trudnych. To wracanie do traumatycznych wydarzeń z przeszłości, co wywołuje emocje. To również proces odkrywania głęboko zakorzenionych przekonań na temat swojej seksualności, kobiecości, macierzyństwa. Podczas terapii może się bowiem okazać, że kobieta w głębi duszy nie lubi swojego ciała albo nie chce być mamą. To również dostarcza przykrych uczuć. Nieodzownym elementem terapii jest świadome przeżywanie tego wszystkiego, co się odkrywa, i bezpieczne wyrażanie emocji, które pojawiają się podczas terapii:  złości, smutku, żalu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wygląda jak dziecko i może wspomóc terapię po stracie. Czym jest lalka reborn?

Jakie znaczenie mają medytacja i wyciszenie emocji w staraniach o dziecko?

Medytacja jest wspaniałą praktyką. Sam medytuję od wielu lat i wyraźnie odczuwam jej pozytywne efekty. Nauka już dawno potwierdziła dobroczynny wpływ medytacji na zdrowie i psychikę. Jedną z jej ważnych zalet jest to, że pomaga w uświadamianiu sobie, co przeżywamy. W ten sposób uczy uważnego wyrażania emocji, a w konsekwencji – radzenia sobie z trudnymi uczuciami. Każda dolegliwość, w tym niepłodność, wywołuje emocje – lęki, złość, żal, smutek. Jeśli przejmują nad nami kontrolę, to osłabiają nas i utrudniają życie. Medytacja uczy, jak być ich świadomym i kontrolować je. To skutecznie wpływa na naszą psychikę, samopoczucie i zdrowie. Gdy potrafimy świadomie przeżywać nasze emocje, to o wiele lepiej radzimy sobie ze wszelkimi problemami, w tym zdrowotnymi.  Dotyczy to też niepłodności i starań o dziecko.

Czy ma Pan konkretne wskazówki dla par zmagających się z niepłodnością?

Nie negując typowego medycznego leczenia, zachęcam do wyjaśnienia tematu od strony psychologicznej i emocjonalnej. Warto przyjrzeć się, czy za problemem niepłodności nie stoją jakieś traumatyczne wydarzenia z przeszłości – w życiu naszym, naszych rodziców, dziadków. Pomocne w tym mogą być rozmowy z bliskimi. Oczywiście zachęcam też do udania się do specjalisty zajmującego się problemem z punktu widzenia psychologicznego i totalnej biologii. Moje doświadczenie pokazuje, że nawet samo uświadomienie sobie emocjonalnych źródeł dolegliwości prowadzi do uzdrowienia albo przynajmniej rozpoczyna ten proces.

Dziękujemy za rozmowę.


Krzysztof BanekKrzysztof Banek – doradca życiowy, coach, instruktor medytacji, pasjonat tarota i radca prawny.  Prowadzi konsultacje indywidualne oraz zajęcia w Studiu Rozwoju i Edukacji „Cud Grochów” w Warszawie. Więcej o terapeucie na: http://krzysiekbanek.pl.

 

 

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak się wspierać w trakcie leczenia niepłodności? Psycholog podpowie

Anna Bajkowska - Suchecka

autorka strony i bloga Żona z ADHD, pedagożka, nauczycielka, propaguje zdrowy styl i tryb życia, zwolenniczka holistycznego podejścia do zdrowia.

Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Na zdjęciu: Dziecięce nózki w dłoniach mamy /Ilustracja do tekstu: Nowe standardy opieki okołoporodowej. Co sądzą o nich eksperci?
Fot.: Pixabay.com

7 maja br. minął termin zgłaszania uwag do projektu nowych standardów opieki okołoporodowej, przedstawionych w kwietniu przez ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Jak nowy dokument oceniają eksperci?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Najnowszy projekt standardów opieki okołoporodowej, określający m.in. system organizacji pracy na oddziałach ginekologiczno-położniczych, został zaprezentowany na początku kwietnia przez Ministerstwo Zdrowia. Wprowadza on takie nowości, jak testy diagnozujące depresję u kobiet w ciąży i po porodzie oraz gwarantowany dostęp do znieczulenia na czas porodu.

