Przejdź do treści

11 najgorszych tekstów, które możesz usłyszeć podczas walki z niepłodnością

walka z niepłodnością

Kiedy zmagasz się z niepłodnością wszyscy dookoła zdają się lepiej wiedzieć, czego ci właśnie w tym momencie najbardziej potrzeba. Każdy sypie genialnymi wskazówkami, jak z rękawa. Jakaż to nagle mądrość wychodzi z ludzi! Szkoda, że przy tym wszystkim ginie gdzieś ich empatia…

Oto 11 najgorszych tekstów, które możesz usłyszeć podczas walki z niepłodnością:
  1. Jeszcze nie jesteś w ciąży?!
  2. Może posiadanie dzieci nie jest ci pisane?
  3. Spokojnie, bądź cierpliwa. Na wszystko przyjdzie czas.
  4. A diety płodności próbowaliście?
  5. Przynajmniej wysypiasz się w weekendy…
  6. Wszystko dzieje się „po coś”.
  7. Jak coś, zawsze jest adopcja.
  8. Pewnie masz za dużo stresu w życiu. Wyluzuj, a wszystko samo przyjdzie.
  9. Starania, to przecież sama przyjemność!
  10. Za długo czekaliście, to teraz macie!
  11. Tyle osób nie ma dzieci i jakoś żyje – wy też możecie.
Empatia – piękne słowo

Obarczanie pary winą za niepłodność, złote wskazówki, ironia, wyśmiewanie, nieliczenie się z emocjami i potrzebami – czy może być coś trudniejszego? Pamiętajmy, że każdy na własny sposób przeżywa swoje zmagania. Każdy szuka też ukojenia na różne sposoby.

Jeśli nie wiemy, co pomoże naszym bliższym lub dalszym znajomym, zapytajmy. Nie zakładajmy z góry, że będzie to to samo, co i nam by pomogło. „Wszyscy mamy nadzieję, że na końcu drogi będziemy mieli dziecko, ale w międzyczasie potrzebujemy zrozumienia” – przytaczaliśmy niedawno w naszym portalu słowa kobiety, która ma za sobą długą drogę do rodzicielstwa [TUTAJ]. Czy masz w sobie przestrzeń na słuchanie i szacunek do starań? To naprawdę trudna i kręta ścieżka, warto starać się ją zrozumieć.

Inspiracja: „Buzzfeed”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Bezdzietność po leczeniu niepłodności: „Uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie”

bezdzietność

Jakiś czas temu rozmawiałam z bezdzietną kobietą, która przeszła długie leczenie niepłodności. Dziś ma sporo ponad 40 lat. Teoretycznie temat mógłby być dla niej ciągle otwarty, przecież nawet starsze kobiety zostają matkami. Jednak ona zdecydowała, że jej droga rodzicielstwa kończy się w tym momencie. Zastanawia się, co się teraz będzie z nią działo, co będzie czuła w nadchodzących latach, które z uczuć będą „normalne”.

Szybki przegląd literatury – szybki również dlatego, że bardzo niewiele jest badań – pokazuje, że najpierw jest proces żałoby. Trzeba opłakać dzieci, które się nie urodziły, własne zdrowie, plany, które się nie ziściły. Ostatecznie jednak większość kobiet godzi się ze swoją sytuacją, zwłaszcza jeśli udało się im umieścić życiowe cele również w innych obszarach, na przykład zawodowym. Szczególnie pomocna okazuje się umiejętność aktywnego szukania pomocy i wsparcia u innych, bezpośrednio, w grupach wsparcia lub online. Wartością jest przebywanie wśród ludzi, którzy mają podobne doświadczenia lub też są wystarczająco empatyczni. Pomocna jest też umiejętność adaptowania się do zmieniających się warunków życia, niecodziennych sytuacji i szukania nowych możliwości.

Tyle statystyka i badania. Jak jest w rzeczywistości, to już inna sprawa, tak jak inna jest każda kobieta, która doświadcza traumy niepłodności. Jak więc wygląda godzenie się z niepłodnością z bliska, opowiedziane przez kobietę, która zdecydowała się na bezdzietność po latach starań?