Ponadto duży nacisk ma zostać położony na karmienie piersią. Szpitale będą miały obowiązek m.in. zapewnienia młodym mamom dostępu do laktatora. W nowych standardach opieki okołoporodowej wskazano również, że personel medyczny powinien szanować prywatność i poczucie intymności kobiety oraz respektować jej decyzje.

CZYTAJ TEŻ: Szykują się zmiany w standardach opieki okołoporodowej. Resort opracował nowe rozwiązania

Naczelna Rada Lekarska o standardach opieki okołoporodowej: muszą być weryfikowalne

Część nowych wymogów spotkała się ze sprzeciwem Naczelnej Rady Lekarskiej. W komunikacie wystosowanym do Ministerstwa Zdrowia przedstawiciele Rady zwrócili uwagę m.in. na zapis odnoszący się do sposobu zwracania się przez personel medyczny do pacjenta.

„Standardy postępowania, jako źródło prawa, którym jest rozporządzenie Ministra Zdrowia, muszą mieć charakter sprawdzalny i nadający się do weryfikacji i egzekwowania. Powinny być adresowane do świadczeniodawców, a nie do pacjentów. Tym samym brak jest podstaw do wprowadzania do standardów postępowania uregulowań odnoszących się do sposobu zwracania się przez personel medyczny do pacjenta, w szczególności sformułowań dotyczących kwestii absolutnie subiektywnych, jak nawiązywanie dobrego kontaktu z rodzącą czy prezentowanie postawy budzącej zaufanie” – stwierdza Naczelna Rada Lekarska.

Z tym stanowiskiem nie zgadza się jednak Fundacja Rodzić Po Ludzku. Jak podkreślają jej przedstawicielki, zapisy dotyczące sposobu, w jaki personel medyczny odnosi się do pacjentki, są niezwykle ważne.

„To właśnie one mają nam zagwarantować dobrą jakość opieki medycznej” – czytamy na stronie Fundacji.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niepłodność wtórna. Czy komplikacje podczas porodu mogą uniemożliwić zajście w kolejną w ciążę?

Potrzebny nadzór nad położną?

Naczelna Rada Lekarska uważa też za uzasadnione, by zwiększyć udział lekarzy położników w trakcie porodu fizjologicznego – umożliwiłoby to nadzór nad położną.

„Niewłaściwym jest przejmowanie od położnej opieki nad rodzącą dopiero od momentu pogorszenia się stanu zdrowia kobiety ciężarnej lub płodu” – czytamy w stanowisku NRL.

Fundacja Rodzic Po Ludzku odpiera ten argument. – Położna jest specjalistką od porodów fizjologicznych i ma wystarczające kompetencje do tego, by samodzielnie sprawować opiekę podczas fizjologicznie przebiegającego porodu. Jednym z jej zadań jest wychwycenie nieprawidłowości i przekazanie pacjentki lekarzowi pod opiekę. W porodach, w których uczestniczą położne, jest znaczenie mniej interwencji medycznych – wyjaśnia w rozmowie z portalem Mamadu.pl.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prof. Chazan powołany na świętokrzyskiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa. Mimo protestów!

Brak znieczuleń to wyższy wskaźnik cesarskich cięć

Ale z wprowadzeniem nowych standardów opieki okołoporodowej wiąże się też inny problem. Jak przypomina portal rynekzdrowia.pl, przeprowadzona w 2016 r. kontrola NIK wykazała, że z 24 audytowanych szpitali aż w 20 nie stosowano znieczuleń zewnątrzoponowych przy porodach naturalnych. Najwięcej takich przypadków odnotowano w placówkach mniejszych, np. powiatowych.

Prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii, zwrócił uwagę, że właśnie wymóg odnoszący się do łagodzenia bólu podczas porodu będzie najtrudniejszy do wdrożenia.

– Wiemy, że istniejące ograniczenia w tym zakresie są spowodowane dotkliwym brakiem lekarzy anestezjologów. I tu musimy jasno powiedzieć, że od zapisania takiego prawa w standardach sama sytuacji się nie poprawi, bo lekarzy od tego nie przybędzie – zwraca uwagę prof. Czajkowski w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl.

Prezes Fundacji Rodzić po Ludzku Joanna Pietrusiewicz podkreśla jednak, że zapewnienie dostępu do znieczulenia jest niezbędne, by obniżyć bardzo wysoki odsetek cesarskich cięć w Polsce.

– On [odsetek ten – przyp. red.] pokazuje, że kobiety poprzez cesarki radzą sobie z lękiem. Do cesarskiego cięcia musi być anestezjolog. Z naszego monitoringu wynika, że w tych województwach, gdzie jest najmniejszy dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, jest najwyższy odsetek cesarskich cięć – mówi Joanna Pietrusiewicz w rozmowie z portalem zdrowie.abc.com.pl.

Standardy opieki okołoporodowej: kto odpowiada za ich kontrolę?

Aby jednak nowe rozporządzenie nie było martwym prawem, konieczne jest zapewnienie kontroli jego egzekwowania.

– Wiele placówek narusza zapisy obowiązującego standardu, ale nie ponosi z tego powodu żadnych konsekwencji. Niestety w nowym standardzie też nie przewidziano monitorowania przestrzegania zapisów tego rozporządzenia. Nie wprowadzono także kontroli czy kar za nieprzestrzeganie standardów. Rok wcześniej w Ministerstwie Zdrowia pracował zespół, który miał poprawić wdrażanie starego, obowiązującego rozporządzenia. Z ich prac też wynika, że konieczna jest kontrola, wyciąganie konsekwencji i kar. Niestety takich zapisów nie ma także w nowym standardzie – zauważa.

Zaapelowała jednocześnie do Ministerstwa Zdrowia, by wprowadziło odpowiednie regulacje w tym zakresie.

Źródło: nil.org.pl, rodzicpoludzku.pl, mamadu.pl, zdrowie.abc.com.pl

POLECAMY: Bezpłatne leki dla kobiet w ciąży. Minister zdradził szczegóły prac nad programem „Mama+”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czy jazda na rowerze wpływa na męską płodność? Zobacz, co na ten temat mówi lekarz

jazda na rowerze a męska płodność
fot. Pixabay

Jazda na rowerze to ostatnio bardzo modne hobby. Z jednej strony lekarze zachęcają do uprawiana sportu, z drugiej mówi się, że cykliści podatni są na problemy z płodnością. Ile w tym prawdy?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jazda na rowerze to nie tylko czysta radość i przyjemność, ale i sporo korzyści dla zdrowia. Podczas pedałowania trenuje się cały układ krwionośny, pracuje serce i płuca, dodatkowo obniża się ryzyko cukrzycy, gubimy zbędne kilogramy i uwalniamy sporą dawkę endorfin.

Powszechnie mówi się jednak, że korzystanie z jednośladów niekorzystnie wpływa na męską płodność. Ile w tym prawdy?

Jazda na rowerze a męska płodność

Jak tłumaczy dr Beata Olszak-Sokołowska, androlog z Kliniki INVICTA, według badań jazda powyżej 5 godzin na rowerze w tygodniu może wpłynąć negatywnie na parametry nasienia.

– Dr Lauren Wise ze Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Bostońskiego przebadała nasienie 2261 mężczyzn w okresie 1993-2003. Okazało się, że panowie, którzy spędzali powyżej 5 godzin w siodełku, mieli zmniejszoną liczbę i ruchliwość plemników– tłumaczy dr Olszak-Sokołowska.

Tematem zajęli się również norwescy naukowcy, którzy przebadali  160 uczestników 450 – kilometrowego wyścigu rowerowego. Okazało się, że po wyścigu 1 z 5 mężczyzn zaobserwowało u siebie odrętwienie oraz niedoczulicę okolic genitalnych, a 13 proc. ankietowanych doświadczyło problemów z osiąganiem wzwodu.

Zobacz także: Polacy mają coraz większy problem z płodnością. „Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia”

„Choroba kolarzy”

U kolarzy do najczęstszych powikłań należą zaburzenia erekcji oraz neuralgia nerwu sromowego (PNE, ang. pudendal nerve entrapment), nazywana również syndromem Alcocka albo popularnie „chorobą kolarzy”.