Jak to się zaczęło?

Pierwszego męża poznałam na studiach. Nie zabezpieczaliśmy się, nie zachodziłam w ciążę, ale nieszczególnie się tym martwiliśmy. Byliśmy młodzi. Chcieliśmy się rozwijać zawodowo. Brak dzieci uznałam za szczęście, kiedy rozpadło się tamto małżeństwo. Naturalną konsekwencję nieudanego związku, również zrządzenie losu, ponieważ mogłam zrobić specjalizację. Drugi raz za mąż wyszłam mając 36 lat. O dziecko zaczęliśmy starać się od razu. Przez rok bez większego ciśnienia, ale ponieważ jestem lekarzem, wiedziałam że nie mam zbyt wiele czasu. Potem potoczyło się szybko – klinika, diagnoza, iui, trzy ivf, stymulacje. Mając 43 lata uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie, w którym jest coś więcej niż mój cykl miesięczny i lekarz.

Co jest najtrudniejsze w niepłodności?

Nie wiem, czy jest jedna odpowiedź. Dla mnie najtrudniejsza była świadomość, że jestem inna, nie taka jak inne kobiety, nawet nie taka jak moja matka. A druga sprawa to żal zmarnowanego czasu. Może gdybym poddała się diagnostyce mając dwadzieścia kilka lat, dziś byłabym matką?

Co powoduje, że w pewnym momencie przestajemy się starać o dziecko?

Wiedza i ograniczenia finansowe. Przede wszystkim świadomość, że wraz z wiekiem matki rośnie ryzyko wady wrodzonej płodu. Ale też to, że starsza matka ma swoje ograniczenia, że sama jest narażona na choroby pojawiające się z wiekiem. Na leczenie wydaliśmy kilkadziesiąt tysięcy. Mieliśmy szczęście, bo było nas stać, ale w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać, czy na pewno o to chodzi. Czy może są w życiu inne cele, na które można by przeznaczyć środki. Uznaliśmy, że są.

Jak przebiega proces godzenia się z bezdzietnością?

Trudno to opisać, ponieważ nie wiadomo, kiedy on się właściwie kończy. Czy wówczas, kiedy  już nie płaczesz z bezsilności i żalu, czy może kiedy wiesz, że biologicznie macierzyństwo jest już absolutnie niemożliwe. Wyobrażam sobie, że nawet na starość będę do tego wracała, wyobrażała sobie, jak moje życie mogło wyglądać, gdybym podjęła inne decyzje. Teraz mogę powiedzieć, ze czuję się pogodzona. Ale na początku, kiedy uświadomiłam sobie, że to już koniec, była rozpacz, depresja chyba nawet, żal do wszystkich i do siebie. Potem zaczęłam się zastanawiać, co zrobię ze swoim życiem. Co zyskam, nie zostając matką. To tez pomogło.

Czy decyzja o przerwaniu leczenia i bezdzietności ma wpływ na związek?

Na mój miała. Ja bardziej walczyłam, dłużej. Mój mąż szybciej zorientował się, że to się może nie udać. Jest też starszy i nie zawsze był przekonany, że chce mieć dzieci. Ani niepłodność, ani decyzja o zakończeniu leczenia nie wpłynęła jednak na nas destruktywnie. Być może znaczenie miał fakt, że spotkaliśmy się, kiedy obydwoje w jakiś sposób byliśmy już spełnieni?

Czy perspektywa czasowa pomaga zobaczyć, co można było zmienić w staraniach o dziecko?

Żałuję jedynie tego, że nie zaczęłam się leczyć wcześniej, że lekceważyłam objawy, nie chciałam ich widzieć. Oczywiście, efekt mógłby być ten sam.  Ale przynajmniej wiedziałabym, że to nie mój wiek lub nie tylko mój wiek przyczynił się do niepowodzenia.

Co ludzie powinni wiedzieć o osobach bezdzietnych?

Bezdzietność to nie lenistwo, droga na skróty, wybór kariery ponad życie rodzinne. Bezdzietność to nie kariera robiona kosztem rodziny. To również nie kara. Bezdzietność to często złożona i bolesna historia. Wybory, poświęcenie, koszty, których nikt nie widzi. I w jakimś sensie boli zawsze, nawet jeśli jest się z nią pogodzonym. Być może mogę dłużej pracować, brać zmiany w Święta, jestem w pracy regularnie, ponieważ nie musze zostać z chorym dzieckiem w domu. Czasami to ludzi złości. Ale nie wiedzą, że w mgnieniu oka zamieniłabym moją wygodę na wszystkie trudności związane z zajmowaniem się i wychowaniem dziecka.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Witamina D ma moc – jedne z ważniejszych kobiecych narządów mogą być jej wdzięczne!

witamina D

Najnowsze badania wykazały, że dieta bogata w witaminę D – posiadają ją między innymi tłuste ryby i jajka – zmniejsza ryzyko wystąpienia wcześniejszej menopauzy nawet o 17 proc. Okazuje się, że spowalnia proces starzenia się jajników. Dobry wpływ na kobiece ciało ma także żywność bogata w wapń.

Siła witamin

Są to ważne badania, biorąc pod uwagę fakt, że około 10 proc. kobiet przechodzi menopauzę już przed 45. rokiem życia. Może zwiększać to ryzyko osteoporozy i chorób serca. Zmniejsza też szanse na poczęcie dziecka.

Eksperci przez niemal dwie dekady zbadali 116,430 kobiet. Wypełniały one w tym okresie m.in. kwestionariusze dotyczące diety. 2041 uczestniczek, w czasie trwania badania, weszło w okres menopauzy. Okazało się, że osoby spożywające najwięcej witaminy D wykazywały ryzyko wystąpienia wczesnej menopauzy o 17 proc. niższe. Wysokie spożycie wapnia zmniejszało zaś opisywane tu ryzyko o 13 proc. Uważa się, że wiąże się to z faktem, iż krowie mleko zawiera w sobie hormony płciowe opóźniające właśnie menopauzę. Są to wyniki, które opisano już po wykluczeniu innych czynników ryzyka, takich jak waga, czy historia związana z karmieniem piersią.

Płodność na celowniku

Główna autorka badań powiedziała: „Wczesna menopauza związana jest nie tylko z wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, demencji i osteoporozy, ale może mieć wpływ także wiele lat wcześniej na poczęcie dziecka” – słowa Alexandry Purdue-Smithe, z University of Massachusetts, cytuje „Daily Mail”.

Przykładowo, kobieta, która będzie mieć menopauzę w wieku 43 lat, już mając 33 lata może mierzyć się z problemami związanymi z zajściem w ciążę” – dodaje ekspertka. Okazuje się, że dowody laboratoryjne na pozytywny wpływ witaminy D są naprawdę silne. „Zwiększa produkcję hormonów spowalniających starzenie się jajników i spowalnia tempo, w którym kobieta traci jajeczka. Jest to ważne, bowiem menopauza przychodzi właśnie wtedy, gdy kobieta jajeczek już nie ma” – podkreśla Purdue-Smithe.

Warto zadbać o dostarczenie opisywanej tu witaminy do swojego organizmu. Jak pisaliśmy już w naszym portalu, jest to królowa płodności: „Okazało się, że witamina D ma swoją rolę nie tylko w metabolizmie kostnym, ale również wpływa na endometrium, komórki ziarniste w jądrach, plemniki i przysadkę mózgową” – mówili w rozmowie z nami lekarze. A czy twoja dieta jest wystarczająco w nią bogata?

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Kobiety Na Falach znów w akcji!

this_one

Holenderska organizacja pozarządowa „Women on Waves” tym razem wyprawiła się do Meksyku, gdzie lobbuje za realizacją praw do zdrowia reprodukcyjnego oraz zapewnia dostęp do antykoncepcji i aborcji farmakologicznej.