Choroba ta może być wywołana stanem zapalnym lub nadmiernym naciągnięciem nerwu podczas np. intensywnych ruchów u sportowców. Objawia się nieprzyjemnym uczuciem drętwienia, bólem w okolicach narządów płciowych, problemem z załatwianiem potrzeb fizjologicznych. Jej leczenie to głównie rehabilitacja, odpowiednie ćwiczenia lub farmakologia, ewentualnie leczenie operacyjne.

– Kolarstwo to sport, w którym występuje duże prawdopodobieństwo urazów genitaliów. U kolarzy górskich stwierdzono m.in. zwapnienia w jądrach i najądrzach powstające na skutek skrętu jąder, krwiaków, zapalenia pourazowego, również torbiele najądrzy, drobne wodniaki jąder, mikrozwapnienia, czy tkliwość moszny – wylicza dr Oleszak-Sokołowska.

Wstydliwa dolegliwość

Kolarze mogą napotkać na jeszcze jedną nieprzyjemną dolegliwość, nazywaną priapizmem. Jest to długotrwały  wzwód członka, który nie jest związany z podnieceniem seksualnym. Krew napełnia ciała jamiste znajdujące się w penisie i nie może z nich odpłynąć.

Zaburzenie występujące u kolarzy górskich, spowodowane jest urazem naczyń członka, występuje z opóźnieniem po urazie i jest niebolesne.

Leczenie polega na przepłukiwaniu naczyń solą fizjologiczną, po aspiracji z nich zalegającej krwi, a przy braku efektu iniekcjami z odpowiednich leków do ciał jamistych prącia. Ostatecznie może być konieczne zastosowanie bardziej inwazyjnych metod chirurgii naczyniowej.

Zobacz także: Mała liczba plemników może być symptomem poważnych chorób. Zobacz jakich!

Jazda na rowerze a rak prostaty

Dotychczas nie udowodniono, aby jazda na rowerze miała związek z przyspieszonym przerostem gruczołu krokowego lub rakiem prostaty. Nie zmienia to jednak faktu, że po długim siedzeniu na rowerowym siodełku masowana prostata wydziela więcej PSA, swoistego antygenu sterczowego, który może być oznaką raka prostaty.

– Z tego powodu mężczyznom wybierającym się na badanie poziomu PSA zaleca się wstrzymanie od jazdy na rowerze na przynajmniej 48 godzin przed wizytą w przychodni –  tłumaczy dr Olszak-Sokołowska. U pacjentów ze stwierdzonym przerostem prostaty zdecydowanie odradza się jazdę na rowerze.

Ruch wskazany

Jak  podkreśla dr Olszak-Sokołowska, rozsądnie uprawiany sport jest dla mężczyzn jak najbardziej wskazany, a rekreacyjni cykliści mogą pedałować bez obaw.

– Warto jednak pamiętać, żeby dobrać dla siebie odpowiednie siodełko. Powinno ono być ergonomiczne i szerokie,  tak aby ciężar ciała rozkładał się bardziej równomiernie niż w przypadku wąskich sportowych modeli. Minimalizuje to ryzyko ucisków, które w rezultacie może doprowadzić do wspomnianych, nieprzyjemnych zaburzeń – mówi.

– Podejmowana aktywność fizyczna nie powinna być zbyt intensywna, bo forsowne ćwiczenia mogą ograniczyć produkcję plemników, ale nie może też być ograniczona, to z kolei może prowadzić do, niekorzystnej dla męskiej płodności, otyłości. Dla utrzymania prawidłowych parametrów nasienia optymalnie jest uprawiać różne sporty od 6 do 10 godzin tygodniowo – wyjaśnia dr Olszak-Sokołowska.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Choć była niepłodna, urodziła siedmioraczki. Historia tej rodziny przypomina filmowy scenariusz

siedmioraczki
fot. Pixabay

Nauczycielka angielskiego marzyła z mężem o dużej rodzinie. Kiedy okazało się, że jest niepłodna, postanowiła rozpocząć leczenie. Efekty pojawiły się szybko i niedługo potem kobieta urodziła… siedmioraczki! O tym wydarzeniu mówili wszyscy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Patricia Frustaci w 1985 roku jako pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych urodziła żywe siedmioraczki.

Patricia i jej mąż Sam od lat walczyli z niepłodnością. W marcu 1984 roku, dzięki kuracji lekiem o nazwie Pergonal, kobieta urodziła chłopca Josepha. Małżeństwo pragnęło powiększyć rodzinę, więc kobieta kontynuowała leczenie i w grudniu tego samego roku zaszła w ciążę ponownie.

Zobacz także: Rok po poronieniu urodziła sześcioraczki

Leczenie niepłodności i siedmioraczki

Podczas badania USG okazało się, że kobieta spodziewa się siedmioraczków. Ginekolog zaproponował Patricii kilka rozwiązań, w tym aborcję. Rodzina Frustaci należała jednak do grona wyznawców Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, którzy sprzeciwiają się usuwaniu ciąży. Wyznawców tego ruchu potocznie nazywa się mormonami.

– Zgodnie z zasadami naszej religii i ze względu na walkę o posiadanie dzieci, ta opcja nie wchodziła po prostu w grę – mówiła w 1985 roku Patricia w wywiadzie z „New York Times”.

21 maja 1985, 12 tygodni przed czasem, na świat przyszło siedmioro dzieci państwa Frustaci- czterech chłopców i trzy dziewczynki. Niestety siódma córeczka mieniem Christina urodziła się martwa.

Pozostała szóstka dzieci miała problemy z sercem, żółtaczkę i cierpiała na zespół zaburzeń oddychania noworodka. Dzieci zostały przewiezione na intensywną terapię, gdzie zespół lekarzy walczył o ich życie. Niestety pomimo wysiłku neonatologów, jedno z dzieci zmarło.

W ciągu krótkiego czasu przy życiu pozostała tylko trójka dzieci – Stephen, Richard i Patricia. Córka Bonnie i synek James zmarli. Maluchy, ze względu na ciężki stan zdrowia, wymagały niemal bezustannej opieki.

Zobacz także: Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Rodzina pozywa klinikę leczenia niepłodności

W październiku 1985 roku małżeństwo pozwało klinikę leczenia niepłodności Tyler Medical Clinic w Los Angeles, w której leczyła się Frustaci oraz dr Jaroslava Marika, którego oskarża się o popełnienie błędu lekarskiego.

Rodzina zarzuca, że Frustaci nie była odpowiednio monitorowana we wczesnym etapie ciąży i że dawka Pergonalu, którą otrzymała, była za wysoka.

Sprawa została rozstrzygnięta w 1990 roku. Każde z ocalałych siedmioraczków otrzymało jednorazowo 450 tys. dolarów oraz comiesięczną zapomogę na leczenie.

Problemy nie zniechęciły jednak pary do dalszego powiększania rodziny. W 1990 za sprawą kolejnych terapii Patricia urodziła zdrowe bliźnięta Jordana i Jaclyn.

Po urodzeniu siedmioraczków niektóre media krytycznie wypowiadały się o rodzinie Frustaci.

Jeżeli jest jedno dziecko, to świetnie. Bliźnięta są akceptowalne. Więcej dzieci to już zła medycyna – mówił w 1985 roku na łamach „The Miami Herald” dr Heather Irwin.

Zobacz także: Kontrowersyjny eksperyment na rozdzielonych trojaczkach. Poznaj niezwykłą historię braci

Co teraz dzieje się z rodziną Frustaci?

W połowie lat 90. Patricia i Sam rozwiedli się. Mężczyzna cierpiał na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Troje z ocalałych siedmioraczków żyje do dziś i ma się dobrze. Patti wyszła za mąż i ma dwoje dzieci.

10 lutego 2018 roku świat obiegła wiadomość o śmierci matki siedmioraczków. Patricia Frustaci zmarła w wieku 63 lat. Przyczyną zgonu były powikłania związane ze zwłóknieniem płuc.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: New York Times

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.