Jedna z najbardziej znanych organizacji pro-choice, Women on Waves, znów aktywnie działa na rzecz praw reprodukcyjnych! Wraz z siostrzaną organizacją Women on Web dostarczają antykoncepcję oraz leki do aborcji farmakologicznej do krajów, gdzie kobiety nie mają do nich dostępu (Polska jest największym beneficjentem w Europie). Tym razem WoW za cel obrało Meksyk, w którym każdy stan ma różnorodne prawo aborcyjne, jednak nawet w tych z relatywnie liberalnymi przepisami dostęp do legalnej terminacji ciąży jest wprost niemożliwy. Antykoncepcja jest droga i trudno dostępna, a edukacja seksualna niewystarczająca.

Niespełna dwa miesiące temu opisywaliśmy poprzednią misję WoW w Gwatemali. Wtedy nie udało się pomóc lokalnym kobietom, gdyż władze cywilne i wojskowe od początku były wrogo nastawione i po kilku dniach załoga była zmuszona opuścić wody terytorialne Gwatemali, aby nie narażać się na dalsze nielegalne działania ze strony rządu gwatemalskiego.

WoW z Rebecca Gomperts na czele planuje zapewnić lokalnym kobietom edukację z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, doradztwo dot. planowania rodziny i antykoncepcji, niedyrektywne poradnictwo dot. kontynuacji ciąży oraz, po wypłynięciu na wody międzynarodowe, zapewnić kobietom w niechcianej ciąży bezpieczną możliwość farmakologicznej aborcji.

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Niepłodność i stres – co tak naprawdę znaczy: odstresować się?

odstresować się

Każda osoba długo starająca się o dziecko, która usłyszała, że powinna „wyluzować, odstresować się”, doskonale wie, jak irytujące są tego typu rady. Bo przecież wiadomo, że nadmierny stres przynosi negatywne skutki w zasadzie w każdej dziedzinie życia. Nikt też mnie chce obniżać swoich szans na dziecko z powodu nadmiernego stresu.

No tak, tylko co to znaczy: odstresować się? Gdzie wiedza popularna znajduje odzwierciedlenie w badaniach i nauce? Czy i w jaki sposób stres wpływa na płodność?

Hasło „stres” jest jak pojemny worek, do którego wrzucamy popularne martwienie się, ale też depresję, lęk, niepokój. To wszystko zaczyna się na długo, zanim ze zwykłego Kowalskiego staniemy się pacjentem kliniki leczenia niepłodności. Starania o dziecko, jeśli nie przynoszą upragnionego efektu w ciągu kilku miesięcy, stają się coraz bardziej dokuczliwym i stresującym doświadczeniem. Dla kobiet chroniczny stres może oznaczać utrudnioną, nieregularną owulację. Z kolei u mężczyzn długotrwały stres może skutkować obniżonymi parametrami nasienia oraz wpływać na wynik testosteronu.

Oczywiście, przedłużający się stres może też znacząco wpłynąć na inne aspekty płodności, takie jak implantacja lub samo zapłodnienie. Kolejne badania pokazują, że również podczas leczenia przewlekły stres i napięcie mogą mieć wpływ na przykład na ilość pobranych komórek jajowych. Interesujące izraelskie badanie pokazały, że kobiety które podczas leczenie niepłodności były zabawiane przez clowna miały większe szanse na poczęcie niż te, które śmiechu nie doświadczyły.

Czy niepłodność jest źródłem stresu?

To jest trochę pytanie o to, co było najpierw – stres czy niepłodność? Bardzo trudno dojść pewnej odpowiedzi, ale wystarczy, żeby u wielu pacjentów wywołać poczucie winy. Rzeczywiście, badania japońskie pokazały, że nawet 40% kobiet odczuwa niepokój lub cierpi z powodu depresji jeszcze zanim przystąpi do leczenia niepłodności. Można się, oczywiście, zastanawiać, czy jest to związane z nieudanymi naturalnymi staraniami, innymi życiowymi trudnościami pacjentki czy też jej pewnymi cechami jej osobowości.

Niestety, nie pomaga wiedza, co jest źródłem niepłodności. Nawet jeśli okazuje, że jest to przyczyna fizyczna, którą można leczyć. Kolejne miesiące niepowodzeń nieuchronnie zwiększają stres i jego konsekwencje. Błędne koło stres-trudności w zajściu- więcej stresu rusza w ruch.

Najpopularniejsze źródła stresu

Stres jest częścią życia. Nie da się go uniknąć, motywuję do działania, pomaga się rozwijać, wzrastać. Doświadczamy go głównie w pracy oraz w rodzinie. To nie jest zaskakujące. Jeśli praca jest mniej lub bardziej stresująca, ważne żeby umieć rozładowywać napięcie po powrocie do domu. Jeśli to z kolei życie rodzinne jest źródłem przewlekłego stresu, warto szukać źródeł i często również szukać profesjonalnej pomocy.

Badania pokazują, że ponieważ stres jest tak powszechny (i często korzystny), przyzwyczajamy się do niego. Nie odczuwamy jego poważniejszych skutków, takich jak zaburzenia snu, łaknienia, bóle różnych części ciała. To, co na pewno jest dewastujące to nagły i ostry stres, taki jak śmierć bliskiej osoby, nieplanowana przeprowadzka, utrata pracy.

Warto jednak pamiętać, że fakt, że nie widzimy skutków stresu nie znaczy, że ich nie ma. Rzeczywiście, może być tak, że  jesteśmy tak wytrzymali na skutek różnych życiowych okoliczności, że nawet nie zauważamy, że przestaliśmy o siebie dbać. Albo że nigdy się tego nie nauczyliśmy.

Jak ograniczyć stres związany z niepłodnością?

Mówiąc najkrócej: w każdy możliwy sposób, odpowiedni dla naszego temperamentu, potrzeb i możliwości.

  • Joga – ma wielu zwolenników, zwłaszcza ta jej odmiana, która koncentruje się na oddychaniu i ruchach, niekoniecznie medytacji. Wiele wskazuje na to, że jest to skuteczny sposób na wyciszenie oraz w konsekwencji redukcję stresu. Zwolenników ma również akupunktura. Niektóre kliniki leczenia niepłodności nawet oferują tego typu zabiegi.
  • Sen – ma znaczenie nie tylko w utrzymaniu dobrego samopoczucia, ale również w przebiegu owulacji. Przeszło 80% kobiet ma owulację pomiędzy północą a 8 rano, dlatego brak snu lub zaburzenia w obrębie rytmu dobowego mogą wpływać również na owulację. Sen pomaga się zregenerować, zrelaksować, zresetować umysł i ciało.
  • Ćwiczenia fizyczne i ruch – osoby uprawiające rekreacyjnie sport często zauważają, że po wykonaniu serii ćwiczeń lepiej się czują. Nic dziwnego, podczas wysiłku fizycznego uwalniają się endorfiny, znane również jako hormony szczęścia. Aktywność fizyczna pomaga również zadbać o prawidłową wagę, a to z kolei zwiększa szanse na poczęcie.
  • Seks – ale niekoniecznie ten związany z prokreacją. Seks rozumiany jako bliskość, wzajemna wymiana. Warto do niego wrócić po miesiącach lub latach współżycia z kalendarzem w ręku.
  • Ludzie – tak po prostu. Jest ogromna ilość badań potwierdzających, że wsparcie ze strony bliskich osób jest niezwykle ważne w radzeniu sobie ze wszystkimi życiowymi kryzysami. Nie ma powodu niepłodności traktować inaczej. Warto się otworzyć, szukać ludzi o podobnych doświadczeniach (co nie powinno być trudne) lub na tyle empatycznych, że będą w stanie zrozumieć sytuację osoby niepłodnej.

Cokolwiek jest pierwotne – niepłodność czy stres – trzeba pamiętać, że jedno wpływa na drugie. Trzeba o siebie dbać zwłaszcza wówczas, kiedy jesteśmy w trudnej sytuacji.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